- Co się stało, Harry? - zapytała szeptem Luna, przerywając tę nienaturalną ciszę.
Harry czuł na sobie wzrok wszystkich nauczycieli i uczniów. Nawet siedzący obok
McGonagal Dumbledore spoglądał na niego z niepokojem. Jednak żadne z tych
spojrzeń nie było tak intensywne, jak spojrzenie siedzącego dwa miejsca od
McGonagal Severusa. Wydawało się niemal parzyć i Harry wyraźnie czuł jak
wędruje po jego skórze, przypiekając ją i wypalając ślady. Nie potrafił jednak określić, jakie to były ślady.
Harry spuścił wzrok, czując nieprzyjemny uścisk w żołądku. Wszyscy patrzyli na
niego jak na jakiegoś odmieńca. Znowu.
- Drogie dziecko... - odezwała się profesor Vector. - Czy ty w ogóle widziałeś się
dzisiaj w lus...
- Wybacz, Saptimo, ale to tylko i wyłącznie sprawa pana Pottera - przerwała jej
McGonagal , po czym rozejrzała się po stole, zwracając się do wszystkich: - Pan
Potter miał wczoraj mały wypadek i proszę, aby nikt nie wypytywał go o to, co się
wydarzyło, ponieważ nikogo nie powinno to interesować - oświadczyła, po czym
skierowała swoje słowa do pielęgniarki: - Poppy, chciałabym, abyś zajęła się panem
Potterem po śniadaniu. - Pani Pomfrey skinęła głową.
- Dziękuję, pani profesor - wymamrotał cicho Harry. Wicedyrektorka posłała mu
porozumiewawcze spojrzenie, po czym pochyliła się do Dumbledore'a i szepnęła mu
coś na ucho. Dyrektor pokiwał ze zrozumieniem głową i spojrzał na Harry'ego ze
współczuciem w jasnoniebieskich oczach. Żołądek Gryfona skręcił się i musiał
szybko odwrócić głowę. Nie chciał współczucia, nie potrzebował go.
Traf chciał, że jego wzrok padł na Severusa. Mężczyzna wbijał w niego niemal
desperackie spojrzenie i Harry poczuł nagłe, bolesne ukłucie w sercu. Snape
wyglądał tak, jakby kompletnie zapomniał, gdzie się znajduje, jakby zapomniał, że
jest w Wielkiej Sali, otoczony innymi nauczycielami i uczniami. Jego źrenice były
nienaturalnie rozszerzone, chociaż powieki miał przymknięte, a brwi ściągnięte.
Otworzył usta, jakby chciał Harry'ego o coś zapytać, ale wtedy chyba przypomniał
sobie, gdzie jest i szybko je zamknął. Jego widelec upadł na talerz, wydając przy tym
ostry dźwięczny odgłos, po czym odbił się od niego i spadł na podłogę. Jego
brzęczenie słychać było na kamiennych płytach jeszcze przez jakiś czas. Jednak
mężczyzna wydawał się zupełnie nie przejmować, że wszystkie spojrzenia oderwały
się od Harry'ego i spoczęły na nim.
- Severusie, na Merlina, mógłbyś trochę uważać - mruknął skrzekliwie profesor
Flitwick, siedzący tuż obok niego. - Następnym razem wbijesz mi go w oko.
Mistrz Eliksirów nie odpowiedział. Wydawał się go zupełnie nie słyszeć. Z trudem
oderwał kąsające spojrzenie od Harry'ego, który dostrzegł w jego ciemnych
tęczówkach, wyraźny, ostry rozbłysk gniewu, kiedy mężczyzna odwrócił głowę i wbił
wzrok w odległą ścianę, zsuwając ze stołu swoje zdecydowanie zbyt mocno
zaciśnięte i... drżące pięści.
Harry zamrugał, zastanawiając się, czy się nie przewidział i co też mogło to
oznaczać? Czyżby Snape nadal był na niego wściekły? Ale to przecież on powinien
być wściekły na mężczyznę! A tymczasem wyglądało na to, że ten nadęty,
tłustowłosy dupek... nie potrafi nawet wytrzymać pięciu minut przy tym samym stole,
co Harry Potter!
Niech go...!
Harry zacisnął zęby, próbując opanować nagły przypływ złości i żalu.
Nie, nie będzie zwracał na niego uwagi. Nie może pozwolić, aby Severus Snape
odebrał mu apetyt. Sięgnął lewą ręką po półmisek z omletami zapiekanymi z
bekonem i z ogromnym trudem przełożył jeden na swój talerz. Siedząca obok niego
Luna uśmiechała się do niego przyjaźnie, ale wyczuwał, że za jej uśmiechem czai się
niepokój. Próbował prowadzić z nią miłą, typową pogawędkę, ale zwyczajnie nie
potrafił. Nie w tej chwili. Nie w obecności siedzącego tak sztywno, jakby połknął kij od miotły i najwyraźniej nie zamierzającego już dokończyć swojego rozpoczętego
posiłku Snape'a, który znajdował się zaledwie dwa metry dalej po drugiej stronie
stołu.
Harry naprawdę próbował nie zwracać na niego uwagi, ale nic nie potrafił poradzić
na to, że jego wzrok co jakiś czas biegł w stronę mrocznej sylwetki, nawet jeżeli za
każdym razem miał wrażenie, jakby coś nieprzyjemnego drgało mu w żołądku.
Krojenie twardego jak skała bekonu nie było zbyt łatwym zadaniem, szczególnie, gdy
miało się do dyspozycji tylko jedną rękę. Harry próbował jakoś ułożyć nóż w prawej,
obandażowanej zakrwawionym bandażem dłoni, ale za każdym razem jedynie
krzywił się z bólu. Widelec był z kolei zbyt tępy, aby mu pomóc. Po kolejnej nieudanej
próbie, sapnął z frustracji i już miał zamiar odsunąć bekon na bok, pogodziwszy się z
faktem, że już go prawdopodobnie nie spróbuje, kiedy jedzenie na jego talerzu,
nagle, w zupełnie nieprawdopodobny sposób, rozpadło się na możliwe do
pogryzienia kawałki. Zamrugał, całkowicie zaskoczony i rozejrzał się po stole w
poszukiwaniu swojego cichego pomocnika, ale wszyscy wydawali się całkowicie
pochłonięci albo jedzeniem, albo rozmowami.
Poza jedną osobą.
Severus szybko odwrócił wzrok i wykonał taki ruch, jakby chował coś do kieszeni, po