Każdorazowe wejście hyppyresa do Ślepego Oka odwracało uwagę strategosa od rozgrywanej na ścianach, suficie i podłodze bitwy, delikatna poświata nagiej skóry pyrowej rozpędzała po pomieszczeniu tysiące cieni. Mimo że Aurelia zawsze pamiętała, by wpierw uspokoić serce i oddech. Dopiero gdy Kratistobójca pozornie przestawał zwracać na nią uwagę, mogła z nim swobodnie rozmawiać. Starała się też nie patrzeć wprost na niego, nie podchodziła zbyt blisko i odsuwała się spod jego spojrzeń.
Kratistobójca wskazywał jej pyryktą aktualne położenie Skoliozy.
— Nie schodzą do sfer podsłonecznych, teraz ciągną po epicyklu Jowisza. Aether słoneczny poniesie nas tutaj, a tuż pod sferą Jowisza rozwiniemy Kwiat. Zamkniemy ich tam, jeśli tylko nagle nie zawrócą. Ale nawet jeśli — aether jowiszowy jest tak szybki… Mamy duże szanse.
Aurelia dobrze znała zasady gwiezdnej żeglugi, prawa budowane przez wieki przez Eudoxosa, Aristotla, Provegę, Orte Hassana, Boreliusza i innych. Wokół Ziemi obracają się sfery aetheru, zagęszczenia orbit uranoizy, układające się we w miarę harmonijną mekanikę nieba. Każda sfera niesie swoją gwiazdę — planetę lub Słońce — zbudowaną z cefer charakterystycznych dla danej sfery, wiążących uranoizę z arche innych żywiołów; w Słońcu na przykład związany jest głównie pyr. Sfery poruszają się z różną prędkością i pod różnymi kątami. Nie jest to ruch tak bosko doskonały, jak sobie wyobrażali pierwsi filozofowie i astrologowie, ponieważ aether nie trzyma się jednego środka, prawie zawsze wchodząc na deferenty, choćby minimalne, i przeskakując na orbity wokół jeszcze wyższych epicykli. Provega twierdził wręcz, że dla aetheru nie istnieje coś takiego jak „pierwszy deferent” — są tylko epicykle, o odchyleniu i mimośrodzie dostrzegalnym lub niedostrzegalnym dla ludzkiego oka.
Na tych więc epicyklach krążą wokół Ziemi: Księżyc, Merkury, Wenus, Słońce, Mars, Jowisz, Saturn. Oddalając się od Ziemi, wlatujemy w sfery o różnej średniej prędkości i kierunku obrotów uranoizy. Rozwija się więc żagle, rozkłada skrzydła i — manipulując kątem ich nachylenia oraz wykorzystując numerologię cefer materiału, z jakiego zostały wykonane — wyłapuje się aether pędzący po orbicie, po której łódź ma zostać pociągnięta. Aby poruszać się wskroś sfer niebieskich lub im wbrew, należy ostrożnie halsować w epicyklach lżejszego aetheru. Tak żegluje się po niebie.
Z analizy przemieszczeń Skrzywienia wynikało, że adynatosi również uzależnieni są od mekaniki niebieskiej; inaczej Kratistobójca nie mógłby w ogóle marzyć o zaskoczeniu ich i otoczeniu w otwartym kosmosie. Nadal jednak miał przed sobą do rozwiązania niezmiernie skomplikowane zadanie nawigacyjne.
Aurelia przyglądała się, jak ćwiczy na onyxowym niebie kolejne warianty manewru okrążającego, nazwanego Kwiatem. Księżycowa Flota winna rozwinąć się przed Skrzywieniem niczym wiosenny pąk i zamknąć wokół adynatosów niczym rosiczka. Piękno manewru polegało na tym, że po wprowadzeniu Floty na wyjściowe pozycje, to jest po zejściu przed adynatosów z szybszych epicykli, cały dalszy ruch zarówno Floty Księżycowej, jak i Arretesowej, wynikać będzie wyłącznie z astrometrii niebieskiej i Kwiat winien się zamknąć samoistnie, niczym jakaś misterna mekaniczna pułapka, śmiertelne perpetuum mobile. Aurelia była już w stanie dostrzec to piękno, na tyle objęła ją aura strategosa, że rozpoznawała jego Formę nawet w tym, co nie istniejące, co dopiero pomyślane. Najpiękniejszy jest plan, który wykonuje się sam. Bóg strategosów nie stworzył świata — On go jedynie sprowokował do zaistnienia.
— Problem pierwszy — Kratistobójca przyciskał dłoń do zimnego nieba. — Jak podejść do nich tak, by zauważyli nas dopiero wtedy, gdy będzie już dla nich za późno, gdy makina się zatrzaśnie? Nie możemy się zbliżać w płaszczyźnie ekliptyki, Słońce wyświetliłoby nas niechybnie, jak nie za pierwszym, to za drugim okrążeniem. Czy adynatosi obserwują nieboskłon? Zauważą zaćmienia gwiazd stałych. Jedyna nasza szansa to szybkość. Zejdziemy na Skrzywienie z pełną prędkością cefer pyrowych, aetheru Słońca. Sofistesi i mekanicy przepowiadają mi jednak znaczne straty po wejściu w sferę Jowisza, w tak brutalnym halsie uranoiza wyższych orbit potnie nam skrzydła.
Kratistobójca mówił zwrócony do niej plecami, z uniesioną głową i ramionami obejmującymi onyxoskłon — jakby istotnie był Atlasem tego kosmosu, jakby od jego namysłu i decyzji zależało przetrwanie Słońca, planet, gwiazd. Potem Aurelia zreflektowała się, że w pewnym sensie tak właśnie było.
— Problem drugi: jak skoordynować uderzenie w podobnym rozproszeniu? Nie mogę słać szalup, zbyt daleko, zbyt wolno. Nie mogę dawać świetlnych sygnałów, zdradzę się przed adynatosami. Muszę wykreślić plan na dni i tygodnie naprzód, plan dla każdej części Floty, dla korony każdego z kratistosów, i zawierzyć, że zostanie on wykonany poprawnie aż do momentu rozwinięcia Kwiatu.