przerwać jedynie poprzez podanie beozaru, oraz Zaklęcia Próżni, które blokowało
drogi oddechowe i sprawiało, że ofiara zaczynała się dusić i nie mogła złapać tchu.
Wszystkie trzy były ciekawe i na pewno przydatne, ale... to jeszcze nie było to, czego
szukał. Czy naprawdę nie istniało nic bardziej niebezpiecznego, ale co nie
kwalifikowałoby się jako Czarna Magia?
Przechodząc przez Pokój Wspólny, mimowolnie zerknął na siedzących przed
kominkiem Rona, Hermionę i Ginny. Ron obrócił się i posłał mu ponure, zdradzone
spojrzenie. Hermiona zagryzła wargę, a na jej twarzy pojawił się głęboki smutek.
Ginny szybko umknęła wzrokiem i skierowała go w stronę kominka. Wciąż była na
niego obrażona za to, co jej wtedy powiedział. Wszyscy się od niego odwrócili.
I dobrze.
***
Harry otworzył oczy. Przekręcił głowę i zerknął na zegarek. Była piąta nad ranem.
Zostało mu siedem dni.
***
Po raz pierwszy w życiu Hermiona nie potrafiła skupić się na lekcji. Próbowała
notować to, co mówił Binns, ale wszystko jakoś przepływało przez nią, nie
pozostawiając po sobie nawet śladu. Siedzący po jej lewej stronie Ron całym sobą
starał się ignorować istnienie Harry'ego. Najwyraźniej postanowił udawać, że jego -
jeszcze do niedawna - najlepszy przyjaciel w ogóle nie istnieje. Usta miał zaciśnięte
tak bardzo, iż obawiała się, że po zakończeniu lekcji nie będzie mógł ich rozkleić. Nie
odzywał się do Harry'ego od poniedziałku. Próbowała przemówić mu do rozsądku,
ale to nic nie dawało. Był uparty jak Centaur.
Z kolei siedzący po jej prawej stronie Harry z każdą chwilą coraz bardziej
przypominał jej uczącego ich ducha. Jego skóra była znacznie bledsza niż wcześniej,
niemal przezroczysta. Drżące powieki raz po raz opadały na przekrwione oczy.
Schudł w ciągu ostatniego tygodnia. Zawsze był drobny, ale teraz potrafiłaby policzyć
kości na jego dłoniach. Wydawał się zapadać w sobie. Jedynie jego oczy się nie
zmieniły. Nadal były jaskrawozielone, pomimo iż teraz nie patrzyły już zza okularów
ze swą zwyczajową zaciętością. Kryła się za nimi wciąż ta sama pustka, którą
przyniósł ze sobą z zaśnieżonych błoni. Zimna i nieprzenikniona.
Hermiona zagryzła wargę i pochyliła się nad swymi notatkami. Niewiele zapisała.
Kilka bezużytecznych słów. Zresztą jaki to miało sens, skoro wszystko wokół się
rozsypywało? Ich przyjaźń wisiała na włosku. Zawsze byli razem, we trójkę, a teraz
Harry wyraźnie się oddalał i ledwie już dostrzegała jego sylwetkę na horyzoncie. Ron
ciągnął ją w przeciwnym kierunku, a ona stała pośrodku, próbując przytrzymywać
zarówno jednego i drugiego, by nie dopuścić do tego, by stracić ich z oczu. Ale jak
długo jeszcze zdoła utrzymać ich razem? W końcu nie wytrzyma i puści któregoś z
nich... i co wtedy?
Z otępienia wyrwał ją dzwonek. Zamrugała oszołomiona i rozejrzała się po sali.
Uczniowie błyskawicznie poderwali się z miejsc, pragnąc jak najszybciej opuścić
klasę i nie przejmując się tym, że profesor Binns nie skończył jeszcze mówić.
Spojrzała na Rona, który ze złością pakował swoje rzeczy, a następnie przeniosła
wzrok na Harry'ego, przyglądając się, jak spokojnie zapina torbę i podnosi się z
miejsca.
I wtedy czas zwolnił swój bieg i Hermiona widziała to dokładnie... widziała, jak oczy
Harry'ego uciekają mu w głąb czaszki, twarz staje się biała niczym wosk , a on...
osuwa się na ziemię, uderzając biodrem w krawędź ławki, a głową w twarde deski
podłogi. Jego okulary pękły i przetoczyły się na bok, a torba otworzyła się, wysypując
swą zawartość.
Przez ułamek sekundy, który wydawał się trwać wiele godzin, w klasie zapadła
wibrująca cisza, jakby ktoś upuścił monetę i wszyscy w napięciu czekali, aż się
zatrzyma.
Czas powrócił, uderzając ją w głowę niczym obuchem. Usłyszała czyjś krzyk i
dopiero po chwili zorientowała się, że to jej własny głos. Zerwała się z miejsca i
przypadła do nieprzytomnego przyjaciela.
- Harry! - Złapała go za ramiona i delikatnie przewróciła na plecy, słysząc w uszach
szaleńcze bicie własnego serca i krew pulsującą w głowie. - Niech ktoś pobiegnie po
panią Pomfrey!
- Ja pójdę! - krzyknął blady jak ściana Neville i wybiegł z klasy, przeciskając się
pomiędzy podchodzącymi coraz bliżej, zaciekawionymi uczniami, z których każdy
chciał zobaczyć, co się stało.
Ron opadł na kolana po drugiej stronie Harry'ego. Był równie blady jak Neville.
Hermiona położyła trzęsącą się dłoń na klatce piersiowej przyjaciela. Oddychał.
Zalała ją fala lodowatej ulgi. Przez moment bała się, że... że... To przecież mogło być
wszystko!
- Harry, słyszysz mnie? Harry! - krzyczała, potrząsając go za ramiona. Wątpiła, że to
cokolwiek da, ale musiała coś zrobić. Cokolwiek, byle zagłuszyć ten paraliżujący
szum we własnej głowie. Bezradność doprowadzała ją do szału. Spojrzała na Rona.
Wpatrywał się w Harry'ego z szeroko otwartymi oczami i malującym się na twarzy
zagubieniem. Podniosła głowę i rozejrzała się po skupionych wokół uczniach.
Szeptali pomiędzy sobą, zachowując się tak, jakby oglądali jakieś interesujące
przedstawienie.
- Wynoście się stąd! - krzyknęła. - Zróbcie mu miejsce, żeby mógł oddychać!