- Powinnyśmy już wracać - wychrypiała Tonks, próbując się od niej odsunąć, ale

najwyraźniej nie potrafiąc się poruszyć. Luna stanęła na palcach i wtuliła twarz w

migoczące włosy Nimfadory.

- Dotknij - wyszeptała. - Chcę... poczuć. Ten jeden raz. - Ostrożnie złapała jej dłoń i

poprowadziła w dół. Położyła ją na swoim udzie i powoli zaczęła przesuwać w górę

pod swoją spódniczkę. I jeszcze wyżej.

Harry zacisnął dłonie na desce. Czuł, jak jego serce bije coraz szybciej.

Tonks wyglądała jak sparaliżowana. Jej oczy rozszerzały się coraz bardziej, kiedy

dłoń sunęła wyżej i wyżej. I w pewnym momencie coś w niej pękło. Harry widział, jak

jej twarz eksploduje tysiącem emocji. Oczy zaczęły niesamowicie błyszczeć, a włosy

zamieniły się w złoto, kiedy pochyliła się i zamknęła wargi Luny w wygłodniałym,

niemal zwierzęcym pocałunku. Dziewczyna jęknęła w jej usta i zacisnęła palce na

ramionach, podczas gdy Tonks popchnęła ją i przycisnęła do ściany, całując jej usta

z taką siłą, jakby chciała je zmiażdżyć i pochłonąć. Harry widział ich splecione ze

sobą języki, kiedy na sekundę odrywały od siebie usta, aby zaczerpnąć tchu albo

zmienić pozycję. I wiedział, że nie powinien tego oglądać, że powinien odejść, że nie

powinno go tu być. Ale nie potrafił oderwać od nich wzroku, zbyt pochłonięty

widokiem, który roztaczał się przed jego oczami.

Ale jednocześnie poczuł w piersi niemiłe ukłucie żalu, kiedy zrozumiał, że on sam

nigdy czegoś takiego nie zazna. Że Severus nigdy nie będzie pożerał jego ust z

takim głodem i z taką namiętnością.

Dlaczego? Dlaczego Tonks mogła to robić, a Snape nie? Dlaczego Luna to dostała,

nie musząc nawet prosić, a on nie? To wydawało się takie... niesprawiedliwe.

Przestał jednak o tym myśleć, kiedy zobaczył, jak dłonie Tonks zaczynają błądzić po

ciele Krukonki. Jedną rękę wsunęła pod jej spódniczkę i już po chwili Harry zobaczył

ściągnięte gwałtownym ruchem aż do kolan białe majtki dziewczyny.

Rozszerzył oczy, widząc jak ręka Tonks ponownie wędruje do góry. Luna zajęczała w

jej usta i niemal osunęła się po ścianie. Tonks oderwała wargi od zaczerwienionych

ust dziewczyny i wpiła się w jej szyję, a jej ręka zaczęła poruszać się pod

spódniczką.

Luna odchyliła głowę do tyłu, a z jej ust wydobywały się jedynie ciche westchnienia i

niesamowicie głębokie pojękiwania.

Harry z przerażeniem odkrył, że zaczyna odczuwać pewien dyskomfort w dolnych

partiach ciała. Przestąpił z nogi na nogę i skrzywił się, czując ból ocierającej się o

spodnie erekcji.

A niech to! To chyba jakieś żarty! Przecież nie może stać tutaj i podniecać się

podglądaniem Luny i swojej nauczycielki w miłosnym uścisku. To... to niemożliwe.

Odetchnął głęboko, zacisnął na chwilę powieki i przysunął się jeszcze bliżej do

szpary pomiędzy deskami.

Z drugiej strony...

Zobaczył, jak Tonks, nie odrywając się od gładkiej szyi Luny, niezgrabnie usiłuje

wyciągnąć różdżkę ze swoich szat. Kiedy w końcu jej się to udało, obróciła głowę na

bok i dysząc ciężko, wyszeptała jakieś zaklęcie.

Harry poczuł emanujące ze środka ciepło. Ciepło, które sprawiło, że śnieg niemal

całkowicie się stopił i wsiąknął w ziemię. Schowała różdżkę z powrotem i powróciła

do wpatrującej się w nią rozmazanym lekko wzrokiem, zaczerwienionej Krukonki.

Zmieniła trochę ustawienie znajdującej się pod spódniczką ręki i uśmiechając się

zadziornie, pchnęła. Z ust Luny wydobył się zduszony pisk. Konwulsyjnie oplotła

ramiona wokół szyi Tonks, przyciskając rozchylone w niemym krzyku usta do jej

błyszczących coraz jaśniej włosów.

Nimfadora zatrzymała się na chwilę, pozwalając, by szczupłe ciało Luny rozluźniło

się, a po chwili zaczęła poruszać dłonią. Początkowo wolno, po chwili coraz szybciej.

Harry wpatrywał się rozszerzonymi oczami w znikającą pod materiałem rękę, a jego

wyobraźnia szalała, kiedy próbował wyobrazić sobie, co się tam dzieje. Oczami

duszy widział palec Tonks wsuwający się i wysuwający z Luny...

Zagryzł wargę i zacisnął dłoń na swoim pulsującym i całkiem wyraźnie dającym o

sobie znać kroczu.

Druga ręka Tonks wsunęła się pod górną cześć sukienki i zaczęła walczyć z ukrytymi

pod zielonym tiulem guzikami. Po jakimś czasie udało jej się je rozpiąć i Harry

otworzył usta, widząc wyłaniające się spod materiału niewielkie, sterczące piersi

Luny. Tonks zaczęła pocałunkami odznaczać drogę prowadzącą od szyi aż do

małych brązowych sutków. Wolną ręką objęła jedną pierś dziewczyny i zaczęła ją

ugniatać. Zatrzymała usta milimetry od drugiej piersi i łagodnie dotknęła czubkiem

języka ciemnej brodawki. Luna szarpnęła się i uderzyła plecami o ścianę, zagryzając

wargi w próbie zapanowania nad jękiem. Ale Tonks nie przerwała. Zaczęła obmywać

sutek językiem, raz za razem skubiąc go zębami, albo obejmowała go wargami i

delikatnie ssała, doprowadzając do tego, że z otwartych i łapczywie łapiących

powietrze ust Luny wydobywał się nieprzerwany jęk przyjemności.

Ale to było niczym w porównaniu z blaskiem, którym emanowały włosy Tonks.

Świeciły coraz jaśniej, coraz mocniej, tak jakby były odzwierciedleniem całego jej

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги