Quidditcha - powiedział Severus, patrząc prosto w wyblakłe błękitne oczy siedzącego

po drugiej stronie biurka starego czarodzieja. - Nie znam głównego celu, ani pobudek

dla tego ataku, ale podejrzewam, że ma to związek z jego uprzedzeniami.

Dumbledore pokiwał głową.

- Tom nie potrzebuje żadnego powodu, aby atakować bez opamiętania wszystko, co

tylko nam jeszcze pozostało. Quidditch łączy cały czarodziejski świat jest ostatnim

bastionem honoru, woli walki i wspólnoty, którą budujemy. Uderzyć w niego to jak

uderzyć prosto w nasze serca. Nie wolno do tego dopuścić, Severusie. Na kiedy

planuje atak?

- Pojutrze o północy. Proponuję, aby zwiększyć ilość Aurorów patrolujących budynek

i jego okolice.

- Tak zrobimy, Severusie. Ale dla zachowania pozorów, zwiększymy ich ilość także w

innych instytucjach. Nie możemy pozwolić, aby Voldemort domyślił się, że ktoś nas

ostrzegł.

Na twarzy Mistrza Eliksirów nie drgnął nawet jeden mięsień.

- Jeżeli uważa pan to za konieczne, dyrektorze. I zanim pan coś powie, chciałbym

oświadczyć, że tym razem chcę wziąć udział w bitwie. Użyję Eliksiru Wielosokowego,

dzięki czemu żaden Śmierciożerca, który mógłby nam umknąć, nie rozpozna mnie.

Dumbledore wpatrywał się w niego z zamyśleniem. Zmarszczki na jego czole

pogłębiły się.

- Dobrze - odezwał się po chwili. - Lecz musisz być niezwykle ostrożny, Severusie.

Jesteś w tej chwili naszym najważniejszym źródłem informacji. Nie możemy cię

stracić.

- Proszę się nie martwić, dyrektorze. Potrafię o siebie zadbać.

- Wiem - westchnął stary czarodziej i opuścił głowę, splatając ze sobą oparte na

biurku dłonie. - Martwię się o nas.

Na ułamek sekundy coś w czarnych oczach rozbłysło lodowato, ale dyrektor nie mógł

tego zauważyć, ponieważ przez cały czas wpatrywał się w swoje pomarszczone

dłonie, błądząc myślami gdzieś daleko.

- Nott i Avery pozostają w tej chwili nieuchwytni. Próbują pozyskać wsparcie ludów

zamieszkujących północną część Skandynawii - mówił dalej Severus, patrząc na

siwą, pochyloną głowę starego czarodzieja. - Bellatriks wykonuje poboczne zadania,

zbiera dla Czarnego Pana informacje. Niestety, nie znam ani jednego nazwiska jej

najbliższych celów.

Dumbledore pokręcił głową.

- Klimming, Abigail, Longphort... kto następny? - Podniósł wzrok i spojrzał prosto w

nieruchome oczy mężczyzny siedzącego po drugiej stronie biurka, nadal odzianego

w czarne, poplamione krwią szaty Śmierciożercy. - Musisz wyciągnąć od niej te

nazwiska. Nie możemy pozwolić sobie na kolejne straty, Severusie. Jest nas coraz

mniej. Pomimo najsilniejszych zabezpieczeń i wszelkich środków ostrożności,

Voldemort zawsze wie, gdzie ich szukać i jak się do nich dobrać, i muszę wiedzieć w

jaki sposób mu się to udaje. Jeżeli dowiesz się czegokolwiek na temat jego źródła...

To musi być ktoś z Hogwartu albo z Zakonu. Wolałbym, aby tym... "podrzuconym

jajem" okazał się członek Zakonu. Nie chciałbym, aby w pobliżu Harry'ego kręcił się ktoś grający na dwa fronty, jeżeli wiesz, o co mi chodzi, Severusie...

Mistrz Eliksirów przytaknął ze zrozumieniem i całkowicie obojętnym wyrazem twarzy.

- Jeżeli tylko czegokolwiek się dowiem, natychmiast poinformuję o tym pana,

dyrektorze. Niestety, Czarny Pan nie ufa mi jeszcze na tyle, aby dopuścić mnie do

swoich największych sekretów. I wygląda na to, że ufa mi nawet mniej, niż myślałem,

skoro ukrywa przede mną owe "źródło"...

Dumbledore pokiwał głową.

- Musisz zdobyć jego zaufanie, Severusie. Za wszelką cenę musisz się do niego

zbliżyć, nawet jeżeli wymaga to... - jego błękitne oczy spoczęły na poplamionej krwią

szacie mężczyzny - ...pewnego poświęcenia z twojej strony.

Jedyną zauważalną reakcją Mistrza Eliksirów było mocniejsze zaciśnięcie cienkich

warg.

- Zrobię wszystko, co w mojej mocy, dyrektorze - odparł Snape cichym, mrocznym

szeptem.

- A co z chłopcem? - zapytał nagle Dumbledore, zmieniając temat. - Czy Voldemort

wspomniał coś o nim, albo o jakichkolwiek planach z nim związanych?

Mężczyzna pokręcił nieznacznie głową, patrząc wprost w przyglądające mu się

lustrująco błękitne oczy starca.

- Ani słowem. Jest zbyt pochłonięty planowaniem ataków i organizowaniem sił, aby

zawracać sobie teraz nim głowę.

Dumbledore spoglądał mu w oczy jeszcze przez jakiś czas, po czym rozluźnił się i

westchnął ciężko, odwracając głowę.

- To dobrze usłyszeć przynajmniej jedną dobrą wiadomość. Wiem, że spędzasz

ostatnio dużo czasu z Harrym. Dobrze zrobiłeś, biorąc na siebie odpowiedzialność za

wymierzenie mu tych wszystkich szlabanów. Niech tak zostanie. Chroń go,

Severusie. Wiesz, jaki jest dla nas ważny.

Mężczyzna przytaknął, ponownie zaciskając usta.

- Jeżeli to już wszystko, dyrektorze, to chciałbym wrócić do siebie i odpocząć.

- Tak, to wszystko. Dobranoc, chłopcze - odparł stary czarodziej, odchylając się w

swoim przypominającym tron krześle i usiłując przywołać na twarz podnoszący na

duchu uśmiech, ale wydawał się on tak samo blady, jak jego błękitne spojrzenie. Było

w nim znacznie więcej zgryzot niż wsparcia.

Severus podniósł się i skinął mu głową.

- Dyrektorze - powiedział uprzejmie, odwrócił się i wyszedł.

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги