zauważył, Severus miał dzisiaj tyle zajęć, że przez cały dzień nie zajrzał do swoich
komnat nawet na chwilę.
Harry wcisnął do kieszeni pelerynę niewidkę, do drugiej wsadził pudełko, zbiegł po
schodach i pospiesznie ruszył przez Pokój Wspólny. Hermiona, która razem z
Ronem siedziała przy jednym ze stolików w kącie pomieszczenia i uczyła się,
podniosła głowę, a widząc go, odrzuciła pióro i zerwała się na równe nogi:
- Harry? Myślałam, że jesteś w Pokoju Życzeń. Muszę z tobą porozm...
- Nie teraz - rzucił jej Harry, dopadając do dziury w ścianie. - Zaraz wrócę. - Po tych
słowach przeszedł przez dziurę, rozejrzał się po korytarzu i zarzucił na siebie
pelerynę. Zbiegał po kolejnych piętrach z rosnącym w sercu podekscytowaniem.
Wyobrażał sobie minę Severusa, kiedy znajdzie pudełko. Ale kompletnie nie potrafił
sobie wyobrazić jego reakcji, kiedy przeczyta to, co mu napisał. Miał tylko nadzieję,
że mu się spodoba. Chociaż odrobinę.
W lochach było chłodno. Tutaj zawsze było chłodno, ale zimą temperatura potrafiła
spaść tak nisko, że przy oddychaniu tworzyła się para. Ale na szczęście tylko na
korytarzach. W klasach i komnatach Snape'a było przyjemnie. Harry zatrzymał się
przed drzwiami gabinetu Mistrza Eliksirów i z bijącym mocno sercem wyszeptał
hasło:
- Dipsas.
Ciężkie wrota poruszyły się i powoli otworzyły. W pomieszczeniu panował półmrok.
Jedyne światło rzucał stojący na biurku kandelabr. Harry cicho zamknął za sobą
drzwi i podszedł do drzwi prowadzących do komnat.
Zastanawiał się, czy tutaj też musi wymówić hasło, ale na wszelki wypadek wolał je
wypowiedzieć.
- Dipsas.
Drzwi zaskrzypiały i stanęły przed nim otworem. Harry uśmiechnął się i wszedł do
środka. Poczuł na skórze chłodny powiew, co było dziwne, ponieważ nie było tu
żadnych okien, przez które mógłby wpaść wiatr.
Salon był lepiej oświetlony niż gabinet. Pomimo tego, iż kominek był wygaszony, na
ścianach płonęło w uchwytach kilka świec. Harry rozejrzał się po pomieszczeniu.
Wszystko tutaj znał, ale zawsze widywał jedynie z daleka. Zastanawiał się, gdzie
najlepiej byłoby zostawić pudełko, żeby Severus je na pewno dostrzegł i znalazł.
Podszedł do jednej z półek, na której oprócz książek znajdowało się również kilka
dziwnie wyglądających przedmiotów i podstawka na pióra. Przyjrzał się dokładnie
piórom, ale nie było wśród nich tego, które podarował Severusowi na urodziny.
Zastanawiał się, gdzie mężczyzna trzyma jego prezent. I gdzie trzyma figurkę?
Prawdę powiedziawszy, nigdy jej nigdzie nie widział.
Odwrócił się i ponownie rozejrzał po komacie. Zawsze było tu tak cicho. Zupełnie
inaczej niż w wieży Gryffindoru. Tam zawsze był harmider, nawet w dormitorium
słyszał głosy dochodzące z Pokoju Wspólnego. Po tylu latach spędzonych w
samotności lubił towarzystwo innych, ale czasami potrzebował ciszy. A tutaj zawsze
mógł ją znaleźć.
Stolik. Może po prostu położy pudełko na stoliku? Ruszył w kierunku połyskującego
w chybotliwym świetle świec blatu, jednak zanim do niego dotarł, jego uwagę
przyciągnął nikły, zielony blask. Harry zatrzymał się i odwrócił, poszukując jego
źródła. Cofnął się o krok i zobaczył. Niewielką szparę pomiędzy półkami. Szparę
prowadzącą do sekretnego laboratorium Severusa.
Severus musiał się śpieszyć, skoro zostawił niedomknięte drzwi...
Harry wiele razy zastanawiał się nad tym, co też za eliksir warzył Severus i co
jeszcze robił w tym laboratorium. Powoli, ostrożnie podszedł do szpary i zajrzał przez
nią. Zobaczył płonącą na zielono świecę i kawałek czarnego kociołka.
Nie.
Nie wejdzie tam. Severus mu zaufał, podając mu hasło do swoich komnat. Nie może
tak po prostu...
Ponownie zerknął przez szparę. Ogień pod kociołkiem był wygaszony. A to
oznaczało, że Severus skończył swój tajemniczy eliksir. Przesunął się odrobinę i
obok kociołka dostrzegł fiolkę. I wtedy coś w jego umyśle zaskoczyło.
To był ten eliksir! Ten eliksir, który Severus wlał mu do herbaty!
Niewiele myśląc, wsadził dłonie pomiędzy szparę i otworzył przejście na tyle, aby
mógł się przez nie prześliznąć.
Powoli podszedł do stołu, wbijając spojrzenie w połyskującą zielonkawo buteleczkę i
czując bijące coraz mocniej serce.
Dlaczego? Dlaczego Severus dał mu do wypicia eliksir, który tak długo
przygotowywał? To było... intrygujące. Co to był za eliksir? Co powodował? Dlaczego
bez niego Harry nie mógł pójść do Hogsmeade?
W jego głowie kłębiły się dziesiątki pytań. Stał i przyglądał się buteleczce, jakby
samym wzrokiem próbował zmusić ją do wyjawienia swoich tajemnic.
Księga. Pamiętał, że gdzieś tu była księga, z której korzystał Severus, podczas
przygotowywania mikstury. Może w niej znajdzie odpowiedzi. Odwrócił się i rozejrzał
po niewielkim pomieszczeniu w poszukiwaniu oprawionego w skórę tomiszcza, ale
wtedy jego wzrok przyciągnął złocisty blask wydobywający się ze stojącej pod ścianą
myślodsiewni. Złote wstęgi myśli kotłowały się i wypiętrzały, tak jakby miały zaraz
wykipieć, a pośród nich Harry dostrzegł...
Zaintrygowany, podszedł o krok bliżej.
Tak, nie mylił się. Widział siebie. Swoją uśmiechniętą twarz. Przekrzywione okulary.