– Ci ludzie służą tutaj od wielu lat – przerwała jej Desjani. – Narzeczone, chłopcy, rodziny, musieli nawiązać osobiste więzi.

– Właśnie – poparł ją Geary. – Te okręty stacjonują tutaj, ponieważ Syndycy chcieli mieć pod ręką załogi, których wierność nie budzi najmniejszych podejrzeń. Tym samym złamali jednak zasady bezpieczeństwa. Załogi muszą czuć więzi z mieszkańcami systemu. Te planety nigdy nie były dla nich potencjalnymi celami, tylko domami ich bliskich.

Desjani uśmiechnęła się wrednie.

– Ktoś powinien ich powiadomić, jaki los szykują przywódcy Syndykatu każdej żywej istocie w tym systemie.

– Tak, ktoś powinien to zrobić. Kiedy tylko znajdziemy się w bezpiecznym miejscu, mam zamiar obwieścić wszystkim Syndykom w tym systemie, na czym polega plan awaryjny ich przywódców, i zrobię to, zanim zdołają stąd zniknąć.

Rione pochyliła się w jego kierunku.

– Naprawdę uważa pan, że załogi tego pancernika i krążowników mogą się zbuntować?

– Tak, pani współprezydent, mam nadzieję, że pomogą nam w dokonaniu zmian na kilku stanowiskach w Egzekutywie. Wszystko będzie zależało od tego, jak zachowają się pozostali DONowie, którzy są wciąż na planetach. A dowiedzą się, że zostali spisani na straty.

– Dowódca flotylli z pewnością nie poprze przewrotu – upierała się Costa. – On wie, że zostanie nam rzucony na pożarcie bez względu na to, kto obejmie władzę.

To zabrzmiało dość przekonująco.

– Zatem otrzymał dowodzenie tą flotyllą, ponieważ przywódcy Światów Syndykatu uznali, że będzie im posłuszny do samego końca, bo w każdej sytuacji jest i tak skończony.

– Będzie skończony bez względu na to, czy wygramy czy też przegramy – skomentowała jego sytuację Desjani. – I dobrze, bo mogło to spotkać kogoś milszego od niego. – Zmrużyła oczy, jakby zaczęła coś przeliczać, nie spuszczając przy tym wzroku z wyświetlaczy. – Jeśli załogi pancernika i tych trzech krążowników zbuntują się, Shalin ruszy na pomoc członkom rady. Musi to zrobić. Oni są jego jedyną nadzieją na ocalenie głowy.

Rione skinęła głową.

– Tak. Musimy się przygotować na obronę tych okrętów przed jego flotyllą.

Desjani skrzywiła się mocno. Najpierw z niedowierzaniem, potem z odrazą.

– Mamy bronić syndyckie okręty?

Geary westchnął głośno. Rozkazy, które będzie musiał wydać Duellosowi, robiły się z minuty na minutę bardziej skomplikowane.

Geary musiał opuścić mostek, chociaż zrobił to z wielką niechęcią. Pragnął jednak wprowadzić Duellosa w szczegóły misji, a to wymagało szczerej rozmowy, którą ktoś mógłby podsłuchać mimo aktywacji pola ochronnego wokół stanowiska dowodzenia.

Roberto siedział wygodnie, wyglądał na odprężonego, lecz w jego oczach widać było napięcie.

– Walka na trzy strony? To może być… interesujące.

– Zrobi się bajzel – przyznał Geary. – Czy pańskie liniowce zdołają obronić te okręty Syndykatu?

– Nie ująłbym tego w taki sposób. Ale jeśli uznamy, że chodzi tutaj o zaatakowanie jednostek Syndykatu, które chcą zniszczyć pancernik, sprawa wygląda już zupełnie inaczej. Jeśli sformułuję rozkaz w taki sposób, moi dowódcy powinni go wykonać bez szemrania. – Duellos westchnął. – Powiem szczerze: marzyłoby mi się rozpieprzenie wszystkich okrętów wojennych, jakimi dysponuje wróg w tym systemie, a potem zajęcie się tym, co z nich zostało.

– Potrzebujemy kogoś, z kim można negocjować… – Geary się zawahał, nie chciał powiedzieć następnych zdań, lecz wiedział, że to konieczne. – Jeśli stanie pan przed wyborem: zniszczyć ten pancernik czy pozwolić na odbicie go przez flotyllę wroga, proszę zrobić wszystko, by członkowie Egzekutywy nam nie uciekli. – Nie, to nie wystarczy. Powinien sformułować rozkaz jaśniej. Nie może zostawiać niedomówień, by chronić własny tyłek, i równocześnie pozwolić, by Duellos nie był do końca pewien jego intencji. – To znaczy zniszczyć pancernik.

Roberto skinął spokojnie głową.

– Kto ma zdecydować, że nadszedł odpowiedni moment na zniszczenie tej jednostki?

– Będzie pan oddalony o całe godziny świetlne ode mnie. Pan będzie musiał o tym zadecydować, opierając się na danych o aktualnej sytuacji. Poprę każdą decyzję, jaką pan podejmie.

– Kiedy ostatni raz słyszałem podobne zapewnienie z ust admirała, nie uwierzyłem w jego szczerość – przyznał Roberto. – Ale on nie nazywał się John Geary. Postaram się dowieść, że nie popełnia pan błędu, pokładając we mnie tak wielkie zaufanie.

– Ja uczynię podobnie. – Geary obrzucił spojrzeniem hologram wiszący nad stołem pomiędzy nim a Duellosem. Znajdowały się na nim wszystkie okręty wchodzące w skład wydzielonego zespołu uderzeniowego. – Dam pańskim dziewięciu liniowcom wsparcie trzech eskadr lekkich krążowników i pięciu eskadr niszczycieli. Nie mogę wysłać z wami więcej jednostek, żebyście nie stali się zbyt łakomym kąskiem dla wrogiej flotylli, niemniej zapytam: czy pana zdaniem to wystarczające siły?

Перейти на страницу:

Все книги серии Zaginiona flota

Похожие книги