Z ławek, toreb i teczek zaczęły wyfruwać zwinięte rolki pergaminu. Esej Hermiony
wyrwał się z jej rąk, przeleciał przez klasę i wylądował na biurku nauczyciela. Snape
podszedł do nich i zaczął je przerzucać. W końcu wyciągnął jeden, rozwinął, zerknął
na niego przelotnie, zwinął go z powrotem i... ruszył w stronę ich ławki! Zatrzymał się
tuż przed Harrym i spojrzał na niego z góry takim wzrokiem, który sprawił, że nawet
Hermiona poczuła ciarki na plecach... po czym rzucił mu wypracowanie na blat.
- Jest za krótkie o dwa cale, Potter. Minus dziesięć punktów za nieodrobienie pracy
domowej i kolejne dziesięć za niezastosowanie się do poleceń nauczyciela.
W klasie zapanowała cisza. Hermiona, całkowicie zaskoczona rozwojem wypadków,
wbiła spojrzenie w Harry'ego. Zresztą nie ona jedna. Cała klasa wpatrywała się w
Gryfona, ciekawa jego reakcji.
Harry powoli uniósł głowę i spojrzał prosto w oczy Snape'a, a wtedy Hermiona
zobaczyła, jak twarz Harry'ego zmienia się, jak lodowata obojętność przeobraża się
w... pogardę. Patrzył na Snape'a tak, jakby mężczyzna był w tej chwili dla niego
nikim.
A tego, co wtedy zrobił, chyba nikt się nie spodziewał.
Sięgnął po swoje wypracowanie, rozwinął je i ze spokojem... zaczął targać. Rzucił
kawałki pergaminu na blat, podniósł głowę i ponownie spojrzał na Snape'a.
- Teraz może mi pan odebrać kolejne dziesięć punktów za niszczenie mienia szkoły -
powiedział całkowicie obojętnym tonem. Snape otworzył usta, ale Harry był szybszy,
dodając: - I kolejne dziesięć za odzywanie się bez pozwolenia. A teraz sugeruję,
abyśmy rozpoczęli lekcję, ponieważ wydaje mi się, że każdy z pańskich uczniów
przyszedł tutaj, aby się czegoś nauczyć, a nie po to, aby przyglądać się, jak daje pan
upust swym osobistym animozjom i uprzedzeniom. Profesorze. - Ostatnie słowo
wymówił w taki sposób, jakby kaleczyło go w język i jak najszybciej chciał je wypluć,
aby pozbyć się jego smaku.
Hermiona dopiero po chwili zorientowała się, że gapi się z otwartymi ustami.
Snape nie wybuchnął, jak zwykł to robić, kiedy któryś z uczniów spróbował mu się
przeciwstawić, chociaż to, co przed chwilą zrobił i powiedział Harry, kwalifikowało się
na poważny zamach samobójczy na własne życie. Nie. Snape zmrużył oczy,
zamieniając je w dwie wąskie szparki, co spowodowało, że jego spojrzenie niemal
topiło.
- Czyżbyś próbował błysnąć elokwencją, Potter? - zapytał jadowitym tonem. -
Będziesz mógł nauczyć się wielu nowych słów podczas alfabetycznego
porządkowania głównego spisu tematycznego naszej biblioteki. W każdy weekend
do końca roku szkolnego. Mam nadzieję, że twoje talenty oratorskie znajdą tam
swoje zastosowanie.
Kąciki ust Harry'ego uniosły się nieznacznie.
- Do końca roku szkolnego? Jak pan sobie życzy, profesorze. Przynajmniej będę
miał gwarancję, że nie szykuje pan dla mnie innych niespodzianek...
Snape otworzył usta, ale bardzo szybko zamknął je z powrotem. Wyglądało na to, że
chyba po raz pierwszy w historii nie potrafił znaleźć odpowiednio ciętej riposty.
Hermiona przyjrzała się im obu.
Harry patrzył na Snape'a z najwyższą pogardą. Twarz Mistrza Eliksirów wykrzywiała
gorąca nienawiść. Zachowywali się wobec siebie niczym najwięksi wrogowie. Z
jednej strony pogarda... z drugiej nienawiść... O co w tym wszystkim chodziło?
W końcu Snape przerwał pojedynek spojrzeń, odwrócił się ostentacyjnie od
Harry'ego i przeszedł na środek klasy. Ze złością machnął różdżką w stronę tablicy.
- Eliksir Paraliżujący. Przydatny przy udzielaniu pierwszej pomocy ofiarom
najboleśniejszych klątw. Paraliżuje nerwy, osłabiając ból. Macie godzinę, aby go
uwarzyć. Do dzieła.
Nie mówiąc już ani słowa więcej, usiadł przy swoim biurku, przysunął do siebie stertę
wypracowań, zanurzył pióro w czerwonym atramencie i zaczął czytać.
Uczniowie spojrzeli po sobie z zaskoczeniem. Niektórzy, mając nadzieję, że lekcja
może jednak się nie odbędzie, zdążyli już wcześniej pochować swoje przyrządy, więc
teraz w klasie zapanował lekki rozgardiasz, kiedy z ociąganiem wyjmowali je z
powrotem na ławki.
Hermiona dopiero teraz zaczęła oddychać. Jeszcze raz spojrzała na Harry'ego.
Chłopak zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Spokojnie przepisywał z tablicy
ingrediencje. Gdyby ktokolwiek inny odezwał się w ten sposób do Snape'a, byłby
teraz rozdygotanym kłębkiem nerwów, a on po prostu... Nie mogła w to uwierzyć.
Spojrzała na siedzącego obok Rona. Chłopak wpatrywał się w Harry'ego tak, jakby
go nie poznawał. Miał zmarszczone brwi, a na twarzy wyraz zaskoczenia.
Westchnęła głęboko i również zaczęła przepisywać ingrediencje.
Pierwsza połowa lekcji upłynęła we względnym spokoju. Snape sprawdzał
wypracowania, podczas gdy uczniowie próbowali poradzić sobie z piekielnie trudnym
zadaniem uwarzenia Eliksiru Paraliżującego. Nawet ona miała z nim problemy. Za
żadne skarby świata nie potrafiła uzyskać pożądanego koloru. Eliksir Rona wyglądał
jak wymiociny, z kolei wywar Harry'ego... Musiała zamrugać, żeby sprawdzić, czy jej
się nie przywidziało. Eliksir Harry'ego był niemal idealny. Liliowy, lekko przezroczysty.
Jak on to zrobił?