– Dziwię się, że nosi te odznaczenia, skoro zostały mu wręczone w tak niehonorowy sposób. – Geary spojrzał na rozanieloną Desjani. Ucieszyło ją, że nikt nie ma zamiaru negocjować z DONem dowodzącym flotyllą. – Jeszcze dwie godziny. Potem będzie już za późno. Unikniemy skutków implozji wrót.
– To może być bardzo ciekawy eksperyment z upływem czasu – zauważyła Tania. Spojrzała na wyświetlacze. Geary wiedział, że przygląda się temu samemu elementowi, który przyciągnął jego uwagę do ekranów. Syndyckie wrota hipernetowe wisiały w przestrzeni jak wielkie oko, które obserwowało ich nieustannie niczym mityczny cyklop, igrając z nimi, gotowe w każdej chwili uwolnić przerażającą moc. – Te godziny wydadzą się wielu z nas dłuższe od całych dni – kontynuowała Desjani. – Kiedy ma pan zamiar wydzielić zespół uderzeniowy?
– Jak tylko wykonamy zwrot w stronę stożka cienia gwiazdy. – Odwlekał jak mógł moment wydania rozkazu Duellosowi, lecz musiał to w końcu uczynić.
Skinęła głową, a on zrozumiał, że po raz kolejny próbowała wymusić na nim decyzję, której nie zamierzał podejmować.
– Reszta floty może kontynuować bombardowanie, gdy znajdziemy się w stożku cienia gwiazdy – zasugerowała – ale jeśli Syndycy zdecydują się na ucieczkę, nasz zespół uderzeniowy nie zdoła ich dogonić. Nawet pancernik może uciec przed liniowcami, kiedy ma dużą przewagę odległości.
– Wiem. To podstawowa kwestia, którą staram się rozwiązać. Gdyby tylko istniała inna szansa na dopadnięcie przywódców Światów Syndykatu!… Miałem nadzieję, że przyłapiemy ich na powierzchni drugiej planety, ale teraz, kiedy wiem, że siedzą na tym pancerniku, tuż przy punkcie skoku, straciłem możliwość wywarcia nacisku na nich. – Rione wspomniała mu wcześniej, że większość DONów rządzących Światami Syndykatu skupia się wyłącznie na własnych karierach, więc nie mogąc zagrozić ich życiu i majątkowi, miał ograniczone pole manewru. Przeniósł wzrok na tę część systemu, w której przebywał pancernik z przywódcami wroga. Nie sposób ich dopaść, chyba że pomogłyby w tym załogi okrętów, na których się ukrywają…
– Admirale… – zaczęła Desjani.
– Chwileczkę. – Geary starał się skupić na pomyśle, który właśnie świtał mu w głowie. Pancernik i trzy ciężkie krążowniki. To miało związek z nimi. I z pojmanym DONem nazwiskiem Boyens, z czymś, co powiedział… – Pani senator – zwrócił się do Costy – czy mamy jakieś stacjonarne siły obronne w Systemie Jedności?
Skinęła głową, marszcząc przy tym brwi.
– Oczywiście.
– Czy są przydzielane rotacyjnie? Wysyłacie tam nowe oddziały, oddelegowując dotychczas służące jednostki do innych zadań?
Bruzdy na jej czole pogłębiły się.
– Nie. Wolimy, aby to były jednostki miejscowe, ponieważ… – Costa rozejrzała się lękliwie, zdając sobie sprawę, że mało brakowało, a przyznałaby, iż rząd obawia się zdrady ze strony własnej floty. – Ponieważ znają teren – wybrnęła po chwili.
Geary dopadł konsoli, by odszukać dawne nagrania.
– Kapitanie Desjani, potrzebuję obrazów przedstawiających sytuację w tym systemie z czasów, gdy obejmowałem dowództwo. Ale nie naszej floty, tylko syndyckiej.
Tania skinęła ręką na wachtowego i moment później przed Gearym pojawiło się historyczne nagranie. Przewinął je, oddalając się od gigantycznej masy okrętów wroga, które przyszpiliły flotę Sojuszu i czekały już tylko na rozkaz, by ją ostatecznie zniszczyć. Szukał czegoś innego. Zrobił zbliżenie odległego sektora.
– Spójrzcie na orbitę drugiej planety!
– Pancernik i trzy ciężkie krążowniki – mruknęła Desjani. – Ciekawy zbieg okoliczności.
– Nieprawdaż? Da się ustalić, czy w obu przypadkach chodzi o te same jednostki?
– Możemy spróbować. Kadłuby okrętów tej samej klasy czasami różnią się kilkoma szczegółami. Poruczniku Yuon, proszę zbadać skanerami najwyższej rozdzielczości jednostki znajdujące się przy punkcie skoku na Mandalona i porównać je ze wskazanymi przez admirała Geary’ego. – Desjani także była ciekawa wyniku, ale czekała cierpliwie na wyniki badań.
– Kapitanie – zameldował w końcu porucznik Yuon – sensory szacują zgodność struktur kadłubowych trzech krążowników na dziewięćdziesiąt pięć procent, osiemdziesiąt dwa procent i dziewięćdziesiąt osiem procent. Zgodność w przypadku pancernika wynosi dziewięćdziesiąt dziewięć koma siedem procent. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że to te same jednostki, które były na orbicie drugiej planety podczas naszej ostatniej wizyty w Systemie Centralnym.
– Straż pałacowa – powiedział Geary. – Ten pancernik i towarzyszące mu ciężkie krążowniki mogły być w Systemie Centralnym od wielu lat.
Senator Costa wciąż miała ściągnięte brwi.
– Zatem mamy bardzo podobne zabezpieczenia na poziomie rządowym. Ale dlaczego uważa pan ten fakt za tak ważny, admirale?
– Ponieważ pojmany DON, którego mamy na pokładzie, twierdził, że Syndycy bardzo nie lubią, kiedy załogi okrętów pilnujących ich systemów gwiezdnych utrzymują kontakty z miejscową ludnością.
– To chyba zrozumiałe. Przecież w każdej chwili mogą otrzymać rozkaz zbombardowania ich! Ale co to…