chwilę miało dojść do ich pierwszego zbliżenia.

Na twarzy Snape'a widniał niebezpieczny półuśmieszek. W oczach nie było niczego

oprócz zimnego zdecydowania.

Przedstawienie czas zacząć...

Snape szarpnął za klamkę i obraz ponownie zawirował. Z natłoku kolorów i faktur

wyłonili się Voldemort i Snape. Znajdowali się sami w jakimś ciemnym

pomieszczeniu. W powietrzu unosiła się zatęchła wilgoć. Obaj mieli zamknięte

powieki, ale na twarzy Voldemorta widniał przerażający uśmiech satysfakcji.

Powodem tego był obraz, który Voldemort oglądał w głowie Snape'a. Obraz

Harry'ego, na kolanach, z penisem Snape'a w ustach...

Tak, tak, tak! Właśnie tak! Wprost wyśmienicie! - Triumfalny śmiech Voldemorta

rozsadzał bębenki w uszach, ale obraz zniknął tak szybko, jak się pojawił, zastąpiony

sceną w gabinecie Mistrza Eliksirów, na środku którego stali Malfoy i Snape.

Mężczyzna pochylał się nad Ślizgonem i syczał mu prosto w twarz:

- Nie zbliżaj się do niego. Potter jest nietykalny. Nie może mu spaść włos z głowy!

Czy to jasne?

- Dlaczego? - Malfoy zaciskał pięści, w jego szarych oczach połyskiwał bunt. -

Dlaczego on jest taki ważny? Dlaczego Czarny Pan kazał mi uciszać wszelkie plotki

na temat tego, co wydarzyło się na Eliksirach, i dopilnować, by żaden nauczyciel się

o tym nie dowiedział? Ślizgoni zaczęli mnie przez to nienawidzić! Przestali się ze

mną liczyć! Wszystko z powodu Pottera!

- To nie twoja sprawa. Przyrzekłeś Czarnemu Panu, że się tym zajmiesz, więc

oczekujemy, że wywiążesz się ze swego obowiązku. Nie musisz znać powodów. Czy

mam mu przekazać, że się wycofujesz? Że postanowiłeś nie wykonać jego

polecenia?

W oczach chłopaka pojawił się strach.

- Nie, ale...

Snape wyciągnął różdżkę i na twarz Malfoya wypłynęło autentyczne przerażenie.

- Nie mam czasu się z tobą bawić. Poniesiesz karę za swoje nieposłuszeństwo.

Crucio!

Pomieszczenie rozmyło się i zmieniło w klasę Eliksirów. Harry i Snape stali

naprzeciw siebie, wbijając w siebie gniewne spojrzenia. I o ile spojrzenie Harry'ego

było raczej krzykiem rozpaczy i buntu, w oczach Snape'a widać było jedynie zimne

wyrachowanie i stalową nienawiść.

- Mogę cię pieprzyć, Potter. Ale nie oczekuj ode mnie niczego więcej - warknął

Snape, kładąc nacisk na każde wypowiedziane słowo. Jakby nasączał je jadem,

którego zadaniem było ukąsić. Śmiertelnie.

Harry skrzywił się. Gniew w jego oczach rozpalił się jeszcze większym płomieniem.

- Nie będę tylko twoją dziwką! - krzyknął.

Oczy Snape'a zwęziły się tak bardzo, że zostały z nich jedynie wąskie szpary. Stały

się lodowato zimne.

- W takim razie będziesz dla mnie nikim.

Oczy Harry'ego rozszerzyły się. Zniknął z nich cały gniew, cały bunt. Pozostało

jedynie pęknięcie, szczelina, przez którą wylewał się ból i rozczarowanie.

Do diabła! Pozwoliłem mu się sprowokować.

- W takim razie nie będę już więcej panu przeszkadzał, panie profesorze - powiedział

cicho Harry i odwrócił się plecami do Snape'a, ruszając w stronę drzwi.

Cholerny Potter! Nie pójdzie z nim tak łatwo, jak myślałem. Będzie żebrał o te

ochłapy czułości tak długo, dopóki mu ich nie dam. Trudno, będę musiał pójść na

kompromis i zmusić się do tego, inaczej jeszcze gotów jest mi się wymknąć... - W

oczach mężczyzny patrzącego na to, jak Harry, chwiejąc się, dociera do drzwi i znika

za nimi, pojawił się płonący gniew. - Cholerny, przeklęty Potter!

Obraz rozmył się i w klasie pojawili się uczniowie. Siedzieli cicho w ławkach, pracując

nad eliksirem. Wszyscy oprócz Harry'ego i Hermiony, których w ogóle nie było w sali.

Snape siedział przy biurku ze wzrokiem utkwionym w drzwiach. Na jego twarzy

malowała się wściekłość.

Po chwili klamka poruszyła się i do klasy weszła Hermiona. Miała zaciśnięte usta i

wydawała się być lekko przestraszona, ale w jej oczach płonęła zaciętość. Snape

podniósł się powoli, wbijając w nią wyczekujące spojrzenie. Wszyscy przerwali pracę

i odwracali się, kiedy szła pomiędzy stolikami, kierując się w stronę emanującego

gniewem nauczyciela. Gryfonka zatrzymała się i podniosła rękę, wyciągając w stronę

mężczyzny niewielką kartkę.

- Przykro mi, ale Harry nie może się zjawić na dzisiejszej lekcji, gdyż zachorował i

aktualnie przebywa w skrzydle szpitalnym. Pani Pomfrey kazała mi przekazać panu

usprawiedliwienie Harry'ego.

W oczach Snape'a wybuchła wściekłość. Nie napłynęła, nie pojawiła się, ale właśnie

wybuchła.

- Siadaj! - warknął, wyrywając kartkę z ręki Hermiony i drąc ją na oczach

zszokowanej dziewczyny na małe kawałeczki.

Jak on śmiał? Jak śmiał mnie zignorować? Jak mógł tak bezczelnie mnie

zlekceważyć? Och, każdy Gryfon w tej klasie, każdy z jego nędznych przyjaciół

popamięta tę lekcję... Zniszczę ich wszystkich, zadręczę. Potter już nigdy więcej

nawet nie pomyśli o ucieczce ode mnie.

Klasa zaczęła szaleńczo wirować i zmieniła się w gabinet Mistrza Eliksirów. Harry

siedział w fotelu naprzeciw Snape'a z twarzą ukrytą w dłoniach. Właśnie przed chwilą

mężczyzna poczęstował go herbatą z Veritaserum i Harry wyznał mu takie rzeczy,

których nigdy nie odważyłby się wyznać. Fragmenty twarzy, których nie udało mu się

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги