Harry widział, jak ręka siedzącej obok niego Hermiony mimowolnie się szarpnęła, ale

nie podniosła jej. Zerknęła na niego ukradkiem. Był jej wdzięczny, że chociaż ten

jeden raz powstrzymała się od odpowiedzi, aby nie ściągać na nich spojrzenia

Snape'a, chociaż wiedział, że musiało ją to zapewne sporo kosztować. Ale niewiele

to dało. Spojrzenie czarnych oczu po jakimś czasie i tak spoczęło na ich ławce. -

Może panna Granger?

Hermiona wyprostowała się i odchrząknęła.

- Nalewka z czarnego piołunu wskazuje na jakiś eliksir odurzający, ale suszone

paznokcie druzgotka stosuje się zazwyczaj w eliksirach osłabiających krążenie krwi.

Z kolei wywar z jadu tarantuli skutecznie paraliżuje nerwy. Podejrzewam więc, że

musi to być jakiś rodzaj eliksiru stosowanego w narkozie. Krew salamandry daje nam

końcowy efekt, czyli kilkugodzinną śpiączkę. Czyli prawdopodobnie jest to Mikstura

Morfeusza.

Przez chwilę w klasie panowała cisza.

- Doskonale wyczerpująca odpowiedź, panno Granger. Tak, Mikstura Morfeusza.

Stosowana w szczególnie ciężkich przypadkach po trafieniu czarnomagicznymi

klątwami lub po niezwykle niebezpiecznych, magicznych, a także mugolskich

wypadkach. A waszym zadaniem na dzisiejszej lekcji jest przygotowanie tej mikstury.

Mam nadzieję, że pójdzie wam lepiej niż na poprzednich zajęciach. Do roboty. - Po

tych słowach Snape odwrócił się i usiadł przy swoim biurku. Hermiona spojrzała na

Harry'ego z zaskoczeniem malującym się na twarzy. Harry słyszał zdumione szepty

uczniów za swoimi plecami, a Ron wyglądał tak, jakby go trafił piorun.

Snape po raz pierwszy pochwalił Hermionę. Po raz pierwszy pochwalił kogoś z

Gryffindoru. To wydarzenie wymagało upamiętnienia w "Historii Hogwartu".

Harry usłyszał pełen skrajnego niedowierzania szept Rona:

- Zwariował. Albo musiał nieźle oberwać za to, co wyprawiał na ostatniej lekcji. Nie

ma innego wytłumaczenia.

Ani Hermiona, ani Harry nie odpowiedzieli mu. Popatrzyli tylko na siebie i zabrali się

do wypisywania listy składników Mikstury Morfeusza. Ron wzruszył ramionami i

poszedł w ich ślady.

Pomimo swojego przeznaczenia eliksir nie wydawał się skomplikowany. Pracowali w

ciszy, co jakiś czas udając się do składziku po ingrediencje. Wszystko byłoby

zupełnie w porządku, gdyby nie to, że Harry przez całą lekcję czuł na sobie

spojrzenie Snape'a. Nigdy nie zatrzymywało się na nim dłużej niż na kilka sekund,

ale te chwilowe uderzenia gorąca, które wywoływało, wystarczyły, aby go całkowicie

zdekoncentrować i nie pozwolić mu pracować w spokoju.

W połowie lekcji Snape podniósł się i ruszył na zwyczajowy obchód po klasie, aby

sprawdzić dotychczasowe postępy. Od razu dało się wyczuć zwiększone napięcie,

kiedy uczniowie skulili się przy swoich kociołkach, przygotowując się na złośliwe

komentarze nauczyciela. Jakież było więc ich zdziwienie, kiedy Snape po prostu

zaglądał do kociołków i bez słowa przechodził dalej. Nie wypowiedział nawet jednej

kpiącej uwagi. Ani jednego szyderczego słowa. Nic.

Kiedy nauczyciel ich mijał, spoglądali po sobie z rosnącym niedowierzaniem. Harry

jednak tego nie widział. Był zbyt zajęty wsłuchiwaniem się w bicie własnego serca,

kiedy myślał o tym, że Snape zaraz dotrze do niego i zajrzy również do jego kociołka.

Na tym etapie jego eliksir powinien być ciemnofioletowy, a bardziej przypominał

jakąś brunatną papkę. Zastanawiał się, jakie gromy posypią się na niego tym razem.

Po ostatniej lekcji spodziewał się wszystkiego.

Mistrz Eliksirów zatrzymał się przy Lavender i zajrzał do jej kociołka. Widząc

zgniłozielony, olbrzymi bąbel na powierzchni eliksiru, uniósł brew i tym razem chyba

już nie mógł pozostawić tego bez komentarza. Kiedy otwierał usta, Lavender szybko

wbiła spojrzenie w swój kociołek, czekając na tyradę.

- Następnym razem spróbuj najpierw wrzucić tylko jeden paznokieć druzgotka i

dopiero, kiedy zobaczysz, że zaczyna się rozpuszczać, wrzuć resztę. Będziesz miała

wtedy pewność, że temperatura jest odpowiednia.

Ignorując otwarte usta zaszokowanej Lavender, przeszedł dalej. Bez słowa minął

eliksiry Seamusa, Deana i całej reszty Gryfonów. Nawet Neville'owi nic nie

powiedział. Chyba po raz pierwszy. I najwyraźniej kompletnie wyprowadziło to

Neville'a z równowagi, ponieważ kiedy tylko Snape odszedł od jego ławki, Gryfon

szturchnął i zrzucił na podłogę butelkę krwi salamandry. Nauczyciel odwrócił się i

zmierzył go spojrzeniem. Neville rzucił się do sprzątania, mamrocząc przeprosiny, a

wszyscy wstrzymali oddech, kiedy Snape sięgnął w swoje szaty i wyciągnął z nich

różdżkę.

- Reparo - mruknął, celując w rozbitą butelkę. I to wszystko. Nie powiedział

Neville'owi ani słowa. Po prostu odwrócił się i ruszył dalej.

Harry wyczuwał podskórnie, że zszokowanie wszystkich znajdujących się w klasie

uczniów zaczyna przekraczać dopuszczalną normę.

Snape zachowywał się jak... normalny nauczyciel. Nie wrzeszczał, nie prawił

uszczypliwych komentarzy, dawał rady, a nawet...

Zatrzymał się przy kociołku Rona i zajrzał do środka. Różowy eliksir bulgotał tak

głośno, jakby miał zaraz eksplodować. Mistrz Eliksirów zmarszczył brwi i ponownie

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги