ramionami, odpowiadając nonszalancko:
- Tak, sir.
Nie wydawał się być przejęty groźbą Snape'a Wyglądał raczej na kogoś, kto dla
świętego spokoju woli dać za wygraną, ponieważ nie ma ochoty tracić czasu ani
energii na rozmowy z człowiekiem, którym gardzi.
Ron zwrócił na Harry'ego czerwoną ze złości twarz.
- Co się z tobą dzieje? W ogóle cię nie poznaję! Najpierw rezygnujesz z Quidditcha,
potem obrażasz Ginny, a teraz to! - Hermiona zobaczyła, jak Snape przenosi wzrok
na Rona i unosi brew. - Nie mogłeś się po prostu zamknąć? Przez ciebie straciliśmy
wszystkie punkty!
- Przestań, Ron! - Hermiona próbowała go uspokoić, ale w Ronie chyba w końcu coś
się przelało i całe to napięcie, które rosło pomiędzy nimi od kilku dni, wybuchło.
- No co? - Spojrzał na nią. Widziała, jaki jest wściekły. Widziała w jego oczach
rozczarowanie i poczucie zdrady. Wcale mu się nie dziwiła. Jego najlepszy przyjaciel
zmienił się nagle w kogoś zupełnie innego, a on nawet nie wiedział, dlaczego. -
Przecież sama wiesz, jak się zachowuje! Podejrzewam, że prawdziwy Harry został
gdzieś na błoniach, bo ty - spojrzał na Harry'ego - nie możesz być moim
przyjacielem.
- Nie mów tak, Ron! - Hermiona wykrzyknęła to w tym samym momencie, w którym
Harry odwrócił głowę w stronę Rona, przeszywając go tak zimnym spojrzeniem, iż
rudzielec momentalnie zbladł i ucichł.
- To idź i go tam poszukaj - odparł chłodnym, pozbawionym emocji głosem.
- Może tak właśnie powinienem zrobić - wymamrotał ze złością Ron, po czym zabrał
swoją torbę i ruszył do wyjścia.
Hermiona zacisnęła usta, czując łzy w oczach. Wiedziała, że teraz z pewnością go
nie zatrzyma. Będzie musiała z nim porozmawiać, chociaż miała poważne obawy, że
to wcale nie będzie łatwe.
Zanim zdążyła ochłonąć, dotarł do niej szyderczy głos Snape'a:
- Cóż za wzruszające przedstawienie... - Hermiona odwróciła głowę i spojrzała na
mężczyznę. Snape wpatrywał się w Harry'ego z płonącą intensywnością, podczas
gdy Gryfon spokojnie się pakował. - Zawsze musisz grać główną rolę we wszystkich
dramatach, co Potter?
Harry przerwał pakowanie. Powoli podniósł głowę i spojrzał prosto w czarne oczy
mężczyzny.
- Tak, sir. Zawsze.
Twarz Mistrza Eliksirów momentalnie się zmieniła, przeobrażając się w bladą,
nieprzystępną maskę.
- Zejdź mi z oczu - wysyczał. - Natychmiast. - Głos Snape'a niemal wibrował.
Odwrócił się do nich plecami i podszedł do swojego biurka, zbierając z niego
wypracowania.
Harry powrócił do pakowania. Hermiona marzyła tylko o tym, żeby stąd wyjść. Miała
wrażenie, że w powietrzu unoszą się kryształki lodowatej nienawiści.
Harry zamknął torbę i podniósł się ze swego miejsca, ale w momencie, w którym to
zrobił... jego oczy przymknęły się, a on sam niebezpiecznie się zachwiał. Poleciał do
przodu, wpadając na ławkę, ale na szczęście zdążył oprzeć się rękami o blat, co
powstrzymało go od upadku. Ale nie powstrzymało fiolki od przewrócenia się,
sturlania po blacie i roztrzaskania na podłodze.
- Harry! - Hermiona przypadła do niego, podtrzymując go. - Nic ci nie jest?
Zerknęła na Snape'a. Mężczyzna spoglądał na nich przez ramię. Na jego twarzy
widniało zaskoczenie.
Harry przycisnął dłoń do swojego czoła.
- Nic. Po prostu... zakręciło mi się w głowie. Chodźmy już. - Spojrzał na roztrzaskaną
fiolkę. Hermiona powędrowała wzrokiem za jego spojrzeniem.
- Och, Harry, tak mi przykro... Może uda mi się to naprawić?
- Zostaw. Nie naprawisz tego. Możesz co najwyżej sprzątnąć ten bałagan. Żeby nie
było po nim śladu. Zresztą to i tak nieważne...
Hermiona westchnęła i wyciągnęła różdżkę, ale w momencie, kiedy skierowała ją na
roztrzaskane kawałki szkła i rozlany na podłodze, liliowy płyn, zobaczyła, jak fiolka
unosi się, rozbite kawałki łączą się ze sobą, a resztka eliksiru wpływa do środka.
Szybko poderwała głowę. Snape stał z wyciągniętą różdżką i zmrużonymi oczami.
Buteleczka wylądowała na ławce w nienaruszonym stanie, chociaż eliksiru była
zaledwie połowa.
Harry przyglądał jej się przez chwilę. Nie podniósł głowy. Nie spojrzał na Snape'a. Po
prostu pochylił się, wziął swoją torbę, zarzucił ją na ramię i bez słowa ruszył do
wyjścia. Ale Hermiona została. Spojrzała na naprawioną fiolkę, a następnie na
chowającego różdżkę Snape'a. Ale w momencie, w którym padło na nią chłodne
spojrzenie nauczyciela, szybko odwróciła się i pobiegła za Harrym.
Nie zgadzała się z Harrym. Wszystko można było naprawić. Jeżeli tylko wiedziało
się, jak.
--- rozdział 59 ---
59. The Countdown
This will be all over soon
Pour salt into the open wound
You take the breath right out of me
You left a hole where my heart should be*
Otaczała go ciemność. Gęsta i nieprzenikniona. Panował nieprzyjemny chłód, który
zraszał skórę zimnym potem. Znajdował się w jakimś małym, ciasnym
pomieszczeniu. Nie było tu żadnych okien, które mogłyby wpuszczać choćby
odrobinkę mętnego światła. Coś, co rozproszyłoby ten duszący mrok, który wydawał
się niemal wdzierać mu do gardła. Nie widział niczego, nawet swoich wyciągniętych
ramion, kiedy dotykał zimnych, gładkich ścian, próbując znaleźć wyjście.