Nad Czarnym Stawem wschodzi jasna noc, zagłąda gwiazda do mojego okna. Niech będzie nam nie tęskno, nie samotno. Jak młody wilk, nad lasem woła już księżyc. Czas leczy bol. Tu zostam żyć w spokoju. I lepiej nie pamiętać już, że gdzieś jest inne życie — і ta dawnia wieś, gdzie krzyż moj na cmentarzy stoi.* * * Spalone skrzydła o niebie prosi. Wołać do Boga czy staćie mnie głosu… Trzyma mi ziemia, życie mi trzyma. Wierzę — odejszła zła ciężka zima. Brzoza złamana znow już zielona. Poznali niebo skrzydła spalone.Srebrny deszcz Srebrny deszcz u okien śpiewa, naboso po trawie biega. Młoda wiosna. Usmiech nieba. Srebrny deszcz — jak list od ciebie. Jak borowka w lesie pachnie! Pachnie życiem.* * * Na ziołach krew — to słońce spada w las, jak złoty poraniony ptak. To las za tobą płacze w smutny czas! Tu każde drzewo, każdy krzak pamięta ciebie і do ciebie woła. Tu twoja ścieżka boli, boli…Deszcz — ptak Jesienny deszcz — to tylko srebrny ptak, w samotnym niebie cicho, cicho woła. Spokoj na ziemie, w sercu і dokoła. Deszczowy czytam potajemny znak. Rozprawie skrzydła, jak jedwab, ułewa — to śiwy kruk, że ma tusiąc już łat, w samotnym niebie o nadzieji śpiewa, kołysze senny, mokry biały świat.* * *
W.O.
Ludzi nie słuchaj — ja nie umierła. Brate moj, synie, jak ci zostawić? Będzię jaskołkę pod twojim dachem, będzię ja trawę na twojich ścieżkach, wiatrem łagodnym, aniołem twojim. Ludzi nie słuchaj — ja nie umierła.Dzwon Woła dzwon, boli dzwon. W lesie — czarnej nocy krok, na dzwonnicu wschodzi cudzy, na dzwonnicu wschodzi wrog! Niby serce, woła dzwon. Krwi nad lasem święty dzwon. Rwie powrozow żyły dzwon.Winsent Wan Gog Się chowa słońce w słonecznekach. Śiwieje ruda głowa dnia. Na starcze czarne dłonie ziemi, szorstki, popękani, łagodni, syn — słońce — rudu głowu chyli. Jak w zł otem morzu, w słonecznekach — aż po ramiona, aż do gardła — samotny idzie rudy malarz. On bol і piękność całej ziemi umieśćił w swoje serce, nie większe od skowronca.* * * Nie zobaczę wschod księżyca, nie zatańczę z młodym deszcziem, nie dośpiewam swojich wierszow, gorzkich, niby czarne wino…* * * Ja nie zamykam swoje drzwi ni dla żebraka, ni dla wroga. Odwarte moje serce wam, niech jestem glupa і bezbronna. Ta szczerość płonie w mojej krwi — Ja nie zamykam swoje drzwi.Gdy śpiewa rosyjski barda
W.O.
Czerwony wiatr krzyżowych wojen. Ten głos minęłych dawnich czasow. Nadzieja. Bol. Pragnienie życia. Gitary struny naprężone, jak strzały tej odejszłej bitwy. Poeta pod przyceliem rampu, I spada cień, jak chore skrzydła.* * *