* "All because of you" by Saliva

--- rozdział 40 ---

40. The Dark Side

Deliver me into my Fate

I never claimed to be a Saint...

My heart is just too dark to care.

I can't destroy what isn't there.

Ooh, my smile was taken long ago,

If I can change I hope I never know.*

Potter drżał i jęczał rozdzierająco pod ostrymi pchnięciami. Jego nagie plecy lśniły od

potu, a smukłe dłonie kurczowo trzymały się oparcia fotela. Szczupłe biodra

podskakiwały, zderzając się z czarnym materiałem spodni. Każde kolejne pchnięcie

wprawiało całe to drobne ciało w drgawki i niekontrolowane spazmy. Lśniący członek

raz po raz zanurzał się w maleńkim, zaczerwienionym otworze, rozpychając go i

brutalnie torując sobie drogę przez wnętrze chłopca. Długie palce zaciskały się na

jego bladej skórze na pośladkach, wbijając się w miękkie ciało i zostawiając na nim

brunatne ślady. Potter skamlał i wił się, jego gardłowy krzyk sprawiał jedynie, że

pchnięcia coraz bardziej przyspieszały.

Ale w tej ogłuszającej kakofonii krzyków przyjemności i bólu rozległ się zupełnie inny

dźwięk.

Śmiech.

Wysoki, lodowaty, wbijający się w umysł i zdzierający z niego wszelkie osłony.

Jakikolwiek opór przed nim mógłby się zakończyć jedynie szaleństwem.

Śmiech wzmagał się. Kiedy osiągnął punkt krytyczny, brzmiał tak, jakby zamienił się

w miliony drobnych, ostrych igieł, przekłuwających każdy nerw w ciele i paraliżujący

je.

I wtedy zaczął słabnąć. Fale bólu powoli odpływały, osłony na nowo się wznosiły.

Severus Snape otworzył oczy. Jedyną zauważalną reakcją na to, czego przed chwilą

doświadczył, było kilkukrotne zaciśnięcie powiek i pulsująca na skroni żyła.

Lord Voldemort stał kilka kroków przed nim i uśmiechał się szeroko, co w tym

wypadku wcale nie oznaczało radośnie. Jego uśmiech przypominał raczej czającego

się tuż pod powierzchnią wody rekina, gotowego w każdej chwili zaatakować i

zmiażdżyć ofiarę swoimi potężnymi szczękami.

- Ssseverusie... - zaczął, podchodząc powoli do stojącego przed nim Śmierciożercy,

którego szata wciąż jeszcze splamiona była krwią zamordowanych dwie godziny

wcześniej mugoli podczas jednej z wielu podobnych akcji. Na białej masce, którą

mężczyzna trzymał w dłoni, widniały czerwono-czarne smugi, pozostawione przez –

teraz już zaschnięte - krople krwi. Jego nieruchoma, wpatrzona w dal twarz

przypominała taką sama maskę. - Sprawiłeś mi dzisiaj ogromną satysfakcję.

Zasłużyłeś na nagrodę.

Severus pokornie pochylił głowę.

- Radość z powodu tego, że znów mogłem ci to pokazać, jest całkowicie

wystarczającą nagrodą, mój Panie.

- Ja nie rzucam słów na wiatr. W nagrodę pójdziesz z Bel atriks do Grenualdy

Thumb, aby wyciągnąć z niej interesujące mnie informacje oraz odnaleźć coś, co

powinno należeć do mnie. Bella zna szczegóły, więc zgłoś się później do niej.

Snape przytaknął.

- Bardzo dziękuję, Panie. To będzie dla mnie zaszczyt.

- Czy ten stary głupiec domyśla się czegoś?

W oczach Snape'a błysnęła zimna satysfakcja. Pokręcił głową.

- Wszystko idzie zgodnie z planem. Dumbledore jest tak pochłonięty główkowaniem,

organizowaniem sił i przygotowaniami do wojny, że nie zauważyłby w swoim

gnieździe zepsutego jajka, nawet gdyby mu je podsunąć pod brodę. Te akcje

znakomicie odwracają jego uwagę od najistotniejszych rzeczy. Od chłopaka.

- Znakomicie. - Voldemort ponownie wyszczerzył w uśmiechu swoje żółtawe,

przypominające rząd kłów zęby. - Ale na wszelki wypadek trzeba całkowicie uśpić

jego czujność. Powiesz mu, że przygotowujemy atak na siedzibę Międzynarodowej

Federacji Quidditcha.

- A przygotowujemy? - zapytał Severus z uprzejmym zainteresowaniem.

- Przygotujemy. Trzeba podsunąć mu jakiś smakowity kąsek. Poświęcimy

Legerpholta i Adraughta. I tak już mi się do niczego nie przydadzą. Ale cóż to znaczy

wobec tego, co otrzymam w zamian? - W jego czerwonych oczach rozbłysły zimne

iskry. - Jeszcze tylko niewiele ponad półtora miesiąca, Severusie, i będę ją miał. -

Zakończone długimi szponami palce Voldemorta zacisnęły się w pięść. - Krew

Pottera. Jego moc. Jego siłę. A wtedy cały świat padnie mi do stóp, a Albus

Dumbledore nie będzie stanowił już dla mnie żadnego zagrożenia. Zmiotę go z

powierzchni ziemi samym tylko spojrzeniem. - Jego głos unosił się w powietrzu,

rozbłyskując iskrami gniewnej mocy, kiedy coraz bardziej pogrążał się w swych

wizjach.

Snape czekał cierpliwie z krzywym, lecz pozbawionym krztyny zwyczajowego

szyderstwa uśmieszkiem. Był to raczej uśmiech kogoś, kto cieszy się z dobrze

wykonanego zadania.

- Kiedy "przeprowadzimy" ten atak? - zapytał po chwili.

- Pojutrze o północy. Wyślę tam kogoś, kogo strata nie będzie dla nas zbyt dotkliwa.

Wejdą głównym wejściem. Z pewnością sam wymyślisz jakieś wytłumaczenie dla

tego starego głupca. Tak mu się już miesza w głowie, że jeszcze w końcu gotów

byłby pomyśleć, że zamierzam wykraść partię mioteł. Musisz go przekonać i wziąć

udział w walce, stojąc po jego stronie. I dopilnujesz, by Legerpholt i Adraught zginęli.

Nie możemy pozwolić na to, aby Aurorzy wzięli ich w obroty, nawet jeżeli

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги