- Nie chcę o tym rozmawiać - odparł sucho Harry, spoglądając na nią zmrużonymi
oczami. - To był po prostu zwykły koszmar. Nie chcę tego roztrząsać.
Hermiona zacisnęła usta i odsunęła się.
- Cóż, jeżeli uważasz, że tak jest dla ciebie najlepiej...
- Tak, tak uważam - powiedział Harry, nakładając na talerz trochę jajecznicy. - Po
prostu mam dosyć tego, że próbujecie roztrząsać i komentować każdy mój krok. Ja
nie opowiadam nikomu o tym, że Ron gada przez sen i nie próbuję dociekać, co też
mogło oznaczać to, że pająki kazały mu stepować. - Uszy Rona zapłonęły wściekłą
czerwienią. - Więc byłbym wdzięczny, gdybyście dali mi spokój.
Przyjaciele wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Ron wyglądał na zażenowanego,
a Hermiona na zakłopotaną jego wybuchem. Ale musiał im to w końcu powiedzieć.
Miał dosyć ich ciągłego wtrącania się we wszystko.
Wziął kęs jajecznicy i, unikając ich spojrzeń, rozejrzał się po Wielkiej Sali. Jego
wzrok, niczym ściągany przez jakiś tajemniczy magnes, powędrował prosto ku
stołowi nauczycielskiemu.
Snape patrzył na niego.
Przed oczami Harry'ego natychmiast pojawił się obraz wykrzywionej w bólu,
ściągniętej twarzy i czarnych, gasnących powoli oczu i w jego żołądku coś się
przewróciło.
Nie! Nie może sobie tego przypominać! To był tylko sen! Tylko sen!
Spuścił wzrok i wbił go w stół, próbując uspokoić rozdygotane serce. Ale skóra nadal
go paliła, co mogło oznaczać tylko jedno - Snape wcale nie przestał na niego
patrzeć. A nawet miał dziwne wrażenie, że spojrzenie stało się teraz jeszcze
intensywniejsze.
Stracił cały apetyt. Odsunął od siebie talerz i wymamrotał:
- Nie jestem głodny. Idę do biblioteki.
- Przecież prawie nic nie zj... au!- zaczął Ron i syknął z bólu, po czym spojrzał z
wyrzutem na Hermionę.
Harry nie zwracał na nich uwagi. Był zbyt zajęty walką z własnymi demonami.
Po co na niego spojrzał? Po co to zrobił? To było jak rozdrapanie świeżo
zasklepionej rany, z której ponownie zaczęła sączyć się krew. I musiał coś zrobić,
żeby ją zatamować. A jedynym sposobem na to była nauka. Musiał iść do biblioteki.
Musiał się uczyć i uczyć i uczyć... aby to, co widział we śnie, nigdy się nie spełniło.
*
Harry otworzył oczy i z determinacją wbił spojrzenie w leżącą przed nim książkę.
Litery tańczyły mu przed oczami. Próbował coś przeczytać, ale nie potrafił się skupić.
Jego myśli wciąż wędrowały ku książce, którą czytał w nocy, a w szczególności ku
zaklęciu Legilimens Evocis. Dowiedział się wczoraj wszystkiego, co było mu
potrzebne, aby opanować to zaklęcie. Na szczęście stron ze szczegółową instrukcją
dotyczącą tego, jak się go nauczyć i jak je rzucić, nikt nie wyrwał. Ale sama teoria nie wystarczy. Musiał ćwiczyć. I to dużo ćwiczyć, jeżeli wierzyć zapiskom. Ale jak miał to
zrobić? Przecież nie może ćwiczyć na sobie.
Ten problem nurtował go tak bardzo, że nie pozwalał mu się skupić na niczym innym.
Głowa bolała go coraz bardziej, a oczy wciąż mu się zamykały. Siedział sam w kącie
biblioteki. Było jeszcze zbyt wcześnie, by spotkać tu jakiegoś ucznia.
A co z innymi zaklęciami? Pobieżnie przejrzał wczoraj także wolumin o najbardziej
śmiercionośnych klątwach i już same opisy wystarczyły, aby zrobiło mu się
niedobrze. Nie wyobrażał sobie, jak mógłby wypróbować na kimś zaklęcie
roztapiające skórę. Nie byłby w stanie rzucić go nawet na robaka, a co dopiero na
istotę ludzką. Ale jak ma się czegokolwiek nauczyć, nie ćwicząc? Miał dosyć teorii,
chciał praktyki.
Ponownie spojrzał na tekst poświęcony zaklęciom wiążącym. Litery rozmazywały mu
się przed oczami, a głowa ciążyła jak kamień. Położył ramię na blacie i ułożył na nim
głowę, mrużąc oczy i próbując skupić się na opisie sposobu rzucania zaklęcia
związującego nogi i ręce ofiary.
Zanim się zorientował, powieki mu opadły i pogrążył się w głębokim, niespokojnym
śnie.
*
- Harry!
Świadomość Harry'ego bardzo powoli wracała do jego ciała. Otulał go ziołowo-
korzenny aromat. Znał ten zapach. To był zapach Severusa. Czuł go zawsze, kiedy
się do niego przytulał. Kiedy leżał w jego łóżku. Kiedy po prostu był obok.
Nie chciał się budzić. Nie chciał jeszcze wstawać. Było mu tak przyjemnie. Severus...
był przy nim, tak blisko...
- Harry!
Harry otworzył jedno oko. Coś przyciskało mu się do policzka. I bolała go szyja.
Otworzył drugie oko i zobaczył przed sobą ułożone w równych rzędach litery.
Książka. A dalej drewniany blat.
Co się działo? Przecież jeszcze przed chwilą był w komnatach Sev...
Zamrugał i z trudem uniósł głowę. W oddali zobaczył zastawione książkami regały.
Biblioteka. Był w bibliotece. No tak.
Ale... ale coś się nie zgadzało. Biblioteka pachniała Severusem. Nie powinna nim
pachnieć. Zazwyczaj pachniała tylko kurzem i starymi pergaminami. Przymknął oczy i
wciągnął głęboko w nozdrza ten znajomy, wyjątkowo mocny korzenny zapach,
rozkoszując się nim i czując, jak całe jego ciało odpręża się mimowolnie pod jego
wpływem.
Jego serce zabiło szybciej, kiedy coś sobie nagle uświadomił. Ten zapach... był zbyt
intensywny. Nie wyczułby go z daleka. Snape musiał... musiał stać tuż obok niego!