Kiedy skończył szatkować kawałki skóry, przysunął do siebie wagę i odmierzył

dokładnie dwie i trzy czwarte uncji, po czym bardzo ostrożnie, wpatrując się w eliksir

niczym sokół, wrzucił posiekany składnik do mikstury. Na powierzchni przez sekundę

pojawiła się plama w kształcie czaszki, ale bardzo szybko się rozmyła, a eliksir

zmienił barwę na jeszcze ciemniejszą zieleń.

Na twarzy Mistrza Eliksirów pojawił się lekki uśmiech, lecz coś w rozluźnieniu ramion

i całej postawy sugerowało, że ten uśmiech wydawał się zaledwie odległym odbiciem

szalejącego w mężczyźnie napięcia.

Sięgnął po chochlę i zamieszał wywar dwadzieścia razy zgodnie z ruchem

wskazówek zegara i dwa razy w przeciwną stronę. Kiedy skończył, przeszedł do

wciąż leżącego na desce serca. Zalał go przegotowaną wcześniej wodą i odczekał,

aż przestanie parować. Nałożył czarne rękawice ze smoczej skóry, wyjął serce i

przełożył je z powrotem na deskę, gdzie dokładnie wyciął z niego wystające żyły i

wszelkie zanieczyszczenia. Następnie włożył je do moździerza i zaczął przecierać,

uważając, by nie upuścić ani jednej kropli tryskającej z niego krwi. Kiedy została z

niego tylko gęsta, krwista miazga, przelał ją do maleńkiego kociołka i podgrzewał nad

niewielkim płomieniem aż do zagotowania. Potem szybko zestawił z ognia i umieścił

nad kociołkiem, gotów do przelania.

Lecz wtedy coś najwyraźniej mu w tym przeszkodziło. Opuścił nieco rondel i wolną

ręką sięgnął do kieszeni. W jego dłoni błysnął zielony kamień. Przysunął go do oczu i

odczytał znajdującą się w nim wiadomość:

Czy mógłbym przyjść teraz do ciebie, Severusie?

Jego oczy zmrużyły się nagle i zapłonęło w nich coś... gniewnego. Zacisnął kamień w

dłoni i szybko odesłał:

Nie mam teraz czasu, Potter. Nie przeszkadzaj mi.

Opuścił dłoń, chcąc schować klejnot z powrotem do kieszeni, ale zanim zdążył to

zrobić, kamień ponownie się rozjarzył. Mężczyzna spojrzał w dół na zaciśnięte

pomiędzy palcami zielone światło i z nieodgadnionym wyrazem twarzy ponownie

podniósł klejnot do oczu. Lecz tym razem znacznie powolniejszym ruchem, tak jakby

coś go powstrzymywało. Tak jakby za wszelką cenę chciał go od siebie odsunąć, ale

nie był w stanie tego zrobić.

To... szkoda... Ja tylko... tak bardzo tęsknię i pomyślałem... że chciałbym się do

ciebie przytulić. Ale to już nieważne. Przepraszam.

Severus zmarszczył brwi, a gniew w jego oczach rozgorzał jeszcze bardziej. Opuścił

rękę, spojrzał na trzymany w ręku rondel i ponownie zaczął go przechylać. Czarne

tęczówki dokładnie śledziły drogę gęstej, spływającej wolno po ściance naczynia

mazi, lecz zanim pierwsza kropla przelała się za brzeg i spadła do kotła, Severus

cofnął rękę i zacisnął powieki.

Żyła na jego skroni pulsowała, a trzymająca kamień dłoń zacisnęła się na nim tak

mocno, iż pobielały mu kostki palców.

Po chwili jednym, gniewnym ruchem cisnął kamień w sam róg pomieszczenia. W

spojrzeniu, które Mistrz Eliksirów skierował z powrotem na czerwoną maź, wciąż tliło

się jakieś wzburzenie. Zostało ono jednak przyćmione zdecydowaniem, kiedy

Severus przechylił szybko naczynie i zacisnął na chwilę powieki, gdy pierwsza kropla

zetknęła się z ciemnozieloną miksturą. Z jego ust wydobyło się ciche westchnienie,

lecz na ściągniętej twarzy nie było tym razem śladu uśmiechu.

Eliksir zabulgotał i uniósł się z niego czarny dym, wędrując aż pod sufit w iskrzących

spiralach. Mężczyzna zamieszał wywar jeszcze trzy razy przeciwnie do ruchu

wskazówek zegara w równych, pięciosekundowych odstępach czasu i w końcu

odłożył chochlę na stolik, zmniejszył różdżką płomień i przykrył kociołek, a następnie

cofnął się i oparł o znajdujący się za jego plecami blat pełen słoików i fiolek. Opuścił

głowę i przez chwilę trwał tak, w całkowitym bezruchu, krążąc myślami po miejscach,

do których jedynie on znał drogę.

Po pewnym czasie poruszył się i wyprostował, obrzucając pomieszczenie

nieodgadnionym spojrzeniem. Na drugim końcu stołu warzył się inny eliksir, a obok

niego stał czarny flakonik, który Severus otrzymał parę dni temu na Nokturnie.

Podszedł do kociołka i przyjrzał się krytycznie jego zawartości, po czym wziął

chochlę i zamieszał go dwa razy.

Kiedy odwrócił się od stołu, zamarł na moment, wpatrując się w róg pomieszczenia,

w którym połyskiwało coś zielonego. Powoli podszedł do tego miejsca i podniósł z

podłogi rozjarzony niemal do białości kamień.

Kiedy odczytał widniejącą na nim wiadomość, na jego usta wypłynął blady uśmiech,

lecz zgasł równie szybko, jak się pojawił. Czarne oczy mimowolnie powędrowały w

stronę stołu, lecz Severus nie pozwolił im na to. Odwrócił się gwałtownie i szybko

opuścił pomieszczenie.

W powietrzu pozostały jedynie rozwiewające się powoli spiralne kłęby czarnego

dymu.

***

Klątwa podpalająca, którą rzucił Blackwood, trafiła prosto w przebiegającego

mężczyznę i rzuciła go na żywopłot, który w ułamku sekundy zapłonął niczym

pochodnia. Wrzaski bólu słychać było chyba w całej okolicy, a swąd palonej skóry

sprawił, że nawet Severus skrzywił się nieznacznie.

- Trafiony! - roześmiał się wysoki, postawny mężczyzna o kędzierzawej grzywie

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги