oczy i Harry poczuł znajome ukłucie w sercu, kiedy przypomniał sobie, w jaki sposób

te oczy wtedy na niego patrzyły.

- Wiesz, wtedy w schowku, kiedy mnie dotknąłeś... To było... niesamowite.

- Tak? - Snape pochylił się lekko do przodu, patrząc przenikliwie na Harry'ego. -

Powiedz mi coś więcej. - Wyglądał na naprawdę zainteresowanego rozmową, co było

nieco peszące, ale zarazem i budujące. Severus Snape rzadko kiedy okazywał

zainteresowanie czymkolwiek.

- No, eee... - kontynuował Harry, próbując opisać jakoś to wszystko, co wtedy czuł,

ale wiedział, że nigdy mu się to nie uda. - Ty byłeś pierwszą osobą, która mnie tam

dotknęła i doprowadziła do... orgazmu. Wcześniej nikt inny tego nie robił.

Fantazjowałem o tym, ale nigdy nie wierzyłem, że kiedykolwiek to się naprawdę

stanie. To był dla mnie... pierwszy raz, można tak powiedzieć. I ja... nie wierzyłem,

nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego ty... - Harry zagryzł wargę, próbując opanować

nagłą burzę emocji i myśli, która rozpętała się w jego głowie na wspomnienie

tamtego wydarzenia. Odetchnął głęboko. - Ja po prostu... nie wiedziałem, co mam

zrobić. Nie potrafiłem ci się oprzeć, stałem tam jak sparaliżowany i... i pragnąłem

jedynie poczuć twój dotyk. Nawet jeżeli tak bardzo się bałem, że chciałem tylko

stamtąd uciec. Ale to coś wewnątrz mnie - Harry dotknął swojej klatki piersiowej, w

miejscu, w którym jego serce biło właśnie zdecydowanie zbyt mocno - nie pozwoliło

mi na to. I wtedy... to było coś magicznego. Jakbyś rzucił na mnie jakiś konfudujący

czar. Już nie potrafiłem o tobie zapomnieć. Już nie potrafiłem się tego wypierać.

Pragnąłem jedynie... ciebie.

Harry uniósł głowę i z wahaniem spojrzał na Snape'a. Oczy mężczyzny błyszczały.

Wyglądał, jakby, pobudzony opowieścią Harry'ego, przypominał sobie to, co

wydarzyło się tamtego jesiennego wieczoru w schowku na miotły, ale jednocześnie

coś na jego twarzy sugerowało, że nie wszystko jest tak do końca w porządku. Harry

nie potrafił tego nazwać, dostrzegał jedynie cień okalający zmarszczkę pomiędzy

czarnymi brwiami, ale nic nie mógł poradzić na nagłe, niewytłumaczalne uczucie

niepokoju, które go ogarnęło.

Jedyne, co mógł zrobić, to przerwać tę ciszę, pozbawić ten niepokój oparcia, odciąć

go od pokarmu.

Kolejne wspomnienia były jednak zbyt bolesne, aby chciał je przywołać, a echo

wypowiadanego z wściekłością słowa "nikim" wciąż rozszarpywało jego wnętrzności.

Uciekł się więc do tego, co najbardziej go interesowało, a o co chciał zapytać

Snape'a już od bardzo, bardzo dawna:

- Wiele razy się zastanawiałem... czy miałeś coś wspólnego ze zniknięciem Malfoya?

Severus poruszył się, jakby wyrwany z letargu.

- To nie powinno cię interesować - odparł kwaśno, odwracając głowę w stronę ognia.

Jakież to było dla niego typowe, pomyślał Harry. Zawsze, kiedy chciał go zbyć albo

nie miał ochoty odpowiadać na pytanie, odwracał głowę w inną stronę, jakby chciał w

ten sposób uciąć wszelkie dyskusje. To było irytujące.

- Ale interesuje - powiedział Harry z naciskiem, postanawiając chociaż ten jeden

jedyny raz nie pozwolić zbyć się tak łatwo. - Wiem, że to on i jego przygłupi kumple

mnie napadli, nawet pomimo tego, że zasłonili mi oczy. My spotkaliśmy się wcześniej

i... Malfoy powiedział coś, co mnie bardzo zdenerwowało. Chciałem się na nim

odegrać, chciałem go tak bardzo zranić, że nie panowałem nad słowami i...

powiedziałem mu straszne rzeczy. O jego ojcu i w ogóle. Nigdy nie zapomnę

nienawiści, którą zobaczyłem wtedy w jego oczach. Wiem, że nie powinienem był mu

tego mówić, ale byłem tak bardzo wściekły... I zastanawiam się, czy to nie jest trochę

moja wina...

Severus zmarszczył brwi i pochylił się nieco do przodu, splatając palce.

- Potter. Malfoy był już niemal dorosłym, odpowiadającym za swoje czyny

czarodziejem. Powinien liczyć się z konsekwencjami każdego swojego kroku. To jest

podstawą przetrwania w naszym świecie. Jeżeli zapomniał chociaż na chwilę o

pewnych regułach, to niestety, ale musiał ponieść konsekwencje. To był jego wybór i

jego działania. Nie ty jesteś odpowiedzialny za całe zło tego świata, więc przestań

się, do cholery, za wszystko obwiniać.

Harry wpatrywał się w niego szeroko otwartymi oczami. Cóż, wiedział, że Snape

prawdopodobnie ma rację, ale zdumiało go to, że mężczyzna aż tak się zirytował.

Może i nie odpowiedział mu wprost na postawione pytanie, ale to wystarczyło, aby

Harry miał na ten temat konkretną opinię.

Tak, Severus zdecydowanie miał coś wspólnego ze zniknięciem Malfoya. A nawet,

podejrzewał, bardzo duże coś.

Jednak to nie był czas na roztrząsanie takich nieprzyjemnych spraw. W końcu

zostało im tylko parę wspólnych dni i Harry wolał je spędzić w zdecydowanie

przyjemniejszej atmosferze. Uśmiechnął się więc beztrosko:

- Już dobrze, wcale się nie obwiniam. Tak po prostu się zastanawiałem... -

Obserwował, jak mężczyzna odchyla się w swoim fotelu i kiedy wpatrywał się w

powoli rozpogadzającą się twarz Mistrza Eliksirów, w jego umyśle zrodziło się pewne

pytanie. Pytanie, którego jeszcze nigdy mu nie zadał i w zasadzie sam nie wiedział,

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги