dlaczego, ponieważ już setki razy się nad tym zastanawiał. Posłał mu łobuzerski
uśmiech i zapytał:
- Ciekaw jestem... co by się stało, gdybyś to ty wypił ten eliksir? Jakie jest twoje
największe pragnienie?
Oczy Snape’a rozświetlił nagły, krótki rozbłysk, kiedy odwrócił głowę w stronę
biblioteczki. Przyglądał jej się przez chwilę, po czym powoli odwrócił się z powrotem
w stronę Harry'ego. Jego oczy znów były czarne jak tafla jeziora w czasie
bezwietrznej nocy, a twarz nieczytelna.
- Ja niczego nie pragnę, Potter - odparł twardo z goryczą w głosie i Harry był
naprawdę zaskoczony sposobem, w jaki to wymówił. A jeszcze bardziej zaskoczyła
go reakcja Snape'a na to jedno proste, niewinne pytanie. Severus spiął się cały i
wyglądało na to, że jego dobry nastrój prysnął niczym bańka mydlana. - Jestem teraz
zajęty, Potter - rzucił nagle, zrywając się z fotela i odwracając w stronę swojej
sypialni - więc mam nadzieję, że sam trafisz do wyjścia. Żegnam. - Po tych słowach
ruszył naprzód i w kilku krokach opuścił pomieszczenie, a jedyne, co Harry otrzymał
na pożegnanie, to głośny trzask drzwiami.
Został sam, nie mając bladego pojęcia, co też takiego powiedział i co znowu ugryzło
Snape'a. Pokręcił z niedowierzaniem głową, czując w myślach całkowity zamęt.
Naprawdę czasami w ogóle nie potrafił zrozumieć tego człowieka...
Siedział jeszcze przez parę chwil w opuszczonym salonie, próbując zignorować
uczucie niepokoju, które odżyło nagle i niebezpiecznie rozrastało się w jego piersi, po
czym wstał i powoli opuścił komnaty Mistrza Eliksirów.
Niestety, niepokój podążył za nim.
--- rozdział 39 ---
39. Something's wrong
Something's wrong with you,
The walls you build around you now,
Seem to fit you like a glove.
Am I too blind to see that there's something there behind your eyes
and it's bringing me to my knees?*
W piątkowy poranek podczas śniadania Harry otrzymał list od Lupina. Nie czułby się
zbyt komfortowo, czytając go przy stole nauczycielskim, przy którym wszyscy
pozostający w Hogwarcie uczniowie codziennie spożywali posiłki, dlatego wcisnął go
do kieszeni i otworzył dopiero, kiedy znalazł się sam w dormitorium.
Przez pierwszą połowę listu Remus pisał tylko o nic nieznaczących błahostkach,
pytał Harry'ego jak mu idzie nauka, czy podobają mu się lekcje z Tonks, wyraził
zainteresowanie meczami Quidditcha i jedynie półsłówkami wspomniał o tym, że
wykonuje w tej chwili ważne zadanie dla Zakonu, ale ze względów bezpieczeństwa
nie może mu nic więcej wyjawić.
A co do Twoich pytań, Harry... Wiem, że bardzo chciałbyś się czegokolwiek
dowiedzieć i doskonale to rozumiem. Jednak obowiązują nas pewne zalecenia i
reguły. Nie wiadomo, kto mógłby przechwycić ten list. Dlatego mogę powiedzieć Ci
tylko tyle, że z naszych informacji wynika, iż robi się coraz niebezpieczniej. On
wydaje się być ostatnio w niezwykle dobrym humorze, dlatego obawiamy się, że
może planować coś dużego i bardzo groźnego. Straciliśmy już wielu Aurorów i
sądzimy, że w najbliższym czasie ta liczba może wzrosnąć. Dlatego proszę Cię, abyś
nie ruszał się nigdzie z Hogwartu i nie próbował łamać zakazu dyrektora,. To dla
Twojego bezpieczeństwa, nawet jeżeli uważasz, że to ograniczenie Twojej wolności.
Zrozum, Harry, że jesteś jego głównym celem i za wszelką cenę musimy Cię chronić.
Pamiętaj - nie ufaj nikomu, nawet swoim przyjaciołom. Musisz mieć oczy dookoła
głowy i jeżeli zauważysz coś podejrzanego, cokolwiek - to natychmiast powiadom o
tym Dumbledore'a.
Przepraszam za ten dydaktyczny ton, ale chcę tylko Twojego dobra. Teraz, kiedy nie
ma już Syriusza, to ja powinienem się Tobą opiekować i bardzo mi przykro, że nie
mogę być przy Tobie, aby Cię wspierać, ale staram się jak mogę robić to na
odległość. Mam nadzieję, że to rozumiesz.
Pozdrów ode mnie Rona i Hermionę.
Remus Lupin
Harry odłożył list, ściskając go nieco zbyt mocno. Jego dłonie lekko drżały. To było
miłe, że Remus tak się o niego martwił, ale do diabła, nie był już przecież małym
dzieckiem. Nie chciał ochrony. Chciał informacji, czegokolwiek!
Na wspomnienie Syriusza coś skręciło się w jego żołądku. Od miesięcy starał się jak
mógł, aby nie myśleć o swoim ojcu chrzestnym, ale czasami, kiedy ktoś mu o nim
przypominał, coś wewnątrz niego pękało, a umysł zalewały mu obrazy z tamtej nocy.
Zacisnął powieki, pragnąc wyrzucić z głowy wizję Syriusza wpadającego za zasłonę i
swój własny krzyk, zwielokrotniony poprzez gniew i poczucie winy i powracający z
jeszcze większą mocą. Zaczął oddychać głęboko, próbując pozbyć się ciężaru
przygniatającego serce. Problem w tym, że nosił go w sobie już tak długo, iż niemal
nigdy go nie odczuwał, za wyjątkiem tych chwil, kiedy ktoś mu przypominał o jego
obecności.
Nie, nie będzie teraz o tym myślał. Jeszcze przyjdzie na to czas. Wtedy, kiedy będzie
mierzył różdżką do leżącej u jego stóp Bel atriks Lestrange. I tym razem się nie
zawaha.
Jeszcze raz spojrzał na drobne pismo Lupina. Doprawdy, czy oni wszyscy musieli go
w ten sposób dyskryminować? "Musimy Cię chronić, Harry", "To dla twojego