wyciągnął różdżkę, zmniejszając nią ogień pod kociołkiem.
- Krew salamandry dodaje się zanim eliksir zacznie się gotować - mruknął i przeszedł
do kociołka Hermiony. Zajrzał do niego, nie powiedział ani słowa i podszedł do
stanowiska Harry'ego.
Chłopak spiął się cały, widząc kątem oka szeleszczące, czarne szaty zaledwie pół
metra od siebie. Na wyciągnięcie ręki. Przełknął ślinę i jeszcze intensywniej zaczął
się wpatrywać w sęk na ławce.
"Idź sobie", prosił w myślach. "Po prostu zajrzyj do środka i idź."
Ale Snape nie odszedł. Przez chwilę stał przy nim, tak jakby się nad czymś
zastanawiał. A po chwili, kiedy Harry myślał, że zaraz oszaleje przez ten unoszący
się wokół niego ziołowy zapach, mężczyzna poruszył się i... wysunął z szat swoją
smukłą, bladą dłoń. Serce Harry'ego podskoczyło do gardła, kiedy ta dłoń zaczęła się
do niego zbliżać, a jego leżące na ławce pięści zacisnęły się tak mocno, iż niemal
wbił sobie paznokcie w skórę. Dłoń Snape'a kierowała się wprost ku jego prawej
ręce.
Co on wyprawia? Chyba nie zamierza...? O boże!
Kiedy Harry rozważał już błyskawiczne zabranie rąk z ławki, zorientował się, że dłoń
Snape'a kieruje się... bardziej na prawo. Ku leżącej tuż obok miseczce z suszonymi
paznokciami druzgotków. Długie palce zanurzyły się w misce i wyjęły z niej garść
paznokci. Następnie zawisły nad kociołkiem i wrzuciły do wywaru dziesięć suszonych
paznokci, a resztę wsypały z powrotem do miseczki.
Harry'emu dzwoniło w uszach.
Snape wytarł dłoń o szatę i bez słowa przeszedł dalej.
C... co to było? Co to miało niby znaczyć? W co on grał?
Próbując uspokoić tłukące się w piersi serce, przełknął ślinę i rozprostował drżące
palce. W klasie panowała absolutna cisza. Chyba wszyscy byli równie zaszokowani
zachowaniem Snape'a, jak Harry.
Nie tylko dawał rady, ale także... pomagał.
- Może ktoś go podmienił? - do Harry'ego dotarł szept Rona. - Albo może rzucili na
niego Imperiusa?
Harry'ego nie obchodziły domysły Rona. Marzył tylko o tym, aby ta lekcja już się
skończyła. Aby mógł po prostu stąd uciec i aby nie musiał już więcej znosić
obecności, zapachu i głosu Severusa Snape'a.
Mistrz Eliksirów wrócił do swojego stanowiska przy biurku, usiadł i zagłębił się w pliku pergaminów. Uczniowie powoli wracali do pracy, od czasu do czasu wymieniając
pomiędzy sobą pełne niedowierzania szepty.
Harry odetchnął kilka razy, próbując ignorować zerkającą na niego co chwilę
Hermionę i spojrzał na kolejny składnik na sporządzonej przez siebie liście, na której
widniało także siedem suszonych paznokci druzgotka. Wiedziony ciekawością,
zerknął na tablicę.
No tak. Pomylił się przy przepisywaniu. Na tablicy było siedemnaście. Cholera jasna!
Szlag by to trafił! Jak Snape mógł to zauważyć? Skąd wiedział, w którym momencie
się pomylił? Odgadł to tylko po kolorze eliksiru, czy też aż tak skrupulatnie przyglądał
mu się przez całą lekcję?
Teraz jeszcze bardziej chciał się stąd wydostać. Jak najszybciej!
Powrócił do pracy, ale jeżeli już wcześniej miał problemy ze skupieniem się, to teraz
był już tak rozkojarzony, że każde kolejne zdanie instrukcji musiał czytać kilka razy,
aby je zrozumieć.
Jego myśli wirowały w szaleńczym tempie, próbując zrozumieć zachowanie Snape'a.
Drań robił to specjalnie! Specjalnie za nim chodził, specjalnie się na niego gapił!
Specjalnie próbował doprowadzić go do szaleństwa! Ale po co? Bawiło go to? Chciał
go jeszcze bardziej podręczyć? Udowodnić coś?
Nie! Nie może mu na to pozwalać! Musi się wziąć w garść! Musi się jakoś uwolnić od
tego wciąż podążającego za nim cienia!
- Napełnijcie fiolki, podpiszcie je, zostawcie na moim biurku i możecie wyjść -
powiedział Snape, kiedy dzwonek na korytarzu obwieścił koniec zajęć. Uczniowie
odetchnęli z ulgą, że nauczyciel najwyraźniej nie ma zamiaru chodzić po klasie i
komentować wyników ich pracy, tak jak miał to w zwyczaju robić pod koniec każdej
lekcji. To było do niego niepodobne, ale radość, że to już koniec zajęć i mają przed
sobą weekend, była zbyt wielka, aby ktokolwiek, poza Harrym, no i może jeszcze
Hermioną, zwrócił na to uwagę. Zarówno Gryfoni jak i Ślizgoni zerwali się z miejsc i
pospiesznie zaczęli się pakować, w międzyczasie napełniając swoje fiolki
różnokolorowymi wersjami teoretycznie tego samego eliksiru.
Harry odczuwał wyraźne zdenerwowanie na myśl, że teraz musi jeszcze na dodatek
podejść do biurka Snape'a i zostawić tam swoją fiolkę, ale przecież nie może mu
okazać, że się go boi i jak ostatni tchórz poprosić, aby Ron albo Hermiona zrobili to
za niego. Schował przybory i podręczniki do torby, sięgnął po szklaną fiolkę
znajdującą się w swoim zestawie i nalał do niej trochę czarnej, mętnej substancji. I
kiedy już miał ruszyć za Ronem i Hermioną w stronę kolejki uczniów ustawionych do
biurka nauczyciela, w jakiś niebywały sposób fiolka wysunęła mu się z dłoni, jakby
coś ją szarpnęło i wylądowała na podłodze, rozbijając się. Zamrugał, kompletnie
zaskoczony takim obrotem spraw. Na szczęście nie zdążył jeszcze opróżnić swojego
kociołka. Schylił się do torby po kolejną fiolkę, ale okazało się, że nie zabrał żadnej