Veritaserum, które dla nich warzysz, ma o połowę słabsze działanie. Zawsze mogą
użyć na nich Legilimens Evocis, a tego byśmy nie chcieli.
- Zostaw to mnie, Panie - odpowiedział Snape.
- A co z Miksturą Wyostrzenia?
- Brakuje mi jednego składnika. Wywaru z trupojada. Myślę, że z pewnością znajdę
go na Nokturnie. Udam się tam zaraz po naszym spotkaniu.
- Dossskonale, dossskonale. Jeżeli to już wszystko, to możesz odejść i przyślij do
mnie Malfoya.
- Tak, Panie. - Severus pokłonił się i wycofał z komnaty. Kiedy znalazł się za
drzwiami, wyprostował się i ruszył zdecydowanym krokiem przez długi, pogrążony w
mroku korytarz, wyglądając tak, jakby wtapiał się w panującą wokół gęstą ciemność.
***
Aportował się prosto przed sklepem, do którego zmierzał. Za zabrudzoną,
zaśniedziałą szybą wystawową stały wszelkiego rodzaju zakurzone słoje i butelki
wypełnione nieokreślonymi substancjami. Obrzucił badawczym spojrzeniem ciemny
zaułek ze skulonym pod murem, mamroczącym do siebie czarodziejem w
łachmanach, wokół którego unosił się odór uryny oraz innych ekskrementów. Było już
ciemno. Przebywanie na Nokturnie o tej porze równało się z samobójstwem, jeżeli
tylko znalazłby się tutaj ktoś niepowołany. Ale stojący przed sklepem z najbardziej
zakazanymi i śmiercionośnymi składnikami eliksirów, odziany w splamioną krwią
szatę Śmierciożercy mężczyzna wyglądał na tak obeznanego z tym miejscem i tak
pewnego siebie, jakby wiedział, że bez wątpienia nie spotka tutaj nikogo bardziej
niebezpiecznego niż on sam.
Przez krótką chwilę lustrował jeszcze pozostałe całkowicie wyludnione, ciemne i
brudne, cuchnące fekaliami zaułki, przez które co jakiś czas przemykał nienależący z
pewnością do żadnego człowieka cień, po czym wszedł do środka.
Stojący przy ladzie niski człowieczek z bardzo długą, przerzedzoną siwą brodą
podniósł obojętnie wzrok i w momencie, kiedy to zrobił, jego oczy rozszerzyły się
gwałtownie, tak jakby ujrzał właśnie Lorda Voldemorta we własnej osobie.
- Och, pan Snape - zaskrzeczał chrapliwie. - Jakiż to dla nas zaszczyt. Cooper!
Chodź tu natychmiast! - krzyknął w stronę znajdującego się za nim zaplecza. Niemal
w tej samej chwili w drzwiach pojawił się przygarbiony, całkowicie łysy osobnik o
wyglądzie kulejącej jaszczurki.
- Och, pan Snape. - Zaklaskał w wielkie jak łopaty dłonie, pochylając się tak nisko, że
niemal dotknął nosem podłogi. - Czego pan sobie życzy tym razem?
- Potrzebuję wywaru z trupojada - odpowiedział beznamiętnym tonem mężczyzna,
rozglądając się po obleczonych pajęczynami, ciągnących się aż pod sufit półkach
zapełnionych słoikami. Gałki oczne, palce, czy nawet języki były najprzyjemniejszymi
pływającymi w nich obiektami.
- Oczywiście. Sprowadziliśmy go co prawda dla innego klienta, ale w tych
okolicznościach... - Mężczyzna urwał pod torpedującym spojrzeniem Snape'a. - Już
przynoszę. - Odwrócił się na pięcie i popędził na zaplecze, przypominając trochę
pająka poruszającego się bez kilku wyrwanych nóg.
- Czy życzy pan sobie jeszcze czegoś? - zapytał mały człowieczek, podchodząc do
Severusa i kłaniając mu się nisko. - Mamy nowa kolekcję...
- Nie, przyszedłem tylko po wywar - odparł Severus beznamiętnym tonem, patrząc z
góry na kulącego się przed nim staruszka.
- Oczywiście, dla pana wszystko - zaskrzeczał osobnik, ale nie podniósł ani głowy,
ani wzroku, uparcie wbijając go w czarne, wystające spod długiej szaty buty
stojącego przed nim wysokiego Śmierciożercy. Snape popatrzył na drzwi
prowadzące na zaplecze, tak jakby zastanawiając się nad czymś, po czym pochylił
się gwałtownie i złapał człowieczka za brodę, przyciągając go do siebie i szepcząc
mu wprost do ucha:
- Sprowadzisz dla mnie skórę i serce druzgotka, odmiany pirenejskiej, jak
najmłodszego. W nienaruszonym stanie. Dostawa tam gdzie zawsze za dwa dni,
dokładnie o tej samej porze. Wiesz, co cię spotka, jeżeli nawalisz albo piśniesz
chociaż słówko.
Staruszek pokiwał głową, a jego oczy były tak rozszerzone, jakby zaraz miały wypaść
mu z wychudzonej czaszki i potoczyć się po podłodze, dołączając do tych, które
znajdowały się w niektórych słojach.
Severus puścił go i odepchnął, wyprostował się i ponownie przybrał na twarz
obojętną maskę.
- Jest! - Cooper wyłonił się z zaplecza, ściskając w rękach niewielki czarny flakonik. -
Proszę, oto on. Najwyższej jakości, specjalnie...
Severus odebrał mu go brutalnie i spiorunował wzrokiem, co sprawiło, że mężczyzna
ugryzł się w język. Mistrz Eliksirów bez słowa włożył flakonik do jednej ze
znajdujących się w szatach kieszeni i jeszcze raz spojrzał na kłaniających mu się,
niemal zamiatających nosami podłogę, drżących ze strachu ludzi. I wydawał się
dobrze bawić, obserwując ich przerażenie i szacunek, który mu okazywali jako
jednemu z najbardziej zaufanych popleczników Lorda Voldemorta. Mistrz Eliksirów
wyglądał tak, jakby napawał się tym lękiem, karmił nim. Uśmiechnął się krzywo, a
następnie odwrócił i z łopotem peleryny wymaszerował ze sklepu, bez ani jednego
słowa.
Śmierciożercy nigdy za nic nie płacili.
***
- Czarny Pan planuje atak na główną siedzibę Międzynarodowej Federacji