go całego. A to posłało przyjemny dreszcz wzdłuż jego ciała, aż do podbrzusza.
Odetchnął głęboko i odwrócił się od lustra, obejmując wzrokiem łazienkę. Była prosta
i jasna, w zasadzie nie różniła się znacznie od łazienek w dormitoriach, poza tym, że
wszystko, co się tutaj znajdowało, było przeznaczone tylko dla jednej osoby. Zamiast
wanny, którą Harry spodziewał się ujrzeć, był jedynie prysznic. No tak, jakoś nie
potrafił sobie wyobrazić Severusa wylegującego się w wannie pełnej bąbelków i
otoczonego zapachowymi świecami. Nie, on należał raczej do osób, które preferują
szybki, praktyczny prysznic.
I wtedy coś w jego umyśle otworzyło się i Harry przypomniał sobie odgłos płynącej
wody, który słyszał wczorajszego wieczoru. I nic nie potrafił poradzić na to, że przed
jego oczami pojawił się obraz Severusa. Nagiego Severusa, po którego jasnej skórze
spływają strumienie wody.
O nie! Dosyć! Nie będzie stał tutaj i wyobrażał sobie Snape'a podczas kąpieli, bo
jego penis zaczął już przejawiać nadzwyczajne zainteresowanie, a Severus kazał mu
się przecież pospieszyć.
Zamknął oczy i potrząsnął głową, próbując pozbyć się tego obrazu ze swojej głowy,
po czym zdjął slipy i okulary, odłożył je na jedną z półek, wszedł do kabiny i odkręcił
zimną wodę.
O tak, nic tak nie potrafiło ostudzić jak lodowata woda. Szczękając zębami, odkręcił
ciepłą i spojrzał na półkę zapełnioną różnego rodzaju buteleczkami. Jego oczy
wyłowiły szampon z pokrzywy i korzenia lubczyka, z dodatkiem cynamonu i imbiru,
jak udało mu się z pewnymi trudnościami odczytać na butelce. Zdjął go z półki i nalał
sobie na dłoń, po czym przybliżył ją do nosa i powąchał.
Zakręciło mu się w głowie. Zapach Severusa. Był dokładnie taki sam, jak ten, który
zawsze na nim czuł. A teraz będzie mógł pachnieć identycznie!
Poczuł mimowolny dreszcz. Z namaszczeniem zaczął namydlać włosy, rozkoszując
się spowijającą go wonią. Jego serce biło trochę zbyt szybko, ale nie potrafił go
uspokoić. Jak to możliwe, że nawet głupi aromat potrafił doprowadzić go do takiego
stanu?
Ponieważ to była część Severusa. Na nim. Kolejny ślad.
Spłukał włosy i odnalazł mydło. Uśmiechnął się, kiedy poczuł dokładnie ten sam
zapach. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jak ważny był dla niego ten zmysł.
Zawsze był raczej dodatkiem do reszty. Dodatkiem do widzenia, słyszenia,
smakowania i odczuwania dotyku Severusa. A teraz miał tylko woń. I to wystarczało,
aby mógł czuć jego obecność z taką intensywnością, jakby mężczyzna stał tuż obok,
a Harry wtulał się w niego. Czy Severus odczuwał jego aromat w taki sam sposób?
Czy także nie potrafił powstrzymać się przed zamykaniem oczu i wdychaniem go,
kiedy Harry nie patrzył?
Dokładnie, chociaż z żalem, spłukał z siebie mydło i wyszedł z kabiny, po czym
rozejrzał się w poszukiwaniu ręczników. Nie było trudno je dostrzec. Zielonosrebrne z
godłem Slytherinu. Wisiały w równym rzędzie tuż pod półką, na której zostawił
okulary. Wziął jeden i kiedy się wycierał, nie potrafił przestać myśleć o tym, że to jest ręcznik Severusa i że on także go używa. To było... dziwne i niesamowite.
Założył slipy i okulary i podszedł do umywalki. Rozejrzał się po półkach w
poszukiwaniu czegoś do zębów. Wziął pastę (ziołową!) i nałożył sobie trochę na
palec.
Cholera, następnym razem będzie musiał zabrać ze sobą szczoteczkę.
Kiedy uświadomił sobie, co właśnie pomyślał, zamarł z dłonią w połowie drogi do ust.
Następnym razem? Ale czy będzie następny raz? Czy Severus pozwoli mu jeszcze
kiedyś tu zanocować po tym, co Harry mu zgotował? Czy w ogóle będzie miał
ochotę, aby Harry jeszcze kiedykolwiek został u niego na noc? Może to była tylko
jednorazowa sprawa i teraz...
Zacisnął powieki, oddychając głęboko.
Nie, nie będzie teraz o tym myślał. Nie będzie się nad tym zastanawiał. Zaczeka na
to, co się wydarzy. A jak nie będzie chciało się wydarzyć, to on już znajdzie sposób,
aby tak się stało. Tak, dokładnie tak. A teraz musi się pospieszyć, ponieważ nie ma
ochoty na to, żeby Snape znowu na niego wrzeszczał.
Wyszorował zęby palcem tak dokładnie, jak potrafił, wypłukał usta i podszedł do
swoich ubrań. Wyciągnął różdżkę z kieszeni spodni i rzucił na swoje włosy zaklęcie
suszące, po czym, stękając trochę i zaciskając zęby, założył na siebie spodnie i
koszulę.
Naprawdę wszystko go bolało. I to potwornie.
Kiedy wyszedł z łazienki, Snape siedział w fotelu naprzeciw łóżka i najwyraźniej
czekał na niego.
- Nie wiedziałem, że coś tak trywialnego, jak poranna toaleta, może ci zająć połowę
dnia.
- Po prostu trochę tylko podziwiałem... - zaczął Harry i zaciął się. Jak zwykle
rozpędzał się na początku zdania, żeby w połowie zorientować się, że to, co chce
powiedzieć, jest idiotyczne (no bo przecież nie może się przyznać, że podziwiał jego
łazienkę) i sięgał po coś, co jako pierwsze przychodziło mu do głowy, ale to nie
oznaczało, że było mniej idiotyczne: - ...widoki - dokończył i skrzywił się.
Snape uniósł jedną brew.
- Widoki? W mojej łazience? Czy chcesz mi powiedzieć, Potter, że podziwiałeś mój
sedes?