Przeniósł wzrok na Severusa. Mężczyzna uśmiechał się szyderczo pod nosem, ale
nic nie mówił. Wyglądał tak, jakby nie mógł się doczekać, kiedy złoży dyrektorowi
raport i pogrąży Tonks. I cieszył się na samą myśl o tym.
Podniósł na chwilę głowę i napotkał wzrok Harry'ego. W jego oczach błysnął triumf.
Harry znał to spojrzenie, ale nic nie mógł na nie poradzić. Snape obiecał, że nie
powie o Tonks i... jednej z uczennic, lecz przecież mógł naprawdę zmieszać ją z
błotem za to, że okazała się "nieodpowiedzialną ignorantką". A Harry wiedział, że z pewnością to zrobi i że będzie miał rację.
Kiedy rozmowa zeszła z tematu imprezy, Tonks wyraźnie się ożywiła. Hagrid
zamęczał ich historyjkami o swoich kolejnych "milusińskich", a dyrektor wspominał
dawne czasy i opowiadał anegdotki z przeszłości, kiedy nie był jeszcze głową
Hogwartu. Każdy wydawał się być w niesamowicie dobrym nastroju. Harry zapomniał
o wcześniejszej rozmowie z Luną i z zaciekawieniem słuchał, jak Tonks opowiadała o
obławie na kilku niezwykle niebezpiecznych czarnoksiężników, którzy wykorzystywali
do swoich praktyk młode mugolskie kobiety. W pewnym momencie dyrektor musiał
się wtrącić i poprosił, aby z uwagi na to, że przy stole znajdują się dzieci, ograniczyła szczegółowe opisy owych praktyk. Wszyscy zaczęli się śmiać. Tylko Mistrz Eliksirów
wyglądał przez cały czas tak, jakby połknął cytrynę. Jakby pragnął tylko stąd uciec. A
Harry chciał uciec razem z nim. Wiedział, że on znacznie skuteczniej potrafi go
rozbawić i poprawić mu humor. I chciał to zrobić jak najszybciej.
- Harry, podałbyś mi bułeczki? - zapytała Tonks, przerywając na chwilę kolejną
opowieść.
Harry wyciągnął rękę, ale Luna była szybsza. Zgarnęła koszyk z pieczywem i
uśmiechając się nieśmiało, podała go Tonks. Ich dłonie musnęły się na ułamek
sekundy i w tym momencie włosy Nimpfadory rozbłysły nieco jaśniej. Ktoś, kto nie
obserwowałby uważnie, nawet by tego nie dostrzegł, ale Harry się przyglądał. I nie
tylko on. Zobaczył, że Snape uśmiechnął się drwiąco i odwrócił głowę, muskając
Harry'ego wzrokiem.
"On wie!" - przebiegło przez głowę Gryfona.
No jasne, że wie, nie jest przecież ślepym ignorantem. Potrafi obserwować, a skoro
wiedział, kogo i pod jakim kątem ma obserwować, to bardzo szybko zauważył to,
czego nie dało się nie zauważyć.
Ciekawe, kiedy się domyślił. Musiał podejrzewać to już od dawna. Przecież Harry
przez cały wieczór widział spojrzenia, które obie panie rzucały sobie nawzajem. O
cholera! Czy to oznacza, że gdyby ktoś jego też tak uważnie obserwował i
zobaczyłby spojrzenia, jakimi obdarzał Snape'a, to czy też mógłby się domyślić?
Rozejrzał się nerwowo po siedzących przy stole osobach. Ale wszyscy tylko
rozmawiali ze sobą, jedli, wymieniali się uwagami na różne tematy albo chichotali.
Nikt się na niego nie gapił. Na całe szczęście. Wszyscy wydawali się niezwykle
wręcz ożywieni i zadowoleni. Wszyscy z wyjątkiem Severusa.
Snape zdawał się być całkowicie wyłączony i odosobniony. Ciemna, nieruchoma
plama pomiędzy kolorową, ożywioną i roześmianą materią. I to było może i nieco
dziwne, ale Harry czuł się tak samo. Marzył tylko o tym, żeby wszyscy zniknęli, żeby
to się już skończyło, żeby mógł znaleźć się w lochach i... być z nim.
Potrzebował jakiegoś kontaktu. Już teraz. Musiał zobaczyć ten błysk ożywienia w
czarnych oczach. Błysk, który, wydawało się, że tylko Harry potrafi wywołać.
Nie zdając sobie sprawy z tego, co robi, strącił but i bardzo powoli zaczął przesuwać
nogę. Błogosławił w tej chwili ten długi, całkowicie zakrywający nawet jego uda
świąteczny obrus, którym przykryty był cały stół.
Udając, że je swoją porcje ryby w cieście, powoli i ostrożnie przesuwał stopę,
spodziewając się w każdej chwili natrafić na...
Jest!
Snape poderwał głowę i spojrzał na niego z zaskoczeniem, ale bardzo szybko
opanował się i przybrał chłodny wyraz twarzy. A Harry, uśmiechając się do siebie w
duchu, zaczął powoli przesuwać stopę wzdłuż łydki mężczyzny, wyczuwając pod
palcami cienki materiał spodni. Nie zaszedł jednak zbyt daleko, ponieważ Severus
gwałtownie odsunął nogę, strącając stopę Harry'ego na podłogę. Po czym, nie siląc
się nawet na to, aby być delikatnym, przydepnął mu palce.
Harry syknął i skrzywił się, wypluwając jedzenie i krztusząc się.
- Niechlujny jak zawsze - warknął Snape, wbijając w niego spojrzenie, które każdy
inny wziąłby za wyraz obrzydzenia, ale Harry doskonale widział w nim ostrzeżenie. -
Masz aż tak mało pojemne usta, Potter, że nie potrafisz utrzymać w nich nawet
jedzenia?
Harry poczuł, jak na jego policzki wypływa rumieniec.
- Niech pan przestanie komentować moje usta i zacznie pracować swoimi - odparł
cicho Harry, starając się mówić tak, aby nikt nie mógł dokładnie usłyszeć, co
powiedział.
Ku swej satysfakcji, ujrzał błysk zaskoczenia w oczach Severusa.
- To będzie cię kosztować utratę dziesięciu punktów, Potter - syknął mężczyzna.
- Ależ Severusie - odezwał się Dumbledore, odrywając się od rozmowy z profesor
McGonagal . - Nie wiem, czym nasz drogi Harry aż tak cię zdenerwował, ale nie