- To była tylko niewinna zabawa. Siedziałeś tam taki smutny, więc pomyślałem, że...
- Ja nie bywam smutny, Potter - odparł kpiąco Snape. Harry odsunął się i położył
worek na fotelu. Czuł wyraźnie przylepione do siebie spojrzenie Severusa, które
wędrowało po jego sylwetce powolnymi, zamyślonymi kręgami. Tak jakby mężczyzna
zastanawiał się nad czymś, jakby, pomimo tych utarczek słownych, które ze sobą
prowadzili, myślał intensywnie o czymś zupełnie innym.
- Już dobrze. Bywasz przygnębiony. Może być? - zachichotał Harry, widząc
spojrzenie, które rzucił mu Snape, ale mężczyzna chyba w końcu zrezygnował,
widząc, że w stanie radosnego podniecenia, w którym aktualnie znajdował się Harry,
niewiele wskóra.
- Co to za worek? - zapytał, opadając z westchnieniem na swój zielony fotel.
Harry wyszczerzył się.
- A, to... przyniosłem kilka drobiazgów, które... a zresztą sam zobaczysz. - Odwrócił
się tyłem do mężczyzny, aby nie widzieć wyrazu jego twarzy, po czym wyciągnął z
worka małą, kolorową, przystrojoną bombkami choinkę. Postawił ją na środku stolika
i uśmiechnął się z zadowoleniem. A później szybko, zanim Mistrz Eliksirów dojdzie
do siebie i zdoła wydusić jakieś słowo sprzeciwu, wyciągnął z worka kilka zielono-
złotych łańcuchów i światełek i ciągnąc je za sobą, ruszył w kierunku kominka i półek.
- Potter... - do jego uszu dotarł zduszony głos Severusa, który brzmiał tak, jakby
musiał przedrzeć się przez zaciśnięte niemal do granicy połamania zęby. - Czy
możesz mi powiedzieć, co ty wyprawiasz?
Harry, nie spoglądając na Snape'a, stanął na palcach i zaczepił łańcuch o róg jednej
z półek, po czym przeciągnął go tak, aby zwisał tuż nad kominkiem.
- Uznałem, że trzeba wprowadzić tutaj trochę świątecznego nastroju. Mam nadzieję,
że nie masz nic przeciwko temu, Severusie... - Och, niech żyje ślizgońska część jego
natury! Zaczynał ją nawet lubić.
- Uznałeś, tak? Ty uznałeś? - Głos Snape zaczynał coraz bardziej przypominać syk. -
Natychmiast zabieraj stąd te śmieci!
- Przecież to tylko kilka ozdób - odparł beztrosko Harry, udając, że nie ma pojęcia, o
co to całe zamieszanie. Zaczepił świecidełka o róg biblioteczki i udekorował nimi
sporą część ściany. Popatrzył z uśmiechem na swoją pracę i wrócił na fotel. - No,
teraz jest znacznie bardziej... świątecznie. - Spojrzał na Severusa i zmarszczył brwi
widząc wściekły wzrok, który w niego wbijał. - Proszę, Severusie, to tylko na kilka dni.
- Skoro udawanie beztroskiego nie pomogło, to musi przejść do opcji "błagania".
- To o kilka dni za dużo - warknął mężczyzna i wyciągnął różdżkę, aby pozbyć się
niechcianych ozdób. Kiedy łańcuch i świecidełka trafiły do worka, Harry'emu uśmiech
spłynął z twarzy. Severus wskazał różdżką na stojącą na stoliku choinkę i zerknął na
niego. Ich spojrzenia skrzyżowały się. Harry uciekł wzrokiem i spuścił głowę,
czekając, aż mężczyzna zniszczy jego dobre zamiary i świetny nastrój. Ale nic się nie
wydarzyło. Harry poderwał głowę i spojrzał na nietkniętą choinkę, a później na
odkładającego worek na podłogę Snape'a.
- Dziękuję - wyszeptał Harry, czując, jak ciepło w jego wnętrzu ponownie się rozrasta.
- Ale nie dłużej, niż na kilka dni.
Chłopak energicznie pokiwał głową, uśmiechając się z wdzięcznością, podczas gdy
Severus wstał i podszedł do swojego barku. Przez chwilę coś w nim przygotowywał.
Harry rozparł się wygodnie w fotelu i zapatrzył w ogień.
Było miło. Nawet bardzo miło. Severus nie warczał na niego, a nawet wyglądało na
to, że... cieszy się z jego towarzystwa. Wydawał się być w wyjątkowo dobrym
nastoju. A jeżeli Severus miał dobry humor, to Harry automatycznie także był
szczęśliwy.
Odwrócił głowę do podchodzącego z powrotem do fotela Snape'a, aby mu
powiedzieć, że cieszy się, iż spędza z nim święta, ale słowa zamarły mu na ustach,
kiedy zobaczył, co Snape trzyma w dłoni.
Parujące piwo kremowe z ogromną ilością piany.
Patrzył zaszokowany, jak mężczyzna stawia je przed nim na stoliku i siada w swoim
fotelu ze szklanką whisky w ręku.
- Przygotowałem ci to, Potter, ponieważ, z oczywistych względów, nie możesz pić nic
innego - powiedział Severus takim tonem, jakby chciał uciąć wszelkie podejrzenia co
do swoich intencji.
Ale Harry nie wierzył w ani jedno słowo. Nie potrafił na razie nic z siebie wydusić,
sięgnął więc po piwo i przysunął je do ust. Pachniało cynamonem.
Spojrzał na Severusa migoczącymi oczami i uśmiechnął się szelmowsko.
- Ciekawe, skąd wiedziałeś, że je lubię?
- Każdy uczeń w tej szkole dałby się pokroić za kufel tego świństwa - odparł Severus,
usiłując nadać swojemu głosowi odcień pogardy. - Nietrudno było zgadnąć.
- Mmm... - mruknął Harry, zaciągając się cudownym, słodkim zapachem. - I do tego
ten cynamon...
Oczy Snape'a błysnęły ostrzegawczo i Harry ukrył chichot, zanurzając usta w słodkiej
pianie.
Severus pamiętał o jego prośbie. Dlaczego taki niewielki gest sprawił, że miał
wrażenie, jakby jego serce chciało wyfrunąć z piersi?
Mężczyzna upił łyk ze swojej szklanki, nie odrywając spojrzenia od Harry'ego. W jego
oczach pojawiło się coś... spragnionego. Przesunął wzrokiem po jego czerwonej