- To było dziwne - mruknął Ron. - Może ciągle jest w szoku po tym, jak ty... no wiesz.
- Możemy o tym nie rozmawiać? - zapytał Harry. Chyba trochę zbyt ostro, ponieważ
uszy Rona nagle poczerwieniały.
- Jasne. Przepraszam. Może pogramy w Eksplodującego Durnia, kiedy wrócimy do
wieży?
- Nie. Wybieram się do biblioteki. Zapomniałeś? - odparł Harry. Był już zmęczony
jego towarzystwem. Zmęczony i zły. Na siebie. Za to, że jest takim skończonym
frajerem, że nie potrafi nawet minąć tego tłustowłosego dupka na szkolnym korytarzu
bez odczuwania jakichś sensacji. - Do zobaczenia na kolacji - rzucił i ruszył biegiem
przed siebie, chcąc stąd jak najszybciej uciec. Jak najszybciej uciec od tego
ziołowego zapachu unoszącego się wstęgami w całym korytarzu.
*
Nie miał pojęcia, od czego zacząć. Wiedział, że pani Pince za żadne skarby świata
nie wpuści go do Działu Ksiąg Zakazanych, pozostawał mu więc tylko dział z
księgami do Obrony Przed Ciemnymi Mocami. Na razie. I tak planował nocny wypad
po kilka zakazanych podręczników, ale teraz może przeszukać również te
ogólnodostępne. Wybrał kilka książek o umiarkowanie interesujących tytułach, takich
jak "Zaawansowane techniki obrony magicznej", "Atak z zaskoczenia: jak go uniknąć i jak go odeprzeć", "Zaskocz swojego wroga, zanim on zaskoczy ciebie" oraz
"Systemy obronne w słynnych bitwach".
Cóż, raczej nie miał zamiaru brać udziału w wielkiej bitwie, ale może znajdzie coś
przydatnego. Usiadł przy stole w samym kącie biblioteki i zagłębił się w treść książek,
mając nadzieję, że znajdzie w nich coś, co mu pomoże.
Zanim się zorientował, minęła godzina ósma. Przegapił kolację. Cóż, i tak nie był
głodny. Miał wrażenie, że od wczorajszego popołudnia jego żołądek zawiązał się na
supeł i odmawiał przyjmowania pokarmu.
W książkach znalazł niewiele. Kilka ciekawych zaklęć ochronnych, kilka technik
przydatnych bardziej w pracy szpiega, kilka strategii walk obronnych, ale nic
naprawdę potężnego, co mogłoby skutecznie zatrzymać i zranić jakiegokolwiek
Śmierciożercę. Już nie mówiąc o trwałym usunięciu go z drogi.
Oparł się na krześle, przymknął oczy i westchnął głęboko.
Gdyby tylko ktoś mu powiedział, od czego zacząć, w którą stronę pójść, gdyby miał
jakikolwiek punkt zaczepienia...
Nie podda się. Wróci tu jutro, i będzie wracał pojutrze, po pojutrze i każdego
następnego dnia, dopóki nie znajdzie czegoś, co pozwoli mu mieć jakiekolwiek
szanse w starciu z Voldemortem.
***
Następnego dnia Snape znowu pojawił się na śniadaniu. Co jeszcze skuteczniej
odebrało Harry'emu apetyt. Siedział tylko przy stole, grzebiąc widelcem w jajecznicy i
próbując przekonać samego siebie, że włoski na karku wcale mu się nie unoszą co
jakiś czas, a ta mroczna sylwetka po drugiej stronie sali to po prostu jego wredny
nauczyciel Eliksirów, z którym nic go nie łączy, nic go nigdy nie łączyło i którego
nienawidzi tak samo, jak przez ostatnie pięć lat.
Tylko jedno z tych twierdzeń było prawdziwe.
Znowu czuł ten bolesny ucisk w klatce piersiowej. Myślał, że już się go pozbył.
Wczoraj, kiedy siedział w bibliotece, prawie go nie czuł. Ale dzisiaj, kiedy tylko wszedł
do Wielkiej Sali i kątem oka dostrzegł mroczny cień przy stole nauczycielskim,
ponownie coś go zaczęło uwierać w piersi. Jeszcze mocniej.
Nie, postanowił, że będzie go ignorował. Severus przestał istnieć, musi to sobie
powtarzać. Teraz jest tylko "profesor Snape".
Profesor Snape, do którego powinien pójść dzisiaj na szlaban. Ale nie pójdzie. Już
nigdy nie pójdzie. Poprosił go o przekazanie jego szlabanów innemu nauczycielowi,
ale nikt się z nim nie skontaktował. Podejrzewał, że Snape nikogo o tym nie
poinformował, ale wcale mu to nie przeszkadzało. Już wiedział, gdzie będzie spędzał
czas w poniedziałkowe oraz środowe wieczory i co będzie robił.
Czując na sobie wyczekujące spojrzenie Hermiony, wziął dwa kęsy zimnej już
jajecznicy. Przyjaciółka wciąż nagabywała go, że powinien jeść, dlatego dla świętego
spokoju wolał co jakiś czas coś przegryzać, inaczej gotowa była jeszcze wysłać go
do pani Pomfrey.
Nie rozmawiali na "ten temat" od poniedziałku. Harry podejrzewał, że Hermiona musi zapewne przetrawić wszystko, czego się dowiedziała. Prawie w ogóle się do siebie
nie odzywali. Tylko co jakiś czas chłopak czuł na sobie jej zamyślone spojrzenie, ale
gdy tylko na nią zerkał, natychmiast odwracała głowę albo chowała się za książką lub
gazetą.
Trochę go to wytrącało z równowagi, ale z drugiej strony cieszył się, że nie próbuje
"porozmawiać" z nim po raz drugi, na co wcale nie miał ochoty. Wciąż było mu wstyd za ten wybuch, którego była świadkiem, i gdyby mógł, cofnąłby czas i nie dopuścił do
niego. Co mogła sobie pomyśleć? Że jest niezrównoważonym emocjonalnie
nastolatkiem, który pozwolił omotać się lepkim dłoniom doświadczonego mężczyzny,
który zrobił to tylko po to, aby go wykorzystać? Tak, podejrzewał, że tak właśnie to
widziała. Ale nie powiedziała tego głośno i był jej za to wdzięczny. I za to, że
najwyraźniej postanowiła zachować całą sprawę dla siebie. Wiedziała, że cierpi, a