Zacisnął oczy, walcząc z tymi obrazami i ze łzami, które wypłynęły spod jego powiek.
Ale nie potrafił ich powstrzymać. Kilka skapnęło do umywalki.
Nie, Severus żyje, jest za drzwiami. Nic mu nie jest. Nic mu nie jest. To był tylko sen.
Tylko sen. Tylko jakiś głupi, nierealny sen. Wszystko jest w porządku.
Wziął głęboki oddech, próbując się uspokoić, ale serce wciąż biło mu zdecydowanie
za szybko, a umysł nie potrafił zamknąć dostępu obrazom, które zobaczył i które
wryły się w niego tak głęboko, iż nie był pewien, czy kiedykolwiek uda mu się ich
pozbyć.
To był tylko sen. Ale jakże realny...
Dlaczego zobaczył w nim Snape'a? Dlaczego pojawił się zamiast Cedrika? Czy to
było jakieś ostrzeżenie? Wizja?
Nie, niemożliwe. To już się wydarzyło. Ty była przeszłość, nie przyszłość.
A może... nie chciał stracić Severusa. Zasypiał z tą myślą. Że nie chce, aby odszedł.
Może więc to był zwykły koszmar. Może tak bardzo boi się go stracić, że aż mu się to
przyśniło.
Ale czy wobec tego powinno to być aż tak realne i silne? Czy powinien odczuwać to
tak, jakby wyrwano mu serce z piersi, a wraz z nim wszystkie uczucia, pozostawiając
jedynie pustkę?
Pokręcił głową, próbując oczyścić umysł.
Nie, nie chce o tym myśleć! Ma dosyć! Zapomnieć. Tak, chce już o tym zapomnieć.
Zapomnieć o tym, że Severus stał się dla niego wszystkim i jeżeli by go stracił, to...
równie dobrze mógłby sam...
Nie! Nie może o tym myśleć! Nie będzie o tym myślał!
Musi wracać. Minęło już wystarczająco dużo czasu. Nie chciał, aby Snape zauważył,
jak bardzo go to przeraziło. Musi wyjść i zachowywać się... normalnie. Naturalnie.
Przynajmniej na tyle, na ile będzie w stanie.
Opłukał usta i twarz zimną wodą i wyczyścił umywalkę. Przez chwilę jeszcze opierał
się o nią, oddychając głęboko i próbując za wszelką cenę wyglądać, jakby nic takiego
się nie wydarzyło.
Tak, miał tylko głupi koszmar, już w porządku, chodźmy spać, to nieważne...
Tak, właśnie tak.
Wyprostował się, westchnął głęboko i po omacku ruszył do drzwi. I kiedy je otworzył,
zamarł.
Za progiem stał Severus. Najwyraźniej czekał na niego. I wyglądało na to, że zapalił
w sypialni kilka świec, ponieważ Harry, nawet pomimo braku okularów, mógł dostrzec
jego odzianą w czarne, luźne spodnie i czarną koszulę sylwetkę i przypatrujące mu
się z uwagą oblicze.
I bardzo szybko uciekł wzrokiem, nie chcąc, aby mężczyzna dostrzegł jego
przepełnioną nie do końca jeszcze startymi emocjami twarz. Wbił wzrok w podłogę.
- Przepraszam, że cię obudziłem. Nie chciałem. Możemy już iść spać - mamrotał,
próbując ominąć go bokiem. Ale wtedy poczuł silne dłonie łapiące go za ramiona i
usłyszał cichy głos, szepczący:
- Chodź tutaj.
Westchnął, kiedy Severus oplótł go ramionami, przyciągnął do siebie i przycisnął do
piersi. Harry zamknął oczy i wsłuchał się w łagodny dźwięk bicia jego serca. I
wiedział, że on tutaj jest. Naprawdę jest. Po raz pierwszy od przebudzenia poczuł
wlewający mu się do serca spokój. I musiał o to zapytać, ponieważ nie potrafił
powstrzymać słów:
- Nic ci nie będzie... prawda?
Przez chwilę panowała cisza. W końcu Severus poruszył się i uwolnił go z uścisku i
Harry poczuł, jak smukłe dłonie łapią jego twarz i unoszą ją. Zobaczył ciemne,
błyszczące oczy. I dostrzegł za nimi światło. Nawet pomimo tego, że nie widział
wyraźnie, czuł bijące od nich ciepło. I usłyszał głos Severusa:
- Nie, nic mi nie będzie. To był tylko sen.
- Obiecujesz? - Harry sam był zaskoczony desperacją w swoim głosie.
Oczy Severusa nie zmieniły swego wyrazu. Ale Harry miał wrażenie, że na chwilę
coś je przysłoniło. Podejrzewał jednak, że to tylko cień rzucony przez drgające
płomienie świec.
- Obiecuję - odparł mężczyzna, a na jego twarzy pojawił się ledwie widoczny, krzywy
uśmiech. - Twoja troska jest wzruszająca, Potter. - Snape puścił jego twarz i
wyprostował się, a Harry poczuł ukłucie żalu. - A teraz wracaj do łóżka. Chyba nie
masz zamiaru stać tutaj do rana i użalać się nad sobą.
Harry uśmiechnął się mimowolnie.
- Nie - odparł.
- A to nowość - prychnął mężczyzna, odsuwając się i odwracając głowę. Jego głos
stał się nagle ostrzejszy. - Przecież ty tak uwielbiasz się nad sobą użalać.
Harry zmarszczył brwi. Coś w Severusie się zmieniło. I zaczął zastanawiać się, kiedy
to się stało. I dlaczego?
Musiał powiedzieć coś, co go rozzłościło. Ale co?
Obraz przed jego oczami był zamazany i teraz, kiedy mężczyzna stał w pewnej
odległości od niego, Harry nie potrafił dokładnie dostrzec jego twarzy. Ale widział, że
stężała.
- Nie użalam się - spróbował się obronić. - Miałem tylko zły sen. Powiedziałem ci, że
możemy już iść spać.
- To dobrze, bo mam dosyć niańczenia cię - odparł cierpko Severus.
- Przecież nie prosiłem cię... - zaczął Harry, czując coraz większe rozdrażnienie z
powodu opryskliwego tonu Snape'a.
- Nie, ale ja prosiłem ciebie, żebyś się ubrał i wrócił do dormitorium, a nie zasypiał mi w łóżku.
Harry otworzył usta i zamknął je ponownie, zbyt zaszokowany odpowiedzią Snape'a.
Jak on mu to może wypominać? Złość złością, przyzwyczaił się już do tego, że