- Dumbledore na pewno nie pokonał Grindelwalda zaklęciem rozbrajającym.

Tonks nabrała tchu.

- Nie, ale walczył z nim, kiedy był znacznie starszy od ciebie.

- Myślisz, że ja będę miał tyle czasu? - Pytanie zawisło w powietrzu, pomimo ciężaru

myśli, które za sobą pociągnęło.

Tonks zmrużyła oczy, przyglądając się Harry'emu w zamyśleniu. Harry nie był jej

dłużny, patrząc na nią wyzywająco.

To była jego jedyna szansa. Musiał postawić wszystko na jedną kartę. Tylko ona

mogła mu jakoś pomóc. Jeżeli odmówi, to... no cóż, wtedy zostanie całkowicie sam.

- Zawsze wiedziałam, że jesteś o wiele bardziej niepokorny, niż nam się wszystkim

wydaje - odezwała się w końcu, pozwalając, by na jej wargi wypłynął szelmowski

uśmieszek.

- Czyli... pomożesz mi?

- Tak, mogę nauczyć cię kilku... sztuczek.

*

- Dokładnie się sobie przypatrz, Harry. Zapamiętaj siebie, zapamiętaj swoją postawę,

każdy szczegół swojego wyglądu - instruowała Tonks, stojąc obok ogromnego lustra,

które przetransmutowała z wieszaka na ubrania. Harry stał naprzeciw lustra,

trzymając w złączonych dłoniach skierowaną ku górze różdżkę i przyglądał się

swojemu odbiciu. Potargane włosy, okrągłe okulary. Ciemne spodnie. Biała koszula,

rozpięta pod szyją. Poluzowany krawat w kolorach Gryffindoru. Dobrze wiedział, jak

wygląda. Wystarczająco wiele razy oglądał się w lustrze i na zdjęciach w Proroku

Codziennym.

- A teraz zamknij oczy i przywołaj swój obraz - mówiła dalej Tonks.

Harry wykonał polecenie, próbując wyobrazić sobie siebie, stojącego tuż obok.

- Skup się. Nie myśl o niczym innym, tylko o tym, jak wyglądasz.

Harry mocniej zacisnął powieki. Stworzył w umyśle swój obraz, ale był on lekko

zamazany. Nie potrafił go wyostrzyć.

- A teraz wypowiedz zaklęcie.

Harry nabrał tchu i jeszcze bardziej ścisnął trzymaną w dłoniach różdżkę.

- Effigia.

Poczuł mrowienie w całym ciele i usłyszał obok lekkie pyknięcie. Momentalnie

otworzył oczy i spojrzał w bok, ale zobaczył tylko rozwiewający się szybko,

niewyraźny kształt, przypominający fatamorganę.

- Coraz lepiej - uśmiechnęła się Tonks.

To była jego trzecia próba. Chyba najbardziej udana jak do tej pory.

- Zaklęcie Cienia wymaga precyzji i dokładności. Spróbuj jeszcze raz. Nie chodzi

tylko o twój wygląd, Harry. Musisz zapamiętać sposób, w jaki się poruszasz. Potrafić

przewidzieć każdy swój ruch. Wyobrazić go sobie. Zamknij oczy.

Harry wykonał polecenie.

W jaki sposób się poruszał? Skąd miał to wiedzieć? Człowiek odbiera siebie zupełnie

inaczej niż inni. Ponieważ jest zamknięty wewnątrz siebie, ma ograniczoną

percepcję. Musi w takim razie znaleźć sposób, aby spojrzeć na siebie z zewnątrz.

Oczami kogoś innego.

Jak może widzieć go Tonks? Jak może widzieć go...

Zobaczył siebie. Nagiego, bez okularów, z zielonym ręcznikiem przewieszonym

przez ramiona, stojącego obok wysokiej, ciemnej sylwetki.

Tak. To jest to!

- Effigia.

Tym razem mrowienie objęło nie tylko skórę, ale również całe jego wnętrze. Doznał

wrażenia, jakby coś się w z niego wyrywało. Zakręciło mu się w głowie i musiał

szybko otworzyć oczy.

Spojrzał w bok i napotkał uważne spojrzenie zielonych oczu patrzących na niego zza

okrągłych okularów.

Zamrugał. Harry obok również zamrugał.

- Brawo, Harry! - usłyszał podniecony krzyk Tonks. - Nie sądziłam, że tak szybko ci

się uda! Jestem pod wrażeniem, naprawdę! Świetna robota!

Harry spojrzał na nią. Harry obok również. Potem zerknął w lustro i dla próby uniósł

dłoń. Jego cień zrobił to samo.

- Może rzucać zaklęcia? - zapytał i natychmiast umilkł, kiedy jego głos zabrzmiał

podwójnie. Ale głos tego drugiego Harry'ego był nieco inny. Zawsze odbieramy swój

głos inaczej, kiedy mówimy, a kiedy słyszymy go z zewnątrz.

- Oczywiście - odparła Tonks. - Będzie robił dokładnie to samo, co ty.

Harry spojrzał na nią. Miała skrzyżowane na piersi ramiona i uśmiechała się z dumą.

- Jak wiele... - zaciął się i ponownie przeniósł wzrok na swoją drugą wersję. - Ilu ich

można zrobić?

- Ilu zechcesz. Oczywiście każdy kolejny to coraz większy wysiłek i większa trudność,

ale ćwiczenie czyni mistrza. To zaklęcie już wiele razy uratowało mi tyłek. Wyobraź

sobie, że z kimś walczysz i nagle wszędzie wokół ciebie pojawia się dziesięć kopii

twojego przeciwnika. Którego zaatakujesz?

- Wszystkich po kolei?

- No właśnie. Nie jesteś w stanie zrobić tego na raz, zwłaszcza jeśli biegają we

wszystkie strony. I dzięki temu zyskujesz kilka sekund przewagi, potrzebnych akurat

do tego, aby rozbroić zdezorientowanego przeciwnika.

Zanim Tonks skończyła mówić, drugi Harry zaczął się z wolna rozwiewać i już po

chwili nie było po nim śladu. Harry doznał wrażenia, jakby nagle odebrano mu

połowę mocy. Zakręciło mu się w głowie i zachwiał się, przyciskając dłoń do czoła.

- No tak, to nie jest zbyt przyjemne - powiedziała Tonks, wzdychając. - Niestety

jedyną wadą tego zaklęcia jest to, że ogromnie wyczerpuje. Każdy kolejny cień to

rozdzielanie własnej mocy na coraz mniejsze kawałki. I kiedy cień znika, oddana mu

moc znika wraz z nim. I mija trochę czasu, zanim ponownie się zregeneruje.

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги