nim jedynie samą główkę, a później zanurzał się z powrotem, całą swoją długością,
aż po same jądra, czując, jak jego pulsujący penis przeciska się przez ciasny otwór.
I Harry także to lubił. A szczególnie lubił moment, kiedy wilgotny, rozgrzany czubek
wypełniającego go penisa uderzał w ten wrażliwy punkt w jego wnętrzu, posyłając
jego zmysły aż pod sufit. I pragnął jeszcze więcej. Pragnął jeszcze większej bliskości.
Uniósł głowę i wpił się ustami w szyję mężczyzny. Usłyszał jak Severus wydaje z
siebie jęk. Zaczął ssać skrawek skóry, czując w nozdrzach przyprawiający o zawroty
głowy zapach mężczyzny: zioła, imbir, piżmo, pot i coś ostrego, drażniącego... jakby
pożądanie. Wszystko wymieszane ze sobą i uderzające wprost w najgłębsze zmysły i
instynkty. Harry czuł, że się trzęsie, czuł, jak płomienie w jego podbrzuszu ogarniają
całe wnętrze, jak rozgrzewają każdy fragment ciała. Zaczął jęczeć w szyję Severusa,
nie potrafiąc oderwać od niego ust. Smakował pot i pełzające pod skórą drżenie. I
sądząc po zachrypniętych, coraz głośniejszych pojękiwaniach mężczyzny, on także
był już na samym skraju.
I w końcu jęknął i szarpnął głową, odrywając się od warg Harry'ego, jakby to było dla
niego zbyt wiele. Harry poczuł lekkie uderzenie w skroń. Syknął i zacisnął powieki,
czując niewielki ból. Severus szarpnął się zbyt gwałtownie i trącił go brodą. Ale to się teraz nie liczyło. Ważne było tylko to gorąco, które rosło w nim, wypełniało go...
Nagle Harry poczuł na swojej skroni delikatny dotyk ciepłych warg. Dokładnie w tym
miejscu, w którym został uderzony. Otworzył oczy, a jego serce, z niemal
szaleńczego tempa, podskoczyło i zatrzymało się w miejscu.
Severus pocałował jego twarz. Pocałował jego skroń. Pocałował zranione miejsce.
Nie, to było zbyt... nieprawdopodobne! To nigdy nie mogłoby się przydarzyć, to
absolutnie i niezaprzeczalnie... cudowne.
Snape oderwał wargi, przyglądając mu się z nieodgadnionym wyrazem twarzy, jakby
sprawdzał, czy wszystko z nim w porządku. A Harry wiedział, że będzie potrzebował
sporej ilości czasu, by przypomnieć sobie, jak się oddycha.
Jego serce ruszyło ponownie, od razu przybierając zawrotny rytm.. Tak samo, jak
pchnięcia Snape'a, który przyspieszył nagle, przymykając oczy z przyjemności, kiedy
zanurzał się w nim. Po ciele Harry'ego spływały krople potu, włosy przylepiły mu się
do czoła, a żar w jego wnętrzu osiągnął stan alarmowy i wszystko w nim zaczęło
wrzeć. Zacisnął powieki, czując, że ogień wkradł się nawet pod nie. Słyszał nad sobą
ciężkie, urywane sapanie i gorący oddech owiewający mu twarz i wiedział, że obaj są
już na samej granicy. Że już, już prawie... Jeszcze tylko jedno pchnięcie, jedno
uderzenie, jeden wybuch...
I Harry poczuł, jak jego pulsująca erekcja eksploduje przyjemnością graniczącą z
szaleństwem, pokrywając czarną pościel białymi strugami spermy. Ale on nie mógł
tego zobaczyć, ponieważ widział jedynie ogień. Ogień, który pochłonął całe jego ciało
i każdy fragment duszy. Wygiął się w stronę Severusa, a jego mięśnie napięły się tak
bardzo, iż zaczęły strzelać bolesnymi ukłuciami, jak gdyby płynął przez nie prąd. Miał
wrażenie, jakby wszystko w nim pulsowało. Żyły, mięśnie, powieki, palce,
rozlewająca się w podbrzuszu rozkosz. Ścisnął konwulsyjnie dłoń Severusa, jakby to
była jedyna realna rzecz na tym świecie. Jedyna rzecz, która utrzymywała go na
powierzchni. To i ten rozgrzany penis, wciąż uderzający w jego prostatę, posyłający
w dogorywające ciało kolejne fale rozkoszy.
Doznanie było tak intensywne, iż kiedy ostatnia fala ustąpiła i Harry w końcu opadł
na materac, mając wrażenie, że każdy nerw w jego ciele spłonął, a mięśnie roztopiły
się, odkrył, że chyba zdarł sobie od krzyku gardło.
Z trudem otworzył oczy i w polu jego zamglonego, rozmytego spojrzenia pojawiła się
twarz Severusa. Severusa, który przypatrywał mu się niczym sokół, jakby chciał
dokładnie spić każdą emocję z jego twarzy. I przyspieszył jeszcze bardziej, jakby nie
mógł się już doczekać dotarcia do finału. Jakby od tego, by jak najszybciej do niego
dotrzeć, zależało jego życie.
Harry widział wysiłek na tym zmarszczonym w wyrazie determinacji obliczu, widział
płonący w oczach głód, który nasyciwszy się widokiem zarumienionego, spełnionego
Harry'ego, rozgorzał jeszcze bardziej, jakby to go jedynie podsyciło. I pędził teraz do
celu, coraz szybciej i szybciej, uderzając biodrami w nagie pośladki i nie odrywając
spojrzenia od przypatrujących mu się zielonych, zamglonych oczu.
I wtedy Harry to zobaczył. Tuż przed tym, zanim na czarne oczy opadły powieki,
zatrzaskując je w świecie przyjemności. Zobaczył rozbłysk. Jasny, ciepły rozbłysk,
jakby to światło, które wtedy w nim widział, wreszcie przebiło się przez mrok. Jedynie
na krótką chwilę, ale to wystarczyło, aby jego serce opadło niemal do żołądka. I w
tym jednym momencie poczuł się najszczęśliwszą osobą na świecie. Ponieważ tylko
on mógł widzieć, jak ta surowa twarz łagodnieje, zmarszczki wygładzają się, a wargi
wykrzywiają w coś na kształt uśmiechu, obnażając zaciśnięte zęby, pomiędzy którymi