po drugiej stronie stołu Hagrida. Przywitał się z nim i dał się wciągnąć w dyskusję na
temat niedawno odkrytej bocznej gałęzi lini smoków kornwalijskich. Wszyscy
prowadzili ciche rozmowy, ponieważ wciąż czekali na resztę uczniów. Luna usiadła
obok Harry'ego i obdarzyła go jeszcze bardziej promiennym uśmiechem, niż
poprzedniego dnia. Wyglądało na to, że wszystko jej się układa. Harry uśmiechnął
się w duchu. Cóż, jeżeli ma być szczery, to jemu także.
Tym razem dyrektor nie wygłaszał żadnej przemowy, dzięki czemu szybciej mogli
zabrać się za jedzenie. Harry kątem oka obserwował Severusa, który zdawał się
celowo unikać jego wzroku. Cóż, najwyraźniej po tym, co Harry wyprawiał wczoraj
pod stołem, chciał ograniczyć ich kontakt do minimum. Pod koniec posiłku zobaczył,
jak Severus pochyla się do dyrektora i szepcze mu coś do ucha. Ogarnęły go złe
przeczucia. Przestał jeść i obserwował, jak profesor Dumbledore marszczy brwi i
spogląda na Severusa, a następnie na siedzącą kilka miejsc dalej Tonks. Po chwili
dyrektor skinął głową i powrócił do posiłku. Harry spojrzał w swój talerz. Nagle zaczął
mieć nieprzyjemne wyrzuty sumienia. Gdyby wtedy nie poszedł do Snape'a,
prawdopodobnie mężczyzna w ogóle nie dowiedziałby się o niefortunnym
zakończeniu imprezy w Hogsmeade. I teraz Tonks będzie miała kłopoty. Wiedział, że
Snape jej tego nie daruje.
Cholera!
Kiedy śniadanie dobiegło końca, dyrektor podszedł do Tonks i szepnął jej coś na
ucho, po czym razem z nią i ze Snape'em opuścił Wielką Salę.
Luna spojrzała na niego pytająco. Harry wzruszył ramionami, udając, że nie wie, o co
chodzi i czując się jak skończony drań. Zjadł resztę tego, co miał na talerzu i szybko
wyśliznął się z Wielkiej Sali, wracając do swojego dormitorium i unikając rozmowy z
kimkolwiek, a w szczególności z Luną.
Położył się na łóżku i westchnął. Co miał teraz do roboty? Poza spędzaniem czasu
ze Snape'em nie miał na te wolne dni żadnych planów. Powinien odwiedzić Hagrida,
obiecał mu wczoraj, że do niego zajrzy, ale w tej chwili jakoś nie bardzo...
Podskoczył wystraszony, kiedy usłyszał stukanie w okno. Na parapecie siedział
Fawkes. Harry zamrugał, zaskoczony i podszedł do okna, aby je otworzyć. Feniks
trzymał w dziobie niewielką karteczkę. Wręczył ją Harry'emu, rozpostarł swe
wspaniałe, iskrzące w słońcu skrzydła i odleciał.
Harry wrócił do łóżka, czując nieprzyjemne napięcie w żołądku i otworzył liścik.
Harry, chciałbym cię prosić, abyś natychmiast przyszedł do mojego gabinetu. To
bardzo ważne.
Albus Dumbledore
Przełknął ślinę.
No to ma kłopoty...
***
Harry wyszedł z gabinetu dyrektora, czując się tak, jakby właśnie przed chwilą
stoczył walkę z całym zastępem Śmierciożerców. Dopiero kiedy znalazł się na dole,
przestał słyszeć dobiegające z pomieszczenia krzyki.
Wciąż czuł na sobie wzrok Severusa i Tonks, kiedy profesor Dumbledore kazał mu
opowiedzieć swoją wersję wydarzeń z imprezy i powrotu do Hogwartu. Wciąż
pamiętał to wrażenie rozdarcia pomiędzy lojalnością do Snape'a a sympatią dla
Tonks. To było paskudne uczucie, stać tam i nie potrafić wydusić z siebie słowa,
ponieważ cokolwiek by nie powiedział, to i tak pogrążyłby Nimfadorę, a Severus
wbijał w niego spojrzenie mówiące "jeżeli tylko spróbujesz jej bronić, to będziesz miał
poważne kłopoty!".
Co miał, do cholery, zrobić?
Wymamrotał w końcu, że sam niewiele pamięta, że na imprezie pojawił się alkohol i
że wszyscy go pili, ale Tonks chyba o tym nie wiedziała. Pod wpływem płonącego
spojrzenia na karku dodał, że możliwe, iż wiedziała, ale nie spodziewała się, że
wszyscy się tak pospijają i że oni nie chcieli wpakować jej w kłopoty. A wracając ze
wszystkimi, to już naprawdę niewiele pamiętał i to prawda, co powiedział profesor
Snape, że Harry zasnął na korytarzu i profesor go obudził i pomógł mu dotrzeć do
dormitorium.
Chyba nigdy w życiu nie czuł takiego zażenowania, no, nie wliczając oczywiście
sytuacji po wypiciu eliksiru Desideria Intima na lekcji.
Kiedy tylko Harry skończył, Severus ponownie przeszedł do ataku na całkowicie
rozbitą Tonks.
- Widzi pan, dyrektorze, do czego doprowadza zatrudnianie aurorów. - Severus
wypowiedział to słowo niczym najgorszą obelgę. - Najpierw Potter niemal zginął
przez tego szaleńca Moody'ego, a teraz twój drogi Złoty Chłopiec znowu znalazł się
w niebezpieczeństwie przez niekompetencję kolejnego aurora. Następnym razem
chłopak nie będzie miał tyle szczęścia.
Ciche wtrącenie Harry'ego, że to nie był prawdziwy Moody zostało przez Severusa
całkowicie zignorowane. Mężczyzna wydawał się pławić w nienawiści do Nimfadory i
każdy jej błąd był dla niego niczym triumf. Ale czerwona z gniewu Tonks nie była mu
dłużna:
- Tak, a pod twoją opieką byłby z pewnością bezpieczny! Potrafisz tylko gadać, a
kiedy trzeba się wykazać, zaszywasz się w jakiejś ciemnej norze w swoich lochach!
Gdzie byłeś w zeszłym roku, kiedy...?
Nagła zmiana ciśnienia powiedziała Harry'emu, że Tonks posunęła się za daleko i że
Snape jest na granicy wybuchu. Mężczyzna znalazł się przy niej w kilku krokach i
śmiertelnie lodowatym głosem wysyczał jej prosto w twarz: