słysząc za sobą kroki Rona oraz profesor McGonagall i ciche mamrotanie pani

Pomfrey, która wciąż nie potrafiła wyjść ze stanu pełnego niedowierzania oburzenia.

Harry właśnie wchodził na łóżko. Położył się plecami do nich i przykrył kołdrą aż po

samą brodę. Hermiona spojrzała na Rona, który w odpowiedzi wzruszył ramionami.

Cóż, to by było na tyle, jeżeli chodzi o wsparcie z jego strony.

- Zostańcie z nim - powiedziała szeptem profesor McGonagall - a ja pójdę po

dyrektora. - Po tych słowach odwróciła się i skierowała do wyjścia.

- A ja pójdę dokończyć przygotowywanie lekarstwa - oznajmiła pani Pomfrey,

ruszając w stronę swojego gabinetu. - Tylko pilnujcie go, żeby znowu mi nie zniknął. -

Rzuciła oburzone spojrzenie na leżącą na łóżku szczupłą postać i zniknęła za

drzwiami po drugiej stronie sali.

Hermiona westchnęła i powoli podeszła do łóżka Harry'ego. Przysunęła sobie stojące

pod ścianą krzesło i usiadła, układając ręce na kolanach i nie bardzo wiedząc, co

zrobić. Ron stał za nią niczym żywy pomnik niepokoju i zdezorientowania. Miała tak

wiele pytań, ale nie potrafiła wydusić z siebie słowa. Coś w Harrym się zmieniło.

Bardzo wyraźnie to wyczuwała i obawiała się tej zmiany.

- Jak się czujesz, stary? - Ron odezwał się pierwszy, wybawiając ją od przerywania

tej ciężkiej, wiszącej w powietrzu ciszy, ponieważ wciąż nie wiedziała, co się w niej

kryje.

- Żyję, jak widzisz - odparł Harry. Jego głos był zimny. Znała go od sześciu lat, ale

jeszcze nigdy nie słyszała takiego tonu. W dodatku miała wrażenie, że on wcale nie

chce ich widzieć, że najchętniej wyrzuciłby stąd ich oboje.

- Porozmawiaj z nami - odezwała się cicho. - Martwiliśmy się o ciebie. Profesor

McGonagal powiedziała, że...

- Nie prosiłem o to, żebyście się martwili. Sam sobie doskonale poradzę.

Hermiona zagryzła wargę.

- Co się z tobą dzieje?

- A co ma się dziać? - zapytał, odwracając się, podpierając na łokciach i spoglądając

na nią.

Hermiona wstrzymała oddech. Oczy. Oczy Harry'ego... były zupełnie zimne. A

twarz... tak pusta, jakby wyssano z niej wszelkie emocje. Jakby tam, na tym mrozie,

na którym prawie zamarzł, jego serce również zamarzło. Wypełniło się lodem aż po

same brzegi.

- Jak to? Przecież widzę, że coś jest nie w porządku - powiedziała niemal płaczliwie.

- Hagrid znalazł cię na błoniach. Prawie tam zamarzłeś i...

- Nie bądź naiwna - przerwał jej Harry. - Nie mógłbym zamarznąć gdzieś na błoniach.

Moje przeznaczenie jest zupełnie inne. Jestem przecież Wybrańcem. - Wypowiedział

to słowo z taką pogardą w głosie, że Hermiona aż się skrzywiła. - Wszyscy na mnie

chuchają i dmuchają, żebym mógł dożyć pojedynku z Voldemortem. Nie mogę teraz

umrzeć. Jeszcze nie teraz.

- Przestań wygadywać takie bzdury! - wtrącił się Ron. - Całkowicie ci już odbiło?

Widzę, że na tym mrozie trochę przymroziło ci mózg. Jak możesz mówić takie

rzeczy?

- Mogę, ponieważ taka jest prawda - odpowiedział spokojnie Harry. - Kiedy już

wypełnię tę wielką misję, do której się urodziłem, to może wtedy w końcu dacie mi

wszyscy święty spokój...

- Wiesz, jeżeli tak ci zależy na spokoju, to mogę dać ci go już teraz. - W głosie Rona

pojawił się gniew.

- Przestań, Ron - wtrąciła się Hermiona, próbując zatrzymać ten coraz szybciej

staczający się powóz złości.

- Nie przestanę, dopóki on nie przestanie traktować nas jak wrogów - warknął Gryfon.

- Harry po prostu potrzebuje odpoczynku. - To było jedyne wyjaśnienie, które mogła

mu w tej chwili zaoferować z nadzieją, że połknie haczyk i się uspokoi. Sama już tak

bardzo drżała w środku z niepokoju, iż miała wrażenie, że jeszcze chwilę, a rozsypie

się na kawałeczki.

Spojrzała prosto w zmrużone, zielone oczy, które znała tak dobrze, a które teraz

wydawały jej się kompletnie obce. Przełknęła ślinę.

- Harry, profesor Dumbledore zaraz tu będzie. Może powinieneś z nim porozmawiać

o... pewnych sprawach.

Ku jej zdziwieniu, wpatrzone w nią oczy stały się jeszcze bardziej lodowate.

- Nigdy więcej nie mów o nim w mojej obecności. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego

i jeżeli dowiem się, że do niego poszłaś i coś mu powiedziałaś... to przestaniesz dla

mnie istnieć. Całkowicie.

- Jak możesz tak się do niej odzywać? - wysyczał Ron, zanim ostrze tych słów

zdążyło ugodzić ją w serce. - Zawsze byliśmy po twojej stronie, bez względu na

wszystko, a teraz próbujesz nas szantażować tylko z tego powodu, że się o ciebie

martwimy?

- Już mówiłem, że was o to nie prosiłem - odpowiedział Harry, przenosząc spojrzenie

na czerwonego ze złości Rona.

- Świetnie! W takim razie nie...

- Na bogów, co to za krzyki? - przerwała im pani Pomfrey, pojawiając się niczym

duch z butelką eliksiru w dłoni. Obrzuciła gniewnym wzrokiem Rona i Hermionę. -

Mieliście go tylko przypilnować, a nie zamęczyć. Chłopak potrzebuje wypoczynku.

Gdybym wiedziała, że tak to się skończy, to już dawno bym was stąd wyrzuciła i

poprosiła profesor McGonagal o posiedzenie przy nim. A teraz wynoście mi się stąd,

ale już, jeżeli nie chcecie, żebym wam odebrała punkty.

Ron odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę drzwi, ale Hermiona miała wrażenie, że

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги