ogóle...? Rzucił się do przodu, pragnąc go zranić, uderzyć, ukarać za wszystko, co
powiedział.
Ale Snape był szybszy. Złapał go za nadgarstki i Harry mógł jedynie szarpać się
rozpaczliwie i wrzeszczeć z wściekłości.
- Zamknij się! Nienawidzę cię! - krzyczał, próbując wyrwać ręce, ale mężczyzna
trzymał je tak mocno, iż sprawiał mu tym ból, który jedynie podsycał jego gniew. -
Nienawidzę cię, ty dupku! Nie chcę na ciebie patrzeć! Nie chcę cię znać!
- Licz się ze słowami, Potter. Gryffindor właśnie stracił dwadzieścia punktów. I
możesz mnie nienawidzić do woli, ale to i tak nie zmieni faktu, że...
- Puść mnie! Jeżeli jestem dla ciebie aż taki okropny, to po co w ogóle pozwalasz mi
tutaj przychodzić? Wyrzuć mnie i obaj będziemy zadowoleni, a ty nie będziesz się na
mnie wściekał o byle gówno!
- Z chęcią bym to zrobił, ale znając ciebie, po dwóch dniach wrócisz z miną
kopniętego szczeniaka i na kolanach będziesz prosił, żebym przyjął cię z powrotem!
- Zamknij się! Nie chcę... Puść mnie! - Płynąca w żyłach adrenalina w połączeniu z
uderzającą do głowy krwią sprawiła, że Harry'emu udało się w końcu wyrwać ręce,
ale zamiast się odwrócić, rzucił się ponownie do przodu i z całej siły odepchnął
mężczyznę tak, że ten musiał zrobić kilka kroków do tyłu, żeby odzyskać równowagę.
Na jego twarzy na sekundę odmalowało się zaskoczenie, które jednak bardzo szybko
przeobraziło się w furię. - Nie chcę na ciebie patrzeć! - krzyknął Harry, odwracając
się i ruszając w stronę drzwi. Przed oczami widział jedynie czerwone plamy, miał
wrażenie, że cała krew z jego żył już dawno się wypaliła i wyparowała. - Już nigdy,
przenigdy nie chcę cię słuchać, nie chcę cię widzieć, nie chcę... - urwał, kiedy poczuł
silne magiczne uderzenie w plecy i upadł na podłogę. Zatrzymał się na łokciach i
kolanach i zanim zdążył wykonać jakikolwiek ruch, poczuł na sobie ciężar
mężczyzny, a na swoim karku silny uścisk jego dłoni, przyciskającej go do podłogi.
- Może cię to zaskoczy, Potter, ale naprawdę nie obchodzi mnie, czego chcesz. Liczy
się tylko to, czego ja chcę, a w tej właśnie chwili chcę cię ukarać i nawet sobie nie
wyobrażasz, jak bardzo tego pragnę - wysyczał za nim mężczyzna i Harry poczuł
powiew magi , chłodnej, niemalże lodowatej, i w tej samej chwili mięśnie jego
brzucha skurczyły się boleśnie. Miał wrażenie, jakby otrzymał potężny cios, który
pozbawił go powietrza w płucach. Jęknął i jedną ręką złapał się za brzuch,
jednocześnie otwierając usta, aby złapać oddech. I wtedy usłyszał złowrogi szept tuż
przy swoim uchu - Jeżeli jeszcze raz mnie odepchniesz, to siła tego zaklęcia będzie
dziesięciokrotnie większa.
Zanim Harry zdążył w jakikolwiek sposób zareagować, poczuł kolejne muśnięcie
magii, które pozbawiło go całej dolnej części garderoby.
- Zostaw mnie! Nie możesz... - zaczął, czując zawroty głowy, ciągłe skurcze mięśni
brzucha i bolesne pulsowanie w skroniach. Serce szarpało mu się w piersi i
wydawało się płonąć, a żar rozprzestrzeniał się po jego ciele, obejmując nawet te
części, które w tej sytuacji zdecydowanie nie powinny reagować w tak entuzjastyczny
sposób.
- Nie mogę? - Snape wydał z siebie taki odgłos, jakby chciał się roześmiać. - Potter,
obaj doskonale wiemy, że jeżeli chodzi o ciebie, to mogę wszystko. Chyba nie
zapomniałeś, że należysz tylko do mnie? Że jesteś moją własnością? Wygląda na to,
że będę musiał ci o tym przypomnieć.
Harry zagryzł wargę. Był przecież wściekły. Dlaczego więc jego członek drgnął na te
słowa? A po chwili był już niemal całkowicie twardy? I kiedy tylko poczuł
wchodzącego w niego penisa mężczyzny, cały żar, który odczuwał wcześniej w
piersi, skumulował się w podbrzuszu?
Ale nie zastanawiał się nad tym dłużej, ponieważ jego umysł najwyraźniej wyparował.
Słyszał jedynie uderzenia pośladków o pośladki i mroczny szept tuż nad sobą:
- Jesteś moją własnością, Potter. - Mężczyzna złapał go za włosy i odchylił jego
głowę do tyłu, przyciągając ją do siebie tak, że jego usta znalazły się kilka milimetrów od ucha Harry'ego. - Powtórz to.
I Harry powtarzał.
- Jestem twoją własnością.
Powtarzał i powtarzał za każdym razem, kiedy pchnięcia Severusa uderzały w jego
prostatę. Mówił też dużo innych rzeczy. I to takich rzeczy, których nie powiedziałby w
żadnej innej sytuacji, nawet gdyby obiecywano mu Puchar Świata w Quidditchu.
- Czy jeszcze kiedykolwiek będziesz mi się sprzeciwiał, Potter?
- Oczywiście, że będę, ty obślizgły dupku!
Ta odpowiedź została "nagrodzona" wyjątkowo długim i mocnym rżnięciem, podczas którego Harry niemal zdarł sobie gardło od krzyku. O tak, uwielbiał prowokować
Snape'a. Uwielbiał doprowadzać go do wściekłości i utraty kontroli nad sobą. I
uwielbiał jego zaborczość. Zaborczość, siłę i gniew, które smagały jego lędźwie i
rozpalały każdy nerw w jego ciele.
- Mały, bezczelny prowokator - wydyszał mu do ucha Severus, wchodząc w niego
długimi, agresywnymi ruchami i Harry nie potrafił powstrzymać drżenia, które ten głos
w nim wywoływał.
Nic nie mógł na to poradzić. Wiedział, że jest stracony od dnia, kiedy wypowiedział