żyły w jego ciele popękały. Wrzasnął łamiącym się głosem i złapał się za brzuch,
kiedy siła uderzenia odrzuciła go do tyłu. Upadł na podłogę z takim impetem, że jego
głowa uderzyła o kamienną posadzkę.
W pierwszej chwili nie widział nic, poza ciemnością. Głowa mu pękała i wyglądało na
to, że stracił okulary. Uniósł się do pozycji siedzącej, czując ostatnie fale
zanikającego powoli bólu i rozmazanym wzrokiem rozejrzał się w poszukiwaniu
swoich okularów. Wymacał je pół metra od siebie, wycierając jednocześnie rękawem
spływającą z nosa, ciepłą strużkę krwi. Założył szkła na nos i powoli podniósł się,
wbijając w nadal celującego w niego różdżką Snape'a nieugięte, twarde spojrzenie.
- Tylko na tyle cię stać? - wymamrotał cicho, ponownie wycierając krew i czując jej
smak na wargach. Bolały go wszystkie mięśnie. - No dalej. Ulżyj sobie. Rzuć we
mnie Cruciatusa!
Zmrużone w wyrazie całkowitej furii oczy Snape'a powiększyły się na moment.
Ściskająca różdżkę dłoń drżała, tak samo, jak całe jego napięte niczym struna ciało.
Walczył ze sobą i Harry doskonale widział rozterkę na jego twarzy. I otwierające się
usta, tak jakby Severus naprawdę szykował się do wypowiedzenia klątwy
niewybaczalnej. Mężczyzna oblizał cienkie wargi, a Harry wpatrywał się w nie niczym
sokół, czekając na zaklęcie, już prawie widząc oczami wyobraźni, jak spływa z tych
ust i...
- No czekam! - wykrzyknął, podchodząc o krok bliżej do celującego w niego i
wyglądającego tak, jakby był już na samej granicy eksplozji mężczyzny.
- Nie zbliżaj się! - Głos Snape'a był dziwny, odległy, zachrypnięty.
Jednak Harry nie zamierzał go słuchać. Sam miał wrażenie, że zaraz rozsypie się w
drobny mak, że nie wytrzyma tego napięcia. Trząsł się tak bardzo, że z trudem
stawiał kolejne kroki.
- Nie wyrzucisz mnie! - syknął łamiącym się głosem. - Nie tym razem! Zostanę tutaj.
Z tobą. Cokolwiek spróbujesz mi zrobić, jakąkolwiek rzucisz na mnie klątwę, ja nie
ucieknę! Tym razem nie pozwolę ci się odepchnąć!
Oczy mężczyzny rozbłysły jeszcze większą furią. Wyglądał tak, jakby próbował się
bronić przed słowami Harry'ego, ale tarcza, którą stworzył z wycelowanej w chłopaka
różdżki, powoli zaczynała pękać.
Harry zrobił kolejny krok, czując, że uginają się pod nim kolana. Severus wykonał taki
ruch, jakby zamierzał się cofnąć, ale najwyraźniej powstrzymał się i jeszcze mocniej
zacisnął dłoń na różdżce. Jego palce pobielały.
- Na co czekasz? Jeżeli aż tak bardzo mnie nienawidzisz, to rzuć ją! Pokaż mi!
Udowodnij, że jestem dla ciebie nikim! - Harry nie potrafił powstrzymać słów. Jego
własny głos wydawał mu się tak napięty, zduszony i zachrypnięty, jakby nie należał
do niego. - Udowodnij mi, że jesteś takim przerażającym Śmierciożercą, jak
próbujesz pokazać! Bo wiedz, że ja tak nie uważam!
Oczy Snape'a zwęziły się w maleńkie szparki. Harry zobaczył, jak jego usta otwierają
się i usłyszał wypowiadane sykiem słowo:
- Cru...
Nie czekając na dalszą część inkantacji, rzucił się do przodu, owijając ramiona wokół
torsu mężczyzny i przywierając do niego z całej siły, jak gdyby próbował zgnieść w
tym uścisku dzieląca ich, pełną żółci i gniewu przepaść. Lecz zanim jego strwożone
serce zdołało opaść z powrotem na swoje miejsce, poczuł, jak żelazne dłonie
zaciskają się na jego ramionach i odrywają go od szczupłego, trzęsącego się tak
bardzo jak on sam ciała. Snape odepchnął go z taką siłą, że Harry po raz kolejny
wylądował na podłodze, uderzając w nią łokciami, którymi próbował się podeprzeć.
Zamrugał oszołomiony i spojrzał na górującego nad nim Severusa, który ponownie
celował w niego różdżką.
- Myślisz, że tak mnie powstrzymasz? - powiedział, unosząc się do pozycji siedzącej i
podpierając z tyłu na wyprostowanych rękach. - Myślisz, że jeśli znów mnie
odepchniesz, to ucieknę z płaczem?
- Może cię to zdziwi, Potter - wycedził Snape przez zaciśnięte zęby - ale tak właśnie
myślę. Już tyle razy udowodniłeś mi, że wystarczy na ciebie chuchnąć, a natychmiast
zamieniasz się w małe skrzywdzone dziecko. Och, cóż za buntownicza mina...
Myślisz, że zwykłym paplaniem jesteś w stanie zmienić cokolwiek? To tylko czcza
gadanina. Spójrz na mnie! Zamordowałem dzisiaj cztery osoby. Cztery bezbronne
osoby. Widzisz to? Widzisz ich krew? Nadal twierdzisz, że cię to nie obchodzi? A
może mam ci opowiedzieć, jak to zrobiłem? Czy może wolisz, żebym ci to pokazał,
co? - Snape wyglądał w tej chwili jak szaleniec. Stał tuż nad Harrym, pochylając się
nad nim i celując mu różdżką miedzy oczy. - Nie wyobrażasz sobie, do czego jestem
zdolny, ty głupi dzieciaku, ponieważ nic nie wiesz! Nic!
- Nie boję się ciebie - odparł buntowniczo Harry, chociaż jego łamiący się głos
zdradzał coś wręcz przeciwnego. - Nie boję się! Możesz mnie straszyć, możesz
odpychać i ciskać we mnie zaklęciami, ale nie zmienisz już tego, co mi dałeś! Bo
wiem, że ci na mnie zależy! Nie oszukasz mnie! Nie rozumiem tylko... dlaczego
musisz tak wszystko komplikować? Dlaczego nie pozwolisz mi po prostu ze sobą
być? Dlaczego?
Mężczyzna zatrzymał się i cofnął nieco, spoglądając na Harry'ego nieokreślonym