– To będzie zależało od rozwoju sytuacji, ale wydaje mi się, że będziemy dysponowali dostateczną siłą ognia, by poradzić sobie w starciu z każdym zgrupowaniem wroga, na jakie się natkniemy… – Zamilkł na moment. – Wiele jednak będzie zależało od postawy kapitana Kattniga.

– Proszę go trzymać na krótkiej smyczy. On za bardzo rwie się do walki.

– Nasza flota nie zna takiego pojęcia, admirale. – Duellos wzruszył ramionami. – Zrobię co w mojej mocy. Tyle że okręty klasy „Sprytny” nie spiszą się zbyt dobrze, gdy dojdzie do frontalnego ataku.

– Straciłem już wszystkie pancerniki kieszonkowe i zamiast nich dostałem nowy, jeszcze większy problem, czyli zubożone liniowce. Kiedy wreszcie rządzący zrozumieją, że budowanie mniejszych i słabiej wyposażonych okrętów wojennych nie jest zbyt mądrym posunięciem, skoro o wiele łatwiej je zniszczyć w warunkach bojowych?

– Będzie pan to musiał zmienić w pierwszej kolejności, gdy zostanie pan dyktatorem. – Duellos się zaśmiał, aby Geary nie potraktował tej uwagi serio. – Kattnig umie walczyć. Wątpię, aby zrobił coś naprawdę głupiego.

– Nie powinien – przyznał admirał. – Miał pan okazję zapoznać się z jego ostatnimi dokonaniami na polu walki?

Roberto znów skinął głową.

– Na Beowulfie? Paskudna sprawa, ale Kattnig zasłużył na wyróżnienie.

Określenie tej bitwy mianem „paskudna sprawa” było czystym eufemizmem. Obie strony dysponowały podobną siłą ognia i masakrowały się do momentu, aż flota Sojuszu uzyskała niewielką przewagę, co zostało natychmiast okrzyknięte zwycięstwem. Pyrrusowym w opinii Geary’ego, jeśli zliczyć wszystkie straty w ludziach i sprzęcie.

– Jego okręt był już kupą złomu, a on nadal walczył – przyznał jednak.

Po zakończeniu bitwy Kattnig skupił się na ratowaniu resztek załogi do tego stopnia, że musiano mu zaaplikować środki uspokajające. To też nie mogło być powodem do wstydu, zwłaszcza po stoczeniu tak zaciekłej walki. Medycy floty orzekli, że kapitan nadaje się do dalszej służby, a wykazywanie troski o własnych ludzi, zdaniem Geary’ego, nie mogło być uznane za jego wadę.

Niemniej widział spore sprzeczności pomiędzy zapisami w kartotece Kattniga a tak wielkim, że aż niepokojącym pragnieniem, by wziąć udział w kolejnej bitwie.

– Proszę go mieć na oku. Zamierzam wydać rozkaz o wydzieleniu zespołu uderzeniowego za mniej więcej dwie godziny, gdy reszta floty skieruje się w stronę stożka cienia. Nie wiem, co będzie później, ale musimy być gotowi na każdą ewentualność. Powodzenia.

– Jeśli wrota hipernetowe zapadną się, gdy będziemy w otwartej przestrzeni, nie będę się musiał martwić, co robić dalej – zauważył Duellos. – Ale jeśli do tego nie dojdzie, spróbuję nie zawieść pokładanych we mnie nadziei.

– Nie uda ci się ich zawieść, gdybyś nawet chciał, Roberto.

Duellos uśmiechnął się, wstał i zasalutował. Jego hologram zniknął, a Geary wrócił na mostek.

Widok głowic kinetycznych spadających na powierzchnię lodowej planety pozwolił im oderwać wzrok od wrót hipernetowych, które obserwowali bacznie, wypatrując pierwszych sygnałów nadchodzącego kataklizmu. Najbardziej widowiskowe było wielokrotne bombardowanie pola lodowego na środku jednego z zamarzniętych oceanów. Fontanny parującej błyskawicznie wody wzbijały się raz po raz coraz wyżej w atmosferę, gdy kolejne głowice drążyły powiększający się nieustannie krater. Rozgrzane do białości pociski zamieniały ogromne połacie lodu w parę, wyrzucając ją przez tunel liczący kilka kilometrów średnicy. Gdy opary rozwiały się ostatecznie i umieszczony w pobliżu planety satelita multispektralny dotarł nad wybity w lodzie otwór, Desjani wydawała się zawiedziona skutkami bombardowania.

– Na dnie widać wodę, choć moim zdaniem spłynęła raczej ze ścian tunelu stopionych temperaturą spadających głowic. Nie jesteśmy w stanie określić, czy dotarliśmy do pokładów wody uwięzionej pod skorupą lodową.

– Przykro mi – mitygował się Geary. – Ale wybiliśmy niezłą dziurę w lodzie.

– Zdaje pan sobie sprawę, jak będą wyglądały ściany tego komina, gdy temperatura się ustabilizuje? Ostry kąt spadku, gładkie, liczące kilka kilometrów trasy idealnie nadające się do najbardziej ekstremalnych zjazdów. Idę jednak o zakład, że Syndycy nie podziękują nam za ich stworzenie.

– Obawiam się, że ma pani rację, zwłaszcza że wybicie tego otworu naruszyło pokrywę lodową w promieniu setek kilometrów. – Żarty na ten temat wydawały się najgłupszą rzeczą, jaką mogli w podobnej sytuacji robić, lecz to też był element pozwalający odwrócić uwagę od stanu wrót hipernetowych.

Została godzina do rozpoczęcia manewru pozwalającego na skrycie się za masą gwiazdy. Jeśli wrota zaczną rozpadać się teraz albo nawet za pół godziny, flota zostanie zniszczona tuż przed dotarciem do miejsca, w którym miałaby szanse na przetrwanie. Byłaby to prawdziwa ironia losu.

Перейти на страницу:

Все книги серии Zaginiona flota

Похожие книги