gdyby spróbowała to nagłośnić albo komuś o tym powiedzieć, prawdopodobnie

cierpiałby jeszcze bardziej. W końcu była jego przyjaciółką. Nawet jeżeli teraz

patrzyła na niego tak, jakby zamienił się w kogoś obcego. Kogoś, kogo wydawało jej

się, że zna, a nagle okazało się, że to, co o nim wie, to zaledwie czubek góry

lodowej, a cała reszta ukryta jest głęboko pod wodą i musiałaby naprawdę głęboko

zanurkować, aby zrozumieć pewne sprawy. Na to nie była przygotowana. Harry

podejrzewał, że potrzebuje czasu, aby oswoić się z tą sytuacją, i wcale jej za to nie

winił. Na razie... akceptowała. I to wystarczało. Może pewnego dnia jej samej uda się

zanurkować na tyle głęboko, aby mogła... zrozumieć.

*

Po zajęciach Harry poszedł do biblioteki. Zdjął z półek kilka opasłych tomów, które

nie wyglądały zbyt zachęcająco, ale miał nadzieję, że być może na tylu stronicach

uda mu się znaleźć coś pożytecznego. Rozłożył je na stoliku w kącie biblioteki i

zaczął kartkować.

Czas mijał. Uczniowie wchodzili i wychodzili. Słyszał prowadzone szeptem rozmowy i

okazjonalne upomnienia pani Pince. Odłożył na bok "Zaklęcia na każdą okazję" i sięgnął po "Przeciwzaklęcia: co to jest i z czym to się je?", kiedy jego uwagę przykuła ciemna plama, poruszająca się na granicy widzenia. Mimowolnie odwrócił głowę w

stronę drzwi i zamarł.

Do biblioteki wszedł Snape.

Harry błyskawicznie spuścił głowę, wbijając wzrok w leżący przed nim, zakurzony

tom.

Co on tu robi? Śledzi go?

Nie, musi przestać. Zachowuje się jak paranoik. Przecież nauczyciele mają prawo

przychodzić do biblioteki.

Przełknął ślinę i otworzył książkę, starając się ignorować pełzające po skórze iskry.

Próbował skupić się na spisie treści, ale coś mu w tym przeszkadzało. Jakieś

wiszące w powietrzu napięcie. Początkowo nie potrafił określić, co to takiego, ale

kiedy po raz trzeci przeczytał spis treści i nie pamiętał ani jednego słowa, uderzyło go nagłe zrozumienie.

To dlatego czuł mrowienie na karku. Dlatego miał wrażenie, że powietrze zgęstniało.

Snape go obserwował.

Przesunął odrobinę głowę, zerkając za siebie kątem oka. Dostrzegł go. Czarny cień,

czający się za regałem.

Nie podobało mu się to. Dlaczego Snape za nim chodził? Dlaczego na niego patrzył?

Dlaczego nie zostawi go w spokoju? Wszędzie, gdzie tylko go spotykał, czy to na

korytarzu, czy w Wielkiej Sali, od razu czuł to mrowiące spojrzenie. Jakby te czarne

oczy wędrowały małymi kroczkami po jego skórze, doprowadzając go do szaleństwa.

Przetarł powieki i westchnął głęboko. Jeszcze raz przesunął wzrokiem po spisie

treści i w końcu uznał, że to nie ma żadnego sensu. Był tak rozstrojony, że

kompletnie nie potrafił się skupić. Musi poszukać czegoś konkretniejszego. Ale jak

ma to zrobić, skoro Snape wciąż tam stoi? A jeżeli do niego podejdzie? To Harry

powie mu, żeby spadał. Właśnie tak. Nie da się zastraszyć temu draniowi!

Wstał i ruszył pomiędzy regały, wciąż czując na sobie śledzące go spojrzenie.

Przeszedł wzdłuż półek, przeglądając tytuły i słysząc bicie własnego serca. Znalazł

cienką książeczkę o intrygującym tytule "Z różdżką w bój". Zdjął ją z półki i ruszył z powrotem w stronę stolika. Snape nadal stał w tym samym miejscu. Miał w rękach

jakąś książkę, ale wcale jej nie czytał. Harry dostrzegł w ciemności dwoje

błyszczących oczu, skierowanych prosto na niego. Przełknął ślinę i spuścił głowę.

Usiadł przy stoliku, mając kompletny mętlik w głowie. A jednak Snape do niego nie

podszedł. Jeżeli czegoś by od niego chciał, to poszedłby za nim. A nie zrobił tego.

O co mu chodziło? Postanowił go zadręczyć swoją obecnością? Wpatrywać się w

niego tak długo, aż Harry całkowicie straci rozum?

To było do niego podobne.

Nie pozwoli mu na to! Musi udawać, że go tu nie ma. Po prostu ignorować go, aż w

końcu sobie pójdzie.

Otworzył książkę, podparł głowę ręką, odwracając twarz nieco w stronę okna, aby

nawet kątem oka nie widzieć czającego mu się za plecami cienia, zmarszczył czoło w

ogromnym skupieniu i zaczął czytać.

Nie było to łatwe, ale przynajmniej co jakiś czas udawało mu się na chwilę

zapomnieć o tym irytującym mrowieniu na karku. Przecież Snape nie może tam stać

wiecznie. W końcu musi kiedyś...

Trzask!

Coś uderzyło w stolik z taką siłą, że aż zatrząsł się blat. Harry poderwał się tak

gwałtownie, że niemal spadł z krzesła. Z bijącym w gardle sercem, odwrócił się i

spojrzał wprost w twarz... Hermiony.

- Tu jesteś - westchnęła, przesuwając na bok książki, które przed chwilą rzuciła na

stolik i przez które Harry niemal dostał zawału. - Pozwolisz, że dotrzymam ci

towarzystwa? Rzadko kiedy chcieliście tu ze mną przychodzić, więc miło będzie

pouczyć się razem, nie uważasz?

Harry przytaknął, nieco oszołomiony. Czy mu się tylko wydawało, czy słyszał

oddalające się kroki?

Obejrzał się za siebie. Snape zniknął. Rozejrzał się po bibliotece i dostrzegł czarną

pelerynę znikającą za drzwiami wyjściowymi.

Hermiona podążyła za jego wzrokiem i zmarszczyła brwi. Ale zanim zdążyła

otworzyć usta i o cokolwiek zapytać, Harry ubiegł ją, wskazując na leżący na samej

górze stosu przyniesionych przez nią książek podręcznik.

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги