W rozmazanej mgle roztaczającej mu się przed oczami dostrzegł jakąś ciemną
sylwetkę. Otworzył drugie oko, ale to niewiele pomogło.
- Skoro już łaskawie się obudziłeś, to może doprowadziłbyś się do porządku? Za pół
godziny musimy znaleźć się w Wielkiej Sali.
Co?
Harry podniósł głowę, czując się tak, jakby ktoś walnął go w nią czymś ciężkim.
Zaraz... Trzeba przeanalizować fakty.
Wczoraj był u Snape'a. Piep... Nie. Kochali się. Tak.
A później... później...
O cholera!
Zerwał się do pozycji siedzącej i jęknął, czując nagłe, bolesne ukłucie w tyłku i
protesty nadwyrężonych mięśni.
A później Severus pozwolił mu zostać tutaj na noc!
Harry rozejrzał się i dostrzegł na stoliku plamę w kształcie swoich okularów. Sięgnął
po nie, założył je na nos i spojrzał na Sever...
Nagle doznał dziwnego wrażenia, jakby jego serce i żołądek zamieniły się miejscami,
a oczy próbowały wyjść z orbit.
Przed nim stał Snape. Tak, to z pewnością był Snape. Nikt inny.
Ale nie miał na sobie swoich czarnych, szeleszczących przy każdym ruchu szat,
zakrywających dokładnie każdy skrawek ciała. O nie.
Wzrok Harry'ego przesuwał się w górę i z każdym centymetrem coraz bardziej nie
mógł uwierzyć w to, co widzi. Snape stał boso na niewielkim czarno-zielonym
dywanie, rozciągniętym na kamiennej posadzce. Miał na sobie długie, luźne, czarne
spodnie i równie ciemną, aksamitną koszulę z długimi rękawami, która miękko
układała się wokół ramion i ciała. Rozpiętą na piersi.
Harry wiedział, że się gapi, ale nie potrafił przestać. I wiedział, że gapi się z otwartymi ustami, ale co mógł na to poradzić? Jasna skóra wyłaniająca się spod czarnego
materiału kontrastowała z nim i sprawiała, że Harry czuł nieodpartą potrzebę
dotknięcia jej i sprawdzenia, czy aby na pewno jest prawdziwa. I zostawienia na niej
swojego śladu. Bardzo wyraźnego śladu.
- Jak widzisz, Potter, jeszcze żyję - odezwał się w końcu Severus, przerywając
Harry'emu pełną zachwytu kontemplację. - Więc możesz już przestać tak się we
mnie wpatrywać.
Harry zamknął usta i przełknął ślinę. I nie zwracając uwagi na słowa mężczyzny,
wstał i niczym lunatyk ruszył w jego stronę, całkowicie ignorując bolesne protesty
mięśni nóg. Nie potrafił oderwać wzroku od tego jasnego torsu. I od ciemnego pasma
włosów ciągnącego się od pępka w dół i ginącego pod materiałem luźnych spodni.
Musiał go dotknąć. Musiał go naznaczyć.
Złapał za poły czarnej koszuli i przylgnął do wysokiego ciała, wpijając się ustami w
chłodną skórę na piersi Severusa. W nozdrza wdarł mu się zapach mężczyzny, a w
uszy wciągane przez niego ze świstem powietrze. Harry uśmiechnął się w duchu i
zaczął całować gładką skórę, mrucząc w nią z zadowoleniem.
Trwało to jednak tylko maleńką chwilę, a Harry zdążył złożyć na piersi Snape'a
zaledwie kilka wygłodniałych pocałunków, kiedy poczuł silne dłonie zaciskające się
na jego ramionach i odsuwające go gwałtownie.
- Wydawało mi się, że kazałem ci coś zrobić! - powiedział ostro mężczyzna.
Harry zamrugał, nieco zdezorientowany i spojrzał w górę. Severus nie miał chyba
najlepszego humoru. Może był zły, że Harry został u niego na noc? Albo po prostu
się nie wyspał i teraz postanowił odegrać się na nim za nieprzespaną noc. Tak, to
było bardzo prawdopodobne. I bardzo "snape'owate".
- Dobrze, już idę. Chciałem po prostu się przywitać - odparł z westchnieniem i już
chciał się odwrócić, gdy jego wzrok przyciągnęła ciemna, czerwono-brązowa plama
znajdująca się na szyi Severusa.
To zdecydowanie poprawiło mu nastrój.
- Severusie... wydaje mi się, że coś cię w nocy ugryzło - wyszczerzył się, odsuwając
się od mężczyzny i ruszając tyłem w stronę łazienki.
Snape nie wydawał się zaskoczony.
- W takim razie ty musiałeś spać w gnieździe gnomów - odparł, unosząc brew i
spoglądając znacząco na górną część ciała Harry'ego.
Chłopak spojrzał w dół i rozszerzył oczy. Całą jego pierś pokrywały małe, ciemne
plamki. Niektóre wyraźniejsze, inne mniej, ale było ich tyle, że nie dało się zliczyć.
Spojrzał ponownie na Snape'a, na którego ustach pojawił się nikły, złośliwy
uśmieszek.
- W zasadzie to nawet mi się podobają - odparł Harry, uśmiechając się. - Może je
sobie zatrzymam... - I nie czekając na odpowiedź, złapał swoje ubrania z krzesła i
zniknął za drzwiami.
Zawiesił ubrania na wieszaku przy drzwiach, po czym podszedł do lustra i spojrzał na
swoje odbicie. Nie tylko jego pierś była pokryta plamami. Szyja wyglądała znacznie
gorzej. A tuż nad skronią widniał niewielki siniak.
Wyglądał tak, jakby ledwie uszedł z życiem z jakiejś bijatyki, ale czuł w sobie taką
radość, iż z trudem powstrzymywał się, by nie szczerzyć się przez cały czas. Miał
nadzieję, że Severus pozwoli mu zatrzymać przynajmniej część tych śladów. W
końcu to były jego ślady. Oznaczyły miejsca, w których usta Severusa pieściły jego
ciało.
Harry dotknął jednej z ciemnych plam na szyi z takim uczuciem, jakby to był skarb.
Nie musiał zamykać oczu, aby dokładnie wyobrazić sobie te wąskie usta
przywierające do jego skóry i ssące ją z taką zachłannością, jakby chciały pochłonąć