Otworzył gwałtownie oczy i rozejrzał się wokół. Obok niego stała Hermiona.
Przyglądała mu się z zaskoczeniem. Harry przełknął ślinę, czując jednocześnie ulgę
i... coś na kształt zawodu. Ale nie uspokoił się. Potoczył spojrzeniem po całej
bibliotece. Jego wzrok wędrował od regału do regału, poszukując ciemnego,
ukrytego za którymś z nich cienia. Ale nie dostrzegł go.
To niemożliwe. Snape musiał tu być. Wyczuwał to każdą komórką ciała. Musiał tu
być jeszcze przed chwilą! Gdzieś obok, bardzo blisko! Musiał do niego podejść, kiedy
spał! Ta myśl spowodowała, że jego serce zaczęło bić jeszcze szybciej. Ponownie
przymknął oczy i głęboko odetchnął powietrzem przesyconym zapachem mężczyzny.
O boże, co się z nim działo? Nie miał pojęcia, że sam zapach może wywołać w nim
taką reakcję... Miał wrażenie, że zaraz osunie się po krześle i...
- Harry, dobrze się czujesz? - zapytała niepewnie Hermiona. Ściskała w rękach kilka
książek.
- Tak - mruknął chłopak, czując, że kręci mu się w głowie. - Po prostu czytałem i...
zasnąłem.
- Mogę się przysiąść? - zapytała. Kiedy Harry skinął głową, dziewczyna rozpromieniła
się, położyła na blacie stos książek i usiadła obok niego. Przez chwilę przyglądała się
Harry'emu, tak jakby walczyła ze sobą, po czym powiedziała: - Widziałam przed
chwilą Snape'a. Wychodził z biblioteki. Zauważyłam, że ostatnio często tu bywa -
mówiąc to, bacznie przyglądała się Harry'emu. - Wczoraj też go tu widziałam. Wszedł
na chwilę, rozejrzał się i wyszedł. Trzy razy w ciągu całego popołudnia.
Harry nie mógł okazać, jak jej słowa na niego podziałały. Poczuł, że oblewa go fala
lodowatego strachu.
Czyli jednak miał rację! Snape musiał do niego podejść! Musiał stać tuż obok i
przyglądać się, jak Harry śpi... I szukał go tu wczoraj.
Cholera!
Starając się zachować obojętny wyraz twarzy, wzruszył ramionami.
- Nauczyciele mają prawo przychodzić do biblioteki.
Hermiona nie skomentowała tego. Wciąż przyglądała mu się tym taksującym
spojrzeniem, którego tak serdecznie nienawidził. Jakby próbowała rozebrać go na
czynniki pierwsze i zobaczyć, co ma w środku.
- Wiesz... wydaje mi się, że on żałuje tego, co zrobił - odezwała się w końcu cicho i
niepewnie, jakby próbowała wybadać, czy lód, po którym stąpa, za chwilę się pod nią
nie załamie. Harry nie odpowiedział. Wbijał spojrzenie w leżącą przed sobą książkę,
ale nie widział żadnych liter. Jedynie rozmazaną czerń. - Harry... - Hermiona zrobiła
pauzę, jakby dokładnie ważyła każde słowo. - Wiem, że chcesz, żebyśmy dali ci
spokój, ale... - przełknęła ślinę - ...martwię się o ciebie. Nie mogę patrzeć na to, jak cierpisz. Widzę to. W każdym twoim spojrzeniu. W każdym słowie, geście. Nie
zaprzeczaj - dodała szybko, kiedy Harry już otwierał usta, aby to zrobić. - Wiesz, ja
też byłam na tej lekcji. Widziałam, jak się zachowywał. Widziałam, jak na ciebie...
patrzy. - Wydawało się, że każde słowo sprawia jej ogromną trudność, ale
postanowiła je wypowiedzieć za wszelką cenę. - Tak nie zachowuje się ktoś, kto...
nienawidzi. - Harry zagryzł wargę, czując jak coś ciężkiego opada mu na dno
żołądka. - Wiesz, długo nad tym wszystkim myślałam i... po prostu... chciałabym,
żebyś był szczęśliwy. A widząc, w jakim jesteś stanie... nie mogę tego znieść. Nie
mogę znieść, jak się męczysz i chciałam ci tylko powiedzieć, że zauważyłam pewne
zmiany w jego zachowaniu. I uważam, że powinieneś to przemyśleć. Wydaje mi się,
że... że... - Znowu się zacięła, jakby to, co zamierzała powiedzieć, nie chciało jej
przejść przez gardło. - Że jemu jednak na tobie zależy.
Serce Harry'ego tłukło się w piersi. Z trudem przełknął ślinę przez boleśnie ściśnięte
gardło.
Ona nic nie wiedziała. O niczym nie miała pojęcia. Nie wiedziała o torturach, o
zniewagach, o krwi na szatach Śmierciożercy, o satysfakcji czerpanej z zadawania
bólu... Widziała tylko to, co Snape chciał pokazać, naiwnie dała się złapać na jego
lep. Harry wiedział, że próbuje go pocieszyć, ale jej słowa nie trafiały do niego,
ponieważ nigdy nie będą w pełni obiektywne. Nie znała Snape'a tak jak on. Mogła się
tylko przyglądać granemu na scenie przedstawieniu, ale nigdy się nie dowie, co tak
naprawdę dzieje się za kulisami. Ale Harry wiedział. Wiedział, że Snape'owi na nikim
nie zależy.
Litery przed jego oczami wyostrzyły się.
- Myślisz, że gdyby zatoczyć różdżką kilka kółek więcej, to pęta staną się dłuższe czy
mocniejsze? - zapytał, wpatrując się w rycinę przedstawiającą sposób rzucenia
czaru.
Hermiona odezwała się dopiero po dłuższej chwili.
- Myślę, że to zależy od tego, czego ty sam chcesz.
Harry nadal wpatrywał się w rycinę, ale już jej nie widział. Przymknął oczy i jeszcze
raz wchłonął rozwiewający się z wolna zapach.
- Nie wiem.
***
Harry nie chciał iść spać. Nie wyobrażał sobie, że mógłby spokojnie przyłożyć głowę
do poduszki po tym, co mu się ostatnio śniło. Nie, to w ogóle nie wchodziło w
rachubę. Wolał spożytkować ten czas bardziej produktywnie i drugą noc z rzędu
spędził w Dziale Ksiąg Zakazanych, pochłaniając treść podręczników Czarnej Magii.