wyglądał dla niego jak zwykła sala treningowa - ta sama, na której ćwiczył wraz z
Gwardią Dumbledore'a na piątym roku. Wypróbował wszelkie zaklęcia blokujące,
ukrywające, maskujące i rozbrajające, jakie znał, ale to była tylko rozgrzewka. Z
takimi zaklęciami nie mógłby nawet kichnąć na Voldemorta. Najważniejsze zaklęcia
trzymał zapisane na kawałku pergaminu. Wypisał je jeszcze w Dziale Ksiąg
Zakazanych, do którego teraz, z powodu blokady Snape'a, nie mógł wchodzić. Ale
nie miał zamiaru ich używać, pozostawił je sobie jako ostateczność. Jeżeli wszystko
inne zawiedzie.
Po długim namyśle postanowił, że powróci do nauki Legilimens Evocis. To zaklęcie
było zbyt przydatne, aby mógł je sobie odpuścić. Luna ochoczo zgodziła się mu
pomóc, ale dopiero w tygodniu, gdyż weekend miała zajęty. Harry poprosił ją przy
okazji o to, by zapytała Tonks, czy nadal jest chętna udzielić mu kilku prywatnych
lekcji.
Hermiona i Ron... cóż, chwilowo przestali go nagabywać i zasypywać pytaniami.
Zresztą Ron i tak wydawał się być na niego obrażony z powodu tego, że Harry
opuścił sobotni trening. Co prawda Harry powiedział mu wyraźnie i dobitnie, że
odchodzi z drużyny, ale Ron chyba w to nie uwierzył. Zresztą Ginny chyba również
nie uwierzyła, ponieważ wciąż za nim chodziła i pytała, kiedy minie mu depresja i
zacznie zachowywać się jak "stary Harry". Odeszła obrażona dopiero wtedy, kiedy Harry powiedział jej, że jest "irytującą smarkulą, która nie ma o niczym pojęcia".
Może Harry nie zdawał sobie z tego sprawy, ale właśnie tak wyglądało palenie za
sobą mostów...
***
Hermiona spojrzała na siedzącego w sąsiedniej ławce Harry'ego. Minęły już trzy dni,
a on wciąż zachowywał się jak nieobecny. I prawie nic nie jadł. Czasami chodził z
nimi na posiłki, ale chyba tylko po to, żeby podtrzymać swoje funkcje życiowe,
ponieważ jadł mniej od Krzywołapa. Nie, to było nietrafione porównanie. Każdy jadł
mniej od Krzywołapa, z wyjątkiem Rona oczywiście. Harry nie jadł - on zaledwie
skubał. I miała przeczucie, że jego sen również ograniczał się zaledwie do drzemki,
ponieważ z każdym dniem oczy miał coraz bardziej podkrążone.
Na dzisiejszych lekcjach również wydawał się być całkowicie nieobecny. Jedynie
teraz, kiedy siedzieli razem w klasie Eliksirów, czekając na przybycie nauczyciela,
coś w układzie jego ramion i karku mogło sugerować, że jest... spięty? Nie, raczej
obecny myślami. Chociaż ten jeden raz.
Ani razu od czwartku nie widziała Snape'a na posiłku. Wiele razy zastanawiała się,
co też mogło mu się stać i czy było z nim już lepiej, czy zjawi się na dzisiejszej lekcji, czy Harry był w takim stanie przez niego? Miała tyle pytań... Była tak pochłonięta
martwieniem się o Harry'ego, iż obawiała się, że nie udało jej się zawrzeć w
wypracowaniu wszystkiego, co powinna.
Spojrzała na zegar. Minęło już piętnaście minut i wciąż nikt się nie zjawiał. Ślizgoni
wydawali się być zrelaksowani i raczej rozbawieni. Zastanawiała się, czy to dobry,
czy zły znak. Może już nikt do nich nie przyjdzie? A może zaraz zjawi się profesor
McGonagal , zbierze wypracowania i znowu oznajmi, że lekcja się nie odbędzie?
Hermionie nie podobał się ten pomysł. Nie chciała stracić kolejnych zajęć. I tak znała
podręcznik na pamięć, ale wolałaby mieć okazję poćwiczyć te eliksiry, które
prawdopodobnie właśnie ich omijają...
Jej rozmyślania przerwało kliknięcie w drzwiach. Wszyscy momentalnie zamilkli i
odwrócili się. Wszyscy oprócz Harry'ego.
Do klasy wszedł Snape. A właściwie wpadł. Zatrzasnął za sobą drzwi, nawet się nie
zatrzymując, i z powiewającą za nim peleryną ruszył w kierunku biurka.
Hermiona przyglądała mu się uważnie, kiedy szedł pomiędzy ławkami swoim długim,
zdecydowanym krokiem. Nie wyglądał na chorego. Chociaż...
Snape zatrzymał się na środku sali i powiódł po ławkach chłodnym spojrzeniem.
Hermiona zmarszczyła brwi. Chociaż... na jego prawym policzku zauważyła jasną
bliznę, której wcześniej tam nie było.
Spojrzenie Snape'a zatrzymało się zaledwie dwa metry od niej. I Hermiona
doskonale wiedziała, na kogo Snape spogląda. Szybko przeniosła wzrok na
Harry'ego. Chłopak patrzył przed siebie. Nawet jakby nie na Snape'a, ale przez
niego. W jego oczach nie było niczego oprócz lodowatej obojętności, a twarz
pozbawiona była jakichkolwiek emocji, a przecież... przecież powinien chyba coś
odczuwać... Ona sama słyszała, jak mocno bije jej serce!
Przeniosła wzrok z powrotem na Snape'a i kiedy przyjrzała się wyrazowi jego twarzy,
poczuła, jak rozszerzają jej się oczy. Ponieważ Snape... Snape patrzył na Harry'ego
z taką samą nienawiścią, jak przez pięć ostatnich lat. A nawet wydawało jej się, że
teraz ta nienawiść była jeszcze większa niż wcześniej. Jakby sama obecność
Harry'ego sprawiała, że coś się w nim gotowało.
Jak... jak to możliwe? Co się pomiędzy nimi wydarzyło?
- Profesor McGonagal zadała wam wypracowania na dzisiejszą lekcję - powiedział w
końcu Snape. Jego głos był cichy i chłodny. Wyciągnął różdżkę i skierował ją w
stronę zaskoczonych uczniów. - Accio wypracowania.