Podobno Voldemort rośnie w siłę, wiesz coś o tym? Czy powinniśmy się
przygotowywać do konfrontacji?" i kilka w podobnym stylu, zręcznie wplatając je w
opisy swojego zwykłego życia w Hogwarcie.
Zadowolony z rezultatu zalakował kopertę i wybrał się do sowiarni. Hedwiga
niezwykle się ucieszyła z możliwości wyrwania się z zamku i wyfrunęła przez okno od
razu, kiedy tylko otrzymała kopertę, a Harry nie musiał zachęcać jej nawet obietnicą
sowich przysmaków.
Przez kilka godzin siedział w dormitorium, leniuchując i czytając książkę, którą
podarował mu Ron. Nikt go nie niepokoił. Nawet nie wiedział, ilu uczniów zostało na
święta w Hogwarcie i szczerze powiedziawszy, nie obchodziło go to. Nareszcie miał
spokój i mógł sobie odpocząć. Co prawda, czekała na niego sterta zadań domowych,
których nauczyciele nie omieszkali zadać im w ostatni dzień zajęć, ale na razie
postanowił się nimi nie przejmować i w ogóle o nich nie myśleć. Teraz inne rzeczy
były o wiele ważniejsze. Na przykład Snape.
Na obiad postanowił jednak zejść, na wypadek, gdyby nauczyciele zaczęli
zastanawiać się, gdzie podział się ich Złoty Chłopiec. I kiedy tylko przekroczył próg
Wielkiej Sali, doznał wielkiego zaskoczenia. Nie zobaczył Snape'a, ale nie było to
wielkie zaskoczenie. Przy stole nauczycielskim, przy którym zgromadzono
wszystkich uczniów i nauczycieli, którzy postanowili zostać na święta w Hogwarcie,
siedziała Luna. I Tonks. Naprzeciw siebie. A oprócz nich pięcioro młodych
Ślizgonów, czterech Puchonów w różnym wieku i dwóch Krukonów wyglądających na
pierwszorocznych. Z Gryffindoru nie było nikogo. Harry zamrugał i ruszył w kierunku
końca sali. Dumbledore powitał go uprzejmym skinieniem głowy, a Luna uśmiechnęła
się do niego promiennie. Harry usiadł pomiędzy Krukonem i Puchonem i uprzejmie
przywitał się z każdym z nauczycieli. Oprócz Tonks, Dumbledore'a i profesor
McGonagal , na święta pozostała także profesor Sprout, profesor Sinistra, Hagrid i
profesor Flitwick. No i Snape. Dla Harry'ego równie dobrze wszyscy pozostali
mogliby zniknąć. To było trochę nie w porządku wobec Luny i Tonks, ale to przecież
nie o świętach z nimi marzył przez kilka ostatnich tygodni.
A więc Luna i Tonks także miały ten sam plan, co Harry i Snape. Na to wyglądało.
Szczególnie, kiedy tak miło się do siebie uśmiechały. Harry zagryzł wargę i zabrał się
za ziemniaki z sosem czosnkowym.
Niewiele rozmawiali. Dumbledore opowiadał coś profesor Sprout, a Hagrid przez cały
czas uśmiechał się do Harry'ego i dopytywał, kiedy dokładnie go odwiedzi. Harry
obiecał, że następnego dnia. Planował iść jeszcze później, ale przecież nie mógł aż
tak zwlekać, aby półolbrzym nie pomyślał, że wcale nie ma na to ochoty i żeby się na
niego nie obraził.
Luna nie odzywała się wiele. Rozglądała się wokół nieco rozmarzonym wzrokiem i
powiedziała Harry'emu, że wygląda na bardzo radosnego i podekscytowanego.
Jakby na coś czekał.
To byłoby głupie udawać, że tak nie jest, bo wiedział, że jakąkolwiek wymówkę by nie
wymyślił, to Luna i tak nie uwierzyłaby mu. Ponieważ widziała prawdę. Dlatego po
prostu skinął głową i pozwolił, by jego usta rozciągnęły się w uśmiechu.
- Połamania przyrodzenia - odparła radośnie i Harry przez kilka minut miał poważne
problemy z oddychaniem po tym, jak zakrztusił się ziemniakiem. Dopiero dzięki
pomocy pani Pince, która podbiegła do niego i przy pomocy różdżki cisnęła w jego
plecy silne pole uderzeniowe, udało mu się złapać haust powietrza.
Luna patrzyła na niego wyraźnie przestraszona.
- Przepraszam, jeżeli powiedziałam coś nie tak, Harry. Kilka razy słyszałam, jak moi
dalecy mugolscy krewni życzyli sobie tego, kiedy na coś czekali. Tylko, że oni mówili
o nogach, ale chyba nikt nie chciałby połamać sobie nóg, bo to bardzo bolesne. A
potem, kiedy bawili się w zjeżdżanie po poręczy i najmłodszy z nich nagle zaczął
wrzeszczeć jak opętany i dziwnie piskliwym głosem powiedział mojej ciotce, że
"uszkodził sobie przyrodzenie", to pomyślałam, że to chyba jest nawet bardziej bolesne, niż złamanie obu nóg. No i tak samo trudno się po tym chodzi, ponieważ on
tylko leżał na podłodze i się wił. Więc pomyślałam, że lepiej jest życzyć właśnie tego.
Bo jak raz życzyłam połamania nóg mojej ciotce, kiedy miała jechać na jakieś
mugolskie zabiegi przeciw reumatyzomywomowi, czy jakoś tak, to strasznie zaczęła
na mnie krzyczeć - zakończyła Luna i odetchnęła głęboko, spoglądając na Harry'ego,
który odwdzięczył się nieco nerwowym uśmiechem i pomyślał sobie w duchu, że
Luna jest wspaniałą przyjaciółką, ale gdyby miał być z nią w związku, to chyba
musiałby codziennie zażywać eliksiry, które przynajmniej częściowo potrafiłyby stępić
jego poczucie rzeczywistości. Albo zacząłby się narkotyzować.
Patrząc na zerkające ukradkowo na siebie Lunę i Tonks, przypomniał sobie o czymś.
Snape powiedział, że złoży raport na Tonks. Ale wyglądało na to, że pomiędzy
Nimfadorą a dyrektorem wszystko było w najlepszym porządku. Dumbledore
pochwalił jej tęczowy kolor włosów i wyraził nadzieję, iż oznacza on tylko jedno - że