Harry cofnął się na uginających się nogach i opadł na krzesło obok biurka. Czuł się

tak, jakby nagle wyssano z niego całą energię. Połowę energi .

- Ale zazwyczaj wtedy twój przeciwnik jest już powalony i unieruchomiony. - Tonks

uśmiechnęła się.

- A jeżeli nie jest? - zapytał Harry, pocierając skronie.

- Wtedy masz problem...

- Dzięki, to naprawdę pomocne - odparł z prychnięciem.

- Posłuchaj mnie, Harry - zaczęła. Jej ton stał się poważniejszy. - Nie ma zaklęć

idealnych. Każde niesie za sobą jakieś ryzyko. Jeżeli chcesz rzucać coraz

trudniejsze, coraz silniejsze zaklęcia, to musisz przygotować się na to, że będziesz

musiał za nie zapłacić. Spójrz, jak wielką cenę zapłacił za swą potęgę Sam Wiesz

Kto. Oddał za nią całe swoje człowieczeństwo. - Tonks zamilkła i przez jakiś czas po

prostu wpatrywała się w Harry'ego. - Myślę, że na dzisiaj wystarczy. Wątpię, abyś był

teraz w stanie rzucić kolejne tak wyczerpujące zaklęcie. Powinieneś wrócić do

dormitorium, położyć się i odpocząć. A jutro, jeżeli chcesz, mogę pokazać ci coś

bardziej... ofensywnego - uśmiechnęła się zadziornie. - Chyba, że masz jeszcze

jakieś pytania...

Harry poderwał głowę.

Teraz. Miał szansę.

- Właściwie to... tak się zastanawiałem... - Dobrze mu idzie. Musi udawać obojętność.

Zwykłą ciekawość. - Pamiętasz to zaklęcie, o którym nam kiedyś opowiadałaś?

Jakaś silniejsza wersja legilimencji, czy coś takiego. Mówiłaś, że Voldemort go

używa. Skąd tyle o nim wiesz? Rzuciłaś je kiedyś?

Tonks zastanawiała się przez chwilę nad odpowiedzią.

- Jako auror muszę znać, przynajmniej teoretycznie, wszystkie zaklęcia, którymi

mogę zostać trafiona podczas walki. Aby móc je rozpoznać i, jeżeli jest to możliwe,

rzucić odpowiednie przeciwzaklęcie lub też użyć odpowiedniego eliksiru. Legilimens

Evocis użyłam raz. Jeden jedyny raz. Uratowało mi życie. - Jej oczy zamgliły się

lekko, kiedy przywoływała wspomnienia. - Walczyłam z Ibramovicem, kaukaskim

Śmierciożercą. Był silny. Bardzo silny. Rzucił na siebie jakiś rodzaj tarczy, która

odbijała wszystkie moje zaklęcia. Byłam ranna i straciłam już niemal całą moc. Nie

mogłam nic zrobić. Nie mogłam rzucić na niego żadnego ofensywnego zaklęcia, w

żaden sposób nie mogłam zranić go fizycznie. I wtedy przypomniałam sobie o tym

zaklęciu. To była moja jedyna szansa. Wiedziałam, że zginę, że zostały mi tylko

sekundy. Było mi już wszystko jedno. Rzuciłam je i... do tej pory nie wiem, w jaki

sposób... dostałam się do jego umysłu. Zaatakowałam go od wewnątrz. I dzięki temu

nadal żyję. Nigdy wcześniej ani nigdy później nie udało mi się go użyć. Próbowałam

to powtórzyć, ale nie byłam w stanie. Tylko najlepsi, najdoskonalsi oklumenci potrafią

rzucić je wtedy, kiedy zechcą. Niestety, oklumencja nigdy nie była moją mocną

stroną.

Harry zagryzł wargę i odwrócił wzrok.

A więc to na nic... Cała nauka z Luną, wszystkie te próby... nie doprowadzą go do

niczego. Bo skoro Tonks, która przecież była aurorem i potrafiła o wiele więcej niż

on, skoro nawet jej udało się rzucić to zaklęcie zaledwie jeden raz i to jedynie w

obliczu śmierci... to w jaki sposób on miałby tego dokonać? To wszystko było bez

sensu...

Westchnął i zrezygnowany podniósł się z krzesła, dziękując Tonks za pomoc, po

czym wyszedł z gabinetu i bardzo wolno ruszył w drogę powrotną do dormitorium.

Jego przyszłość już wcześniej malowała mu się w czarnych barwach, ale teraz... Czy

istnieje coś ciemniejszego od ciemności? Przecież ciemność to tylko brak światła...

No właśnie. Miał coraz silniejsze wrażenie, że z każdą chwilą bezpowrotnie gaśnie

kolejne źródło światła i zostało mu ich już naprawdę niewiele.

Co będzie, kiedy zgasną wszystkie?

***

Od czasu wymiany zdań, do której doszło podczas poniedziałkowej lekcji Eliksirów w

ogóle z Ronem nie rozmawiał. Było mu to na rękę. Zostało mu zaledwie osiem dni.

Potrzebował teraz skupić się tylko i wyłącznie na przygotowaniach. Nic nie mogło go

rozpraszać, a odsunięcie od siebie przyjaciela było najłatwiejszym sposobem na

załatwienie sobie odrobiny spokoju. Z Hermioną sprawa nie była już tak prosta.

Wciąż go nadzorowała, pilnowała, by chodził na posiłki, wciąż czuł na sobie jej

zaniepokojone, badawcze spojrzenie.

Wędrowało za nim za każdym razem, kiedy tylko pojawiał się w jej polu widzenia.

Teraz też się do niego przylepiło. Od razu, kiedy tylko wszedł do Pokoju Wspólnego,

wróciwszy z kolejnego spotkania z Luną i korepetycji u Tonks. Po wczorajszej

rozmowie z Nimfadorą jego zapał do nauki Legilimenc Evocis momentalnie opadł.

Wobec tego poćwiczył z Luną tylko kilka zaklęć obronnych i pożegnał się.

Tonks dotrzymała obietnicy. Nauczyła go - na razie jedynie teoretycznie, ponieważ

nie mieli obiektu, na którym mógłby poćwiczyć, a trudno uznać manekina za żywe

stworzenie - kilku silnych zaklęć ofensywnych: Zaklęcia Strzały, które sprawiało, że

ofiara miała wrażenie, jakby została trafiona setkami ostrych jak brzytwa strzałek,

które wbijały się w jej ciało jednocześnie; Zaklęcia Skorpiona, które paraliżowało

nerwy, ale było o wiele bardziej skuteczne od Petrificus Totalus, ponieważ dało się je

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги