Bliznę w kształcie błyskawicy na czole. Ale po chwili jego twarz zniknęła, a z
kłębowiska myśli wynurzyła się... jaszczurza twarz Voldemorta.
Harry zmarszczył brwi i podszedł jeszcze bliżej.
Voldemort śmiał się. Harry widział rząd jego ostrych, żółtych zębów. Po chwili jednak
Voldemort rozpłynął się, a na jego miejscu pojawiła się... zielona fiolka.
Harry zatrzymał się przed myślodsiewnią. Czuł w sobie niewytłumaczalny strach. Coś
było nie w porządku i wyczuwał to wszystkimi zmysłami, które krzyczały teraz do
niego, próbując zwrócić na siebie uwagę. Ponownie zobaczył swoją twarz, śmiech
Voldemorta, zieloną fiolkę.
Co to wszystko znaczyło? Co Voldemort miał wspólnego z tym eliksirem? I z
Harrym?
Przełknął ciężko ślinę. Jego skóra pokryła się gęsią skórką, a serce waliło jeszcze
mocniej, jakby ktoś uderzał go w pierś młotem. Dopiero po chwili zorientował się, że
mocno zagryza wargę. Zdecydowanie zbyt mocno.
Musiał wiedzieć. Musiał się tego dowiedzieć!
Ścisnął mocniej trzymane w dłoni pudełko, wstrzymał oddech i pochylił się, kierując
twarz ku złocistej powierzchni.
Musiał zobaczyć, o co w tym wszystkim chodzi.
Poczuł chłód, kiedy jego skóra zanurzyła się w połyskujących wstęgach. Obraz przed
oczami zawirował i rozmył się. A gdy tylko się wyostrzył, Harry zrozumiał, że cofnął
się do tego momentu, w którym wszystko się zaczęło.
I... zobaczył.
--- rozdział 56 ---
56. Open up your eyes
Open up your eyes
Save yourself from fading away now
Open up your eyes, don't sacrifice
It's truly the heart of everything*
Część 1
Obraz wyostrzył się i Harry znalazł się nagle w klasie Eliksirów. Zobaczył siebie,
stojącego na środku sali z zamroczonym spojrzeniem i pustą twarzą, na którą powoli
wypływał wyraz oszołomienia i zachwytu. Wszyscy uczniowie wpatrywali się w niego
z zaciekawieniem. Za biurkiem znajdującym się po drugiej stronie klasy siedział
Snape, który w tej samej chwili podniósł się z miejsca, nie odrywając spojrzenia od
Harry'ego.
Och, zaraz się przekonamy, czego ten arogancki dzieciak pragnie... Podejrzewam,
że to będzie spektakularne widowisko...
Głos Severusa odbił się echem w klasie, ale mężczyzna miał zaciśnięte usta i na
pewno nie mógł wypowiedzieć tego głośno. A więc prawdopodobnie...
prawdopodobnie to były jego myśli!
Od strony stołu Ślizgonów dobiegło parsknięcie, a zaraz potem rozbawiony chichot.
- Cisza! - warknął Snape, piorunując wzrokiem Pansy oraz inną Ślizgonkę, siedzącą
obok niej w ławce. - Ma być absolutna cisza.
Wyraz twarzy Harry'ego powoli się zmienił. Wyglądał jak zahipnotyzowany. Szeroko
otwartymi z zachwytu oczami wpatrywał się w stojącego po drugiej stronie klasy
Mistrza Eliksirów. Jego wzrok ślizgał się po długim, osłoniętym czarną szatą ciele z
tak niepojętym podziwem, jakby widział go po raz pierwszy w życiu. Jakby dopiero
teraz ujrzał coś, co wcześniej było przed nim ukryte.
Dlaczego Potter skupił swoją uwagę na mnie? I dlaczego tak mi się przygląda?
Chyba nie...
Po twarzy Gryfona zaczęły spływać łzy. W jego spodniach pojawiło się wiele
mówiące wybrzuszenie. Ktoś bardzo głośno nabrał powietrza, a Hermiona zasłoniła
usta dłonią.
Harry ruszył z miejsca. Zaczepił szatą o ławkę, prawie się przewracając, potknął się o
leżącą na podłodze torbę, ponownie w ostatniej chwili unikając kontaktu z podłogą.
W ogóle nie patrzył, gdzie idzie, jego wzrok był utkwiony tylko i wyłącznie w Snapie,
który przyglądał mu się z coraz większym niedowierzaniem.
To chyba jakiś żart...
W klasie panowała absolutna cisza, kiedy Harry, potykając się, przedzierał się w
stronę biurka, przy którym znajdował się nauczyciel. W końcu do niego dotarł.
Uderzył biodrami o blat biurka, chcąc iść dalej, ale ciężki mebel nie pozwalał mu na
to. Na jego twarzy pojawiła się prawdziwa rozpacz. Snape cofnął się o krok.
To niemożliwe...
- Severusie... - wyjęczał Harry, pochylając się nad biurkiem i wyciągając rękę w
stronę mężczyzny.
O cholera!
Harry napierał na ławkę, szamocząc się i za wszelką cenę próbując dosięgnąć
obiektu swojego właśnie uświadomionego pragnienia. Na jego twarzy widniała
rozpacz i determinacja.
- Masz najpiękniejsze i najbardziej podniecające oczy na świecie... - wymruczał
rozmarzonym, przesiąkniętym pożądaniem głosem. - Chciałbym zatonąć w nich,
kiedy będziesz mnie brał... Weź mnie... Severusie...!
Wizja rozmazała się i wszystko wokół zaczęło wirować. Harry usłyszał myśli Snape'a:
Jak to możliwe, że eliksir wskazał mnie? To nie powinno się wydarzyć. Jak to
możliwe, że to właśnie ja jestem pragnieniem Pottera? Czy ten chłopak już do reszty
postradał rozum?
Kolejne zawirowanie.
Jeszcze z nim nie skończyłem. Dopiero teraz zrobi się naprawdę ciekawie...
Będzie to negował, będzie zaprzeczał, ale w końcu się złamie... Nie męcz się, Potter.
Nie walcz z tym. I tak nie wygrasz. Będziesz musiał się z tym pogodzić...
Już niedługo Potter nie będzie sobie potrafił poradzić z tym pragnieniem. Już
niedługo sam zacznie za mną chodzić, zacznie mnie prosić, błagać... o wszystko. I
wtedy dopiero będę triumfował. Z przyjemnością popatrzę, jak Potter będzie się