że zna mowę węży, nawet walczył z jednym, wyjątkowo wielkim i paskudnym, a na
dodatek potrafiącym zabijać ofiary jedynie za pomocą wzroku i wyszedł z tego cało.
Później spotkał swojego ojca chrzestnego, który najwyraźniej wolał być psem, i
równie szybko go stracił, walczył z demonami potrafiącymi wyssać duszę, brał udział
w najniebezpieczniejszym czarodziejskim turnieju świata, gdzie walczył ze smokiem i
całym zastępem różnego rodzaju stworów, których jedynym celem było pożarcie go
albo rozerwanie na strzępy. Pojedynkował się z samym Czarnym Panem i po raz
kolejny wyszedł z tego cało i tak dalej, i tak dalej. Później odkrył, że jest gejem, a
jeszcze trochę później, że kocha się w najgroźniejszym, najobrzydliwszym i
najbardziej znienawidzonym nauczycielu w całej szkole. Po wszystkim, co przeszedł,
taki związek nie powinien być dla niego zbyt wielkim problemem. A jednak.
Jednak, gdyby Harry Potter nie był Harrym Potterem, związek ten prawdopodobnie w
ogóle nie miałby racji bytu. I tylko on potrafił się w nim odnaleźć na tyle, aby udało się go utrzymać. Harry Potter nie mógłby przecież chodzić ze swoją drugą połówką na
spacery przy świetle księżyca, trzymając się za ręce, odrabiać razem lekcje,
wybierać się do Hogsmeade na randki, planować dzieci i wspólną przyszłość. Coś
takiego mógłby robić Ernie Macmil an albo Michael Corner - normalne osoby, które
nie posiadały "genu niezwyczajności".
Nie, Harry Potter preferował ciągłą niepewność, strach, nerwową atmosferę, kłujące
riposty, kłótnie, szarpaninę, walkę o najdrobniejszy gest, ujarzmianie, poddaństwo,
toksyczność, niebezpieczeństwo i najlepszy seks na świecie. Cóż, trudno
powiedzieć, czy to ostatnie nie przeważało, prawda jest jednak taka, że nie potrafiłby
odnaleźć się w całkowicie normalnym związku. Nie oznacza to jednak, że nie pragnął
czułości, o nie. Ta była dla niego niezwykle wręcz ważna, ale nie przywykł do
otrzymywania jej gratis. Miała o wiele pełniejszy smak, jeżeli mógł o nią powalczyć. A
jak cała jego przeszłość wskazuje, przywykł do walki jak ryba do wody i gdyby mu jej
zabrakło, szybko popadłby w stagnację i znalazłby sobie kolejny staw pełen
świeżutkiej wody gotowej tylko na to, aby trochę ją skotłować.
Nie można jednak powiedzieć, że nie pragnął spokoju, odpoczynku ani poczucia
bezpieczeństwa. Tak jak powracający z morza marynarz, który po przywitaniu się z
żoną i dziećmi oraz wypiciu paru piw, zaczyna z tęsknotą wpatrywać się w morze, tak
Harry Potter pragnął, owszem, pragnął tego wszystkiego, nawet bardzo, ale na
dłuższą metę, co tu dużo mówić, nie potrafiłby wytrwać w tak odbiegającej od jego
dotychczasowego życia monotoni .
Znalazł więc kogoś, kto potrafił mu dać wszystko, o czym marzył. A fakt, że musiał
przejść naprawdę bardzo wiele, aby zdobyć także to, czego pragnął, a czego nie
mógł dostać, było tylko drobnym szczegółem. Jednak w końcu nazywał się Harry
Potter. Potrafił dokonać rzeczy niemożliwych.
Severus Snape był trudnym człowiekiem. Zamkniętym w sobie, odcinającym się od
wszystkich, wiecznie niezadowolonym, wymagającym, pełnym zmieniających się
szybciej niż pogoda nastrojów i kaprysów, surowym oraz całkowicie
nieprzewidywalnym. No i nie należy zapominać o jego sadystycznych skłonnościach i
zamiłowaniu do upokarzania każdego, kto mu się nie spodobał, czyli mniej więcej
dziewięćdziesięciu dziewięciu procent społeczeństwa. A w połączeniu z wiecznie
sączącym się z ust jadem i kpiącym spojrzeniem na świat, wydawał się człowiekiem,
który nie potrafiłby odnaleźć się w żadnym związku. Niestety, na jego drodze stanął
Harry Potter. Uparty, denerwujący dzieciak, który nie wiedział, co oznacza słowo
"porażka" i nie spoczął, dopóki nie osiągnął tego, co sobie zamierzył, nawet jeżeli oznaczało to otrzymanie solidnego łomotu. I nie chciał się odczepić.
To naprawdę nie był zwyczajny związek. I z pewnością nigdy nie będzie takiego
przypominał. Ale gdy samemu jest się niezwykłym, jedyny sposób na normalność, to
zaangażowanie się w coś równie niezwykłego. I trzeba przyznać, że była to chyba
najlepsza decyzja, jaką Harry kiedykolwiek podjął. Nawet jeśli mógłby jej kiedyś
pożałować.
***
- Odwołaj to! - wrzasnął Harry, trzęsąc się z wściekłości. Stał przed Snape'em w jego
salonie i miał wrażenie, że zaraz eksploduje ze złości.
- Odwołać coś, co jest prawdą, Potter? - zakpił mężczyzna, najwyraźniej nic sobie nie
robiąc ze wzburzenia chłopaka. - Wtedy byłbym kłamcą. Chyba nie zaprzeczysz, że
jesteś nadętym smarkaczem, któremu sława tak uderzyła do głowy, że wydaje mu
się, iż wszyscy będą padać mu do stóp?
- Tak? A ty jesteś wstrętnym łajdakiem, który uwielbia wykorzystywać swoją pozycję i
upokarzać innych tylko po to, aby podnieść poczucie własnej wartości!
Severus zrobił krok w jego stronę. Jego twarz wyglądała niczym zasnute mrokiem
niebo podczas burzy.
- Ja przynajmniej znam swoją wartość, Potter! - wysyczał jadowicie. - Twoja wartość
leży razem z tobą na podłodze, kiedy rozkładasz nogi i błagasz o to, żebym cię
wypieprzył.
Harry otworzył szeroko oczy. Na chwilę zabrakło mu tchu. Jak...? Jak on mógł w