rozmowach. Szczególnie kiedy dochodziło do tematu jego związku z Severusem.
- Kiedy ma się obok siebie kogoś, kto cię rozumie, to jest o wiele, wiele lżej. Ale
proszę cię... nie mów mu nic. On nienawidzi Nimfadory i... Wiem, Harry, że jest z
tobą i przykro mi, ale... boję się.
Harry poczuł ukłucie w żołądku. Doskonale wiedział, czego Luna mogła się bać,
jednak wolałby rzucić się na pożarcie stada krakwatów, niż zmartwić ją jeszcze
bardziej i zobaczyć smutek w jej dużych, wiecznie optymistycznie patrzących na
wszystko oczach.
- Nie stracisz jej. Nic mu nie powiem, obiecuję.
Ponieważ powiedział już dawno... Więc to nie było tak do końca kłamstwem.
Prawda?
Luna uśmiechnęła się promiennie i wyplątała ze swoich włosów próbującą skołtunić
je rękę.
- Niegrzeczna ręka! Jak będziesz się tak zachowywać, to cię zwiążę! - Ręka wycofała
się i wyciągnęła do niej środkowy palec. - Jest fantastyczna! - Luna wyglądała tak,
jakby zupełnie zapomniała o wcześniejszej rozmowie, a Harry poczuł spływający mu
po plecach strumień ulgi. - Masz, ponieś mi torebkę. - Włożyła w grążącą jej pięść
uchwyt i pomachała Harry'emu. - Zobaczymy się później. Mam bardzo pilne
spotkanie z Wiesz-Kim. Bardzo dziękuję za prezenty.
Harry patrzył, jak odchodzi, podskakując beztrosko na skrzypiącym śniegu i po raz
pierwszy w życiu pożałował, że on tak nie potrafi. O ile prostszy stałby się wtedy
świat...
Posiedział jeszcze trochę na zimnie i wrócił do swojego dormitorium. Załatwił już
wszystkie sprawy i teraz nie miał zupełnie nic do roboty. Były święta i
prawdopodobnie nikt dzisiaj nie zamierzał nic robić, więc pozostało mu tylko
wylegiwanie się w łóżku przez resztę popołudnia.
Położył się na pościeli, założył ręce za głowę i wbił wzrok w sklepienie nad swoim
łóżkiem.
W zamku panowała aksamitna cisza. Był jedynym Gryfonem, który został na święta
w Hogwarcie. I pomimo tego, że był sam, wcale nie czuł się samotny. Nareszcie mógł
odpocząć, nareszcie mógł robić to, co chciał. Nareszcie mógł po prostu leżeć na
łóżku przez kilka godzin i rozmyślać, nie niepokojony przez nikogo, niezaczepiany
przez usiłującego nakłonić go do gry w eksplodującego durnia Rona albo proszącego
o pomoc w nauce Neville'a. Albo zamęczającą go odrabianiem lekcji Hermionę.
Nareszcie miał czas, aby pomyśleć o wszystkim, co wydarzyło się wczoraj
wieczorem i w nocy.
Był tylko on. I wspomnienia.
Zamknął oczy i przypomniał sobie, jak to było czuć na skórze dotyk ciepłych warg
Severusa. Włożył dłoń pod koszulę i położył ją na swojej klatce piersiowej. Próbował
palcami wyczuć miejsca, w których dotykały go usta Snape'a, ale wiedział, że to
niemożliwe.
Wciąż nie potrafił uwierzyć w to wszystko, co się wydarzyło. Ale to było takie realne...
palce i usta i dłonie Severusa wszędzie na nim. I jego język... O tak, język. Nie
potrafił powstrzymać nagłego spięcia w lędźwiach, kiedy przypomniał sobie, jak ten
gorący język zsuwał się coraz niżej i niżej po jego placach, aż w końcu dotarł do
wejścia i Harry poczuł eksplozję żaru ocierającą się o to szczególne miejsce.
Severus Snape. Lizał go. TAM.
Za każdym razem, kiedy o tym myślał, kręciło mu się w głowie. Oczami wyobraźni
widział tę ciemną głowę zanurzoną pomiędzy jego pośladkami, długi język,
wysuwający się z pomiędzy cienkich warg i mokry czubek dotykający jego wejścia.
Zadrżał i zacisnął oczy, czując kolejne szarpnięcie w lędźwiach.
Jednego był pewien. Nigdy w życiu nie czuł jeszcze czegoś tak... niewyobrażalnie
cudownego. Nie licząc oczywiście każdego orgazmu, do którego doprowadzał go
Snape.
Pamiętał niemal każdy oddech, zarówno swój, jak i Severusa. Każdy dotyk, każde
pchnięcie. Każdy pocałunek. Bo przecież Snape całował go. Może nie w usta, ale
wszędzie, gdzie tylko był w stanie dosięgnąć. I to wciąż wydawało mu się
nadzwyczajne. I zbyt piękne, aby było prawdziwe. Ale było! Tak, z pewnością było
absolutnie realne!
Także to, jak wyglądały ich splecione dłonie. Jak ciepła była ręka Snape'a, rozgrzana
przez uścisk Harry'ego, jak duża wydawała się w porównaniu z jego dłonią i jak
miażdżyła jego palce, kiedy Severus dochodził w jego wnętrzu. A Harry mógł to
wszystko oglądać. Snape pozwolił mu na to. Pozwolił mu spijać ten wspaniały widok
ze swojej twarzy i rozkoszować się nim. A Harry korzystał do woli.
Błagaj.
Głos, wypowiadający to słowo był tak ostry, że przedarł się przez jego umysł niczym
klinga przecinająca mgłę. I nadal wywoływał w nim bolesny skurcz wszystkich mięśni
i nerwów w jego ciele.
Dlaczego, kiedy tylko je sobie przypominał, czuł się tak, jakby wszystko się w nim
zatrzymywało na ułamek sekundy i próbowało rozerwać go od środka? Dlaczego,
pomimo że coraz częściej odważał się myśleć o czułości w łóżku, to nadal tego typu
zachowanie ze strony Severusa doprowadzało go niemal do natychmiastowego
orgazmu?
Westchnął i przewrócił się na bok, podciągając nogi.
I na dodatek, po tym wszystkim, co Severus mu dał, po tym wszystkim, co mu
ofiarował... został z nim. To była największa niespodzianka. Myślał, że Snape
wstanie i po prostu odejdzie, a on przysunął się do niego i zaczął go głaskać.