Myślała o tym przez całą lekcję. Nie dokończyła eliksiru. Po raz pierwszy w życiu nie

uwarzyła eliksiru, ale nie obchodziło ją to. Snape'a również wydawało się nie

obchodzić, ponieważ ani razu nie podniósł się zza swego biurka, by zrobić obchód

albo sprawdzić ich wyniki. Po dzwonku po prostu kazał im zostawić na ławkach

podpisane eliksiry i wyjść.

Hermiona znalazła się za drzwiami jako pierwsza. Chciała jak najszybciej odwiedzić

Harry'ego.

Wbiegła do szpitala i natychmiast przypadła do łóżka przyjaciela. Spał. Na szafce

obok zauważyła silną miksturę nasenną.

Przysiadła na skraju łóżka i ujęła jego chłodną, wiotką dłoń. Ron przystanął za nią.

Poczuła jego ciepłą rękę na swoim ramieniu.

Znowu byli razem. Kiedy byli we trójkę, potrafili pokonać nawet największe

przeszkody. Teraz też tak będzie.

- Tylko do nas wróć - wyszeptała.

--- rozdział 60 ---

60. I don't believe you (Prolog)

No I don't believe you

When you say don't come around here no more

I won't remind you

You said we wouldn't be apart

No, I don't believe you

When you say you don't need me anymore

So don't pretend

To not love me at al

Just don't stand there and watch me fall

Mówi się, że nawet będąc nieprzytomnym, odczuwa się bodźce zewnętrzne, takie jak

zapach, dotyk, głos. Obecność. Nawet jeżeli po przebudzeniu się ich nie pamięta, ich

sugestia pozostaje w najgłębszych zakamarkach umysłu i serca, niewidoczna i

nieuświadomiona, ale jednak oddziałująca na wszystkie późniejsze myśli i działania.

Dlatego tak ważne jest, aby po prostu być przy kimś, kto pogrążony jest w śpiączce.

Okazywać mu uczucia. Bliskość.

Czułość.

***

Harry powoli otworzył oczy. Światło oślepiło go, więc zamknął je z powrotem. Powieki

miał ciężkie jak z kamienia i wydawało mu się, że skleiły się ze sobą, dlatego tak

trudno było mu je unieść. Ale musiał to zrobić, aby dowiedzieć się, gdzie jest. I co się stało.

Z wysiłkiem otworzył jedno oko i kiedy jego źrenica przyzwyczaiła się już do światła,

otworzył drugie.

Zobaczył nad sobą biały sufit. Mrużąc oczy, przesunął lekko głowę i rozejrzał się po

pomieszczeniu.

Skrzydło szpitalne. Znajdował się w skrzydle szpitalnym. Skąd się tu wziął? Ostatnie,

co pamiętał, to zajęcia z Historii Magii. Pamiętał, że spakował się i chciał wyjść z

klasy, ale wtedy zakręciło mu się w głowie i...

Och.

Pozwolił swoim powiekom opaść. Utrzymanie ich otwartych stanowiło zbyt duży

wysiłek.

Czuł się dziwnie. Jakby obudził się z jakiejś śpiączki. Wszystkie kończyny miał

ociężałe, a w klatce piersiowej czuł nieprzyjemny ucisk. Nagle wszystko wydawało

się takie... - Otworzył oczy i ponownie się rozejrzał. - ...takie wyraźne. Jakby

wcześniej patrzył na świat zza jakiejś zasłony. Coś się w nim zmieniło. Ale co?

Poruszył prawą dłonią, czując mrowienie w końcach palców. Uniósł ją powoli i

dotknął swojego serca. Wyczuwał jego bicie. Całkiem jakby wcześniej... jakby

zapomniał, że je ma.

Ponownie uniósł dłoń i przyjrzał się jej. Nie wydawała się inna, ale jednak... mrowiła

tak dziwnie i miał niejasne wrażenie, że... jest nieco cieplejsza niż reszta ciała.

Rozgrzana.

Opuścił ją i podparł się na łokciach, spoglądając w wysokie okna. Na zewnątrz było

ciemno. Która mogła być godzina? Ile czasu tu spędził?

Oparł się o wezgłowie łóżka i sięgnął po leżące na stoliku nocnym okulary. Włożył je

na nos i spojrzał na wiszący na przeciwległej ścianie, tykający cicho zegar. Było wpół

do ósmej wieczorem. To znaczy, że właśnie omijała go kolacja.

Na samą myśl o jedzeniu, jego żołądek skurczył się i zaburczał przeciągle. Po raz

pierwszy od tygodnia poczuł się naprawdę głodny.

Może powinien wstać, ubrać się i pójść do Wielkiej Sali?

Jednak w momencie, w którym zaczął rozważać tę możliwość, drzwi szpitala

otworzyły się i do środka weszła pani Pomfrey, a zaraz za nią pojawili się Hermiona i

Ron.

- Harry! - Hermiona pierwsza znalazła się przy jego łóżku. Objęła go za szyję i tak

mocno przytuliła, że na chwilę stracił dech w piersiach. - Nareszcie się obudziłeś! Tak

bardzo się martwiłam!

- Jak się czujesz, kochaneczku? - zapytała pani Pomfrey, przyglądając mu się ze

zmarszczonymi brwiami i wyrazem zatroskania na twarzy.

- Całkiem dobrze - odparł Harry, kiedy Hermiona już go puściła i mógł normalnie

oddychać.

- Zaraz dostaniesz kilka wzmacniających eliksirów, a skrzaty przyniosą ci kolację. I

nie myśl nawet o wyjściu z tego łóżka, dopóki nie zjesz wszystkiego co do ostatniego

okruszka. Już dawno nie trafił mi się tak osłabiony uczeń. Doprawdy, postanowiłeś

się zagłodzić?

- Nie, ja tylko... - zaczął Harry.

- Możecie przy nim posiedzieć, ale proszę go nie przemęczać. Idę przygotować

eliksiry. - Pielęgniarka odwróciła się i weszła do swojego gabinetu.

Harry spojrzał na przyglądających mu się przyjaciół. Hermiona wyglądała tak, jakby

wypiła Eliksir Szczęścia, a Ron... no cóż, Ron przedobrzył chyba z Eliksirem

Zakłopotania, jeżeli takowy istniał.

- Trochę się przestraszyliśmy, kiedy tak wczoraj walnąłeś - odezwał się po chwili

Ron, odchrząkując nerwowo.

Harry rzucił mu zaskoczone spojrzenie.

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги