wyglądały tak, jakby mężczyzna chodził w nich po wypełnionych krwią kałużach, po
zlepione w strąki, wcale nie aksamitne w tej chwili czarne włosy!
Musi mu to pokazać! Udowodnić! I tym razem nie da się wyprosić, nie pozwoli mu się
wyrzucić! Tym razem to nie on będzie tym, który zostanie złamany, ponieważ nie
zostało w nim już nic, czego mężczyzna wcześniej nie złamał.
Tym razem to on złamie Snape'a!
Odepchnął się od ściany i błyskawicznie wśliznął do gabinetu akurat w chwili, kiedy
drzwi się zamykały. Na palcach przebiegł przez pomieszczenie, próbując nadążyć za
długimi krokami mężczyzny i wszedł za nim do komnat. Zatrzymał się tuż za
drzwiami, biorąc głęboki, drżący oddech i starając się nie zwracać uwagi na
próbujące wyrwać mu się z piersi serce.
Musi się wziąć w garść! Severus stał bez ruchu kilka kroków przed nim, wpatrując się
w trzaskający w kominku ogień.
Teraz albo nigdy!
Trzęsącymi się dłońmi sięgnął do peleryny i zaczął ją z siebie zsuwać.
Słysząc szelest, Severus odwrócił się tak gwałtownie, iż serce Harry'ego podskoczyło
aż do gardła. Cofnął się o krok, kiedy zobaczył wymierzoną w siebie różdżkę i
mordercze spojrzenie mężczyzny. Po ułamku sekundy na surowym obliczu pojawiło
się zaskoczenie i Harry poczuł, jak po jego plecach spływa ulga. Przełknął ślinę,
próbując zmusić głos, aby zabrzmiał twardo i zdecydowanie:
- Dobry wieczór, Severusie.
Nie liczył na jakąkolwiek odpowiedź. Wiedział, że jej nie otrzyma. Spodziewał się
jedynie tnącego niczym ostrze gniewu. I nie zawiódł się.
Oczy mężczyzny zapłonęły czymś nieprzyjemnym i tak... odstręczającym, że ciało
Harry’ego przeszedł mimowolny dreszcz.
- Wynoś się! - warknął Snape, opuszczając nieco różdżkę, lecz nie chowając jej
zupełnie. - Nie mam ochoty na twoje towarzystwo. - Sposób, w jaki to powiedział, w
jaki to wypluł, był tak pełen niechęci, jakby samo patrzenie na Harry'ego napawało go
w tej chwili jedynie odrazą.
Chłopak zagryzł wargę, czując, że jego serce galopuje już w takim tempie, iż nic nie
jest w stanie go zatrzymać. Ani zmusić do odwrotu. Przyjął buntowniczą pozę i
gwałtownym ruchem do końca zrzucił z siebie pelerynę, pozwalając, by falując
miękko opadła na podłogę.
- Nie - odparł przez zęby. - Zostanę tu, gdzie jestem. Nie przyszedłem się z tobą
kłócić, tylko po to, żeby ci powie...
- Nie? - przerwał mu mężczyzna, unosząc brew i wykrzywiając wargi w coś na kształt
gorzkiego uśmiechu. - W takim razie może usiądziesz i poczekasz, aż zmyję z siebie
krew tych wszystkich mugoli, których dzisiaj zabiłem? Na pewno jesteś ciekaw, jak
długo konali w męczarniach, zanim poprosili mnie o to, by ich dobić. - Zrobił krok w
stronę łazienki, jak gdyby naprawdę zamierzał zrobić to, co powiedział, lecz widząc
przerażony, niedowierzający wzrok, którym wpatrywał się w niego Harry, zatrzymał
się i uśmiechnął paskudnie. - Coś ci się nie podoba, Potter? Przecież wiesz, z kim
masz do czynienia. A jeżeli nie, to zaraz mogę ci pokazać... - Uniósł różdżkę i
skierował ją na stojącego bez ruchu i wpatrującego się w niego szeroko otwartymi
oczami chłopaka.
Harry wiedział, że się trzęsie i nie potrafił nad tym zapanować. Mężczyzna, który
przed nim stał był od początku do końca Śmierciożercą. To nie ten Severus, którego
znał i za którym tęsknił. Jednak wmawiał sobie, że stojący przed nim człowiek to
przecież także Severus. Pomimo bijącego od niego chłodu, pomimo płonącego w
oczach szaleństwa, pomimo tego wszystkiego, co mówił... I musi go wydobyć.
Przywołać.
- Severusie... - powiedział cicho, uważnie przyglądając się odpychająco wykrzywionej
twarzy.
Nie było żadnej reakcji. Mężczyzna nadal patrzył na niego tak, jakby Harry był jego
największym wrogiem i wciąż celował w niego różdżką. Chłopak przełknął ślinę i
oblizał wyschnięte nagle wargi.
- Nie przestraszysz mnie - wycedził w końcu, patrząc prosto w próbujące rozedrzeć
go na strzępy czarne oczy. - Poznałem cię już wystarczająco dobrze i doskonale
wiem, z kim mam do czynienia. - Przerwał na chwilę i zaczerpnął tchu. - Zabijasz.
Torturujesz. Ranisz. Odpychasz mnie, gdy chcę się do ciebie zbliżyć. A kiedy
zaczyna ci zależeć, uciekasz w obawie przed rozczarow...
- Zamknij się! - Drżący dziwnie głos Snape'a rozdarł powietrze niczym skalpel. -
Zabieraj się stąd natychmiast! Jeżeli nie wyjdziesz, to przysięgam, że tego
pożałujesz!
Ciało Harry'ego drgnęło, jakby samoistnie próbowało posłuchać i wycofać się, póki
jeszcze nie było za późno, chłopak zmusił się jednak, aby pozostać na miejscu.
- Nie - powiedział zdecydowanie.
Widział, że palce Snape'a mocniej zaciskają się na różdżce.
- Wynoś się! - powtórzył po raz kolejny mężczyzna, a jego skryta w cieniu twarz
emanowała czymś naprawdę przerażającym.
- Nie! - Harry prawie krzyknął, nie potrafiąc zapanować nad drżeniem całego ciała. -
Ogłuchłeś? Powiedziałem, że nigdzie nie pójdę!
- Affictio! - Z różdżki Snape wytrysnął strumień czerwonego światła i pognał w stronę
Harry'ego, trafiając go prosto w żołądek. Chłopak zgiął się w pół, czując
niewyobrażalny, przewiercający się przez mięśnie ból. Miał wrażenie, jakby wszystkie