Przemierzał mroczne, opustoszałe korytarze Hogwartu w równych, wyważonych
krokach, które odbijały się echem od ścian pogrążonego we śnie zamku. Czarna
peleryna powiewała za nim, a cień jego dumnej, wyprostowanej sylwetki
prześlizgiwał się po kamieniach pomiędzy jedną, a drugą umieszczoną na ścianie
pochodnią.
W pewnym momencie mężczyzna zatrzymał się nagle. Kroki ucichły, a w powietrzu
unosiła się jedynie gęsta cisza, w której nieme trzaskanie płonących pochodni było
jedynym ruchomym elementem rzeczywistości.
Severus powoli sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej zielony kamień. Kamień, który
jarzył się w tej chwili złotym blaskiem. Przysunął go do skrytej w cieniu twarzy i
odczytał jaskrawy napis:
Dobranoc, Severusie.
Cisza przybrała na sile. Wydawała się wchłaniać wszystkie dźwięki.
Na usta mężczyzny wypłynął ledwie widoczny uśmiech. Ukryte w mroku oczy
rozbłysły czymś nieokreślonym. Niepokój i ukojenie wydawały się w tej chwili jednym
i tym samym. Padające na surową twarz cienie rysowały na niej swoje własne
historie. I tylko wpatrujący się w kamień i zaciskający go w swojej dłoni mężczyzna,
wiedział, które z nich są prawdziwe.
***
- Crucio! - Głos Bel atriks wydawał się wyższy, kiedy zadawała cierpienie. Nieludzki.
Pozbawiony jakichkolwiek przejawów uczuć. Tak jakby kierowało nią uosobione
okrucieństwo, a ona była jedynie jego marionetką.
Ciało starszej czarownicy zaczęło drgać, rozrzucone członki uderzały o podłogę,
wykręcając się pod nienaturalnymi kątami, a z ust wydobywał się zachrypnięty,
niepowstrzymany wrzask, który wwiercał się w umysł i pozostawał w nim jeszcze na
długo.
Severus stał z boku, przyglądając się tej scenie z obojętnym wyrazem twarzy.
Sprawiał wrażenie kogoś, kto widział podobne sceny już zbyt wiele razy, by robiły na
nim jakiekolwiek wrażenie.
- Nie zmarnuj na nią całej swojej mocy. Nie będę cię później aportował z powrotem
do kwatery głównej, tak jak ostatnim razem - mruknął cicho, rozglądając się po
pomieszczeniu.
Bellatriks przerwała zaklęcie, dysząc ciężko, i odwróciła zarumienioną twarz w jego
stronę. W jej oczach błyszczała taka ekscytacja, jakby niewiele dzieliło ją od
osiągnięcia orgazmu.
- Och, przestań jęczeć, Sevciu... Mogę się zabawić, jeżeli mam na to ochotę. Może
dzięki temu coś nam jeszcze wyśpiewa.
- Wątpię - prychnął mężczyzna, spoglądając na wijącą się, skuloną na podłodze
postać. Z nosa kobiety wypływała krew, a jej szeroko otwarte oczy wbijały się w
niego z taką intensywnością, jakby chciała mu coś przekazać, lecz nie była już w
stanie tego zrobić. Jednak z pewnością nie było to nic przyjemnego. Resztka jej
osobowości, która jeszcze tliła się w opustoszałych oczach, zionęła nienawiścią i
urazą. Zdradą. - Legilimens Evocis wyciągnęło z niej już wszystko, czego
potrzebujemy, ale jeżeli dalej zamierzasz bawić się z nią jak kot złapaną myszą, to
twoja sprawa. Ja idę szukać tego, po co Czarny Pan nas tutaj przysłał. - Po tych
słowach odwrócił się na pięcie i skierował do wyjścia z kompletnie zdemolowanego
salonu.
- Och, Sevciu... Z tobą nie ma żadnej zabawy - parsknęła Bellatriks, po czym
spojrzała na leżącą u jej stóp kobietę i w zamyśleniu zaczęła uderzać różdżką w
swoją otwartą dłoń, tak jakby zastanawiając się nad czymś. Po chwili jej usta
rozciągnęły się w upiornej parodii uśmiechu. Skierowała różdżkę w dół i już otworzyła
usta, żeby rzucić na nią jedno z najbardziej bolesnych, torturujących zaklęć, które
doprowadzały ofiarę do bardzo długiego konania w straszliwych męczarniach, kiedy
usłyszała za sobą wypowiedziane zdecydowanym tonem słowa:
- Avada Kedavra!
Tuż obok jej ramienia świsnął zielony płomień, trafiając w staruszkę, której oczy
rozszerzyły się na moment i zgasły na wieczność.
Bellatriks odwróciła się z furią w stronę stojącego przy wyjściu mężczyzny.
- Co to miało znaczyć! To ja ją chciałam zabić!
- Nie miałem zamiaru wysłuchiwać jej ciągłych wrzasków podczas przeszukiwania
domu, szczególnie, że może to potrwać jeszcze bardzo długo. Boli mnie głowa -
odparł spokojnie Severus, opuszczając różdżkę.
- Przecież mogłam ją uciszyć!
- Oboje wiemy, że nie zrobiłabyś tego, Bello. Ale obiecuję, że zapewnię ci inną
rozrywkę.
Oczy kobiety natychmiast się zmrużyły, a na ustach pojawił się drapieżny uśmiech.
- Tak? Umieram z ciekawości - wymruczała, podchodząc do Snape'a, który pchnął
wyrwane z zawiasów drzwi i wyszedł na równie zdemolowany korytarz. Skierował się
po schodach na pierwsze piętro, starannie omijając wyrwane w stopniach dziury. -
Niech zgadnę... - zagadywała dalej, wspinając się za nim w górę. - Chciałbyś
podzielić się ze mną swoimi postępami w sprawie tego smarkacza - zachichotała.
Severus odwrócił głowę do idącej za nim kobiety. Na jego ustach błąkał się
szyderczy uśmieszek. - Ha! Wiedziałam! - roześmiała się Bellatriks. - Jak ci idzie,
Sevciu? Słyszałam, że ten parszywy mieszaniec chodzi za tobą jak kundel i wręcz
liże ci buty... - Jej dźwięczny śmiech odbił się od ścian i sprawił, że z sufitu odpadł
kawałek tynku.
- Zawsze znajdziesz adekwatne porównanie, Bello - odparł Severus, wchodząc do