uważasz, że odbieranie punktów w czasie świąt jest niezbyt, jakby to powiedzieć,

budujące?

Mistrz Eliksirów prychnął i odwrócił głowę.

- To znaczy, że mamy im pozwolić roznieść ten zamek na kawałki i nie wolno mi

ukarać pewnych bardzo nieznośnych smarkaczy utratą nawet jednego punktu? -

zapytał.

- Och, Severusie, nie wiem, dlaczego jesteś taki skrzywiony - wtrąciła się profesor

McGonagal . - W końcu mamy święta. Dyrektorze, spotkałam ostatnio... - Pochyliła

się w stronę Dumbledore'a, aby kontynuować rozmowę. Najwyraźniej stwierdziła, że

nie będzie psuła sobie humoru kłótnią z Severusem Snape'em.

Harry wiedział, że powinien być zły na Snape'a za odebranie mu punktów, ale nie

potrafił. Czuł się teraz jeszcze bardziej podekscytowany. To przenosiło ich małą grę o

poziom wyżej. Och, dlaczego aż tak bardzo uwielbiał balansować na tej cienkiej linie,

sprawdzając jak daleko potrafi się posunąć, zanim runie w przepaść?

Przysunął się bliżej do stołu, aby mieć szersze pole manewru. Udając, że jest bardzo

zajęty swoim talerzem, szybko podniósł nogę i dotknął nią kolana Severusa,

błyskawicznie odnajdując drogę i przesuwając palcami po udzie. Czuł dreszcze,

kiedy jego stopa zbliżała się do krocza mężczyzny, już prawie dotknął, już czuł, jak

chłód ciała ociepla się... ale w tej samej chwili poczuł, jak dłoń Snape'a łapie jego

stopę i zgniata ją w żelaznym uścisku. Zacisnął zęby i usta, aby powstrzymać jęk.

Pomyślał, aby spróbować wyrwać nogę, ale nie mógł tego zrobić, nie ryzykując, że

uderzy kolanem o blat. Jednak Severus nie puszczał. Ścisnął jeszcze mocniej,

najwyraźniej rozkoszując się głębokimi zmarszczkami bólu, które pojawiły się na

czole Harry'ego, kiedy ten zacisnął powieki. To już nie było takie przyjemne. To

wcale nie było przyjemne. Kurcze, dlaczego zawsze musi go prowokować? Wiedział,

że tego pożałuje, ale nie myślał, że Severus...

W tym samym momencie mężczyzna puścił jego stopę, odrzucając ją na podłogę.

Harry gwałtownie otworzył oczy, ale zanim zdążył zareagować w jakikolwiek sposób,

owiało go najdelikatniejsze muśnięcie magii. I odkrył, że nie może poruszać nogą. I

nie może odkleić jej od podłoża. I drugiej tak samo.

Spojrzał na Severusa i zobaczył, że mężczyzna, z wyrazem triumfu na twarzy,

wyciąga dłoń spod stołu, rzuca mu błyszczące złośliwością spojrzenie i pochyla się

nad swoim talerzem, aby w spokoju dokończyć posiłek.

A niech go!

Harry szarpnął udami raz i drugi, ale nogi ani drgnęły, tak jakby zostały przyklejone

do podłogi zaklęciem trwałego przylepca. Miał szczerą nadzieję, że to jednak nie to,

bo w przeciwnym wypadku będzie miał bardzo poważne kłopoty po zakończonym

posiłku.

Kiedy kolacja dobiegła końca i wszyscy zaczęli podnosić się ze swoich miejsc,

dziękować za przemiłe towarzystwo i rozchodzić się do swoich komnat, Harry zaczął

się denerwować. Działanie zaklęcia nie mijało. Mistrz Eliksirów wstał, rzucił mu

szydercze spojrzenie i wyszedł z Wielkiej Sali. A Harry musiał zostać.

- Harry, nie idziesz? - zapytała Luna, spoglądając na niego ze zdziwieniem.

- Co? Nie, ja jeszcze... - Złapał za widelec i nałożył sobie kolejną porcję ziemniaków.

- Jestem jeszcze głodny i po prostu zostanę tu i zjem... to. - Kilka razy szarpnął

nogami, ale te ani drgnęły.

- Jak sobie chcesz. Do zobaczenia. - Uśmiechnęła się, pomachała mu i podskakując

wybiegła z sali. Kiedy wszyscy już wyszli i Harry został sam, zaczął się bardzo

poważnie niepokoić. Chyba Snape nie każe mu siedzieć tutaj przez całą noc. Miał do

niego iść po kolacji, a musi...

Plomb!

Nogi z cichym pyknięciem odkleiły się od podłogi. Harry odetchnął z ulgą.

Rozmasował zdrętwiałe stopy, założył buta i lekko utykając, wyszedł z Wielkiej Sali.

Odnalazł posąg wściekłego ghula i wyciągnął zza niego czarny worek. Zarzucił na

siebie pelerynę niewidkę, po czym ruszył do lochów. W gabinecie zdjął ją z siebie,

odetchnął głęboko kilka razy, starając się uspokoić bijące zdecydowanie za szybko

serce i wszedł.

- Twoje zachowanie podczas kolacji było absolutnie niedopuszczalne, Potter! Masz

szczęście, że okazałem ci na tyle litości, by nie zostawić cię tam na całą noc. - To

były pierwsze słowa, którymi przywitał go Severus.

Ale Harry puścił tę tyradę mimo uszu i zdeterminowany, że NIC nie zepsuje mu świąt,

podszedł do mężczyzny i uśmiechając się szeroko, przywitał się:

- Dobry wieczór, Severusie. - Po czym stanął na palcach, objął go za szyję i...

pocałował w kącik ust. Delikatnie i niemal niewyczuwalnie, ale usłyszał, jak Severus

wciąga powietrze.

Nie miał takiego zamiaru. Chciał go pocałować w policzek, ale kiedy znalazł się już

tak blisko... tak jakoś samo wyszło... Odsunął się powoli, spoglądając do góry na

przyglądającego mu się podejrzliwie mężczyznę. W oczach Severusa coś migotało.

Coś nieznanego. Harry nie wiedział, co to takiego, ale wydawało się takie.. ciepłe. I

niecierpliwe.

- Widzę, że humor ci dopisuje - powiedział kwaśno Severus. Ale pomimo tego, że nie

wyszło tak kpiąco, jak miało zamiar wyjść, Harry zrozumiał aluzję. Chyba nie obejdzie

się bez jakiegoś wytłumaczenia.

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги