opadających na zakryte maską oblicze. Z wnętrza jednego z zaatakowanych domów
rozległo się kwiczenie. W dobiegającej zewsząd kakofonii eksplozji, wrzasków i
zaklęć ciężko było rozpoznać, czy był to przedśmiertny dźwięk wydany przez kobietę,
czy też dziecko, ale Severus obstawiałby raczej to drugie. Chwilę później obaj stojący
na płonącym trawniku mężczyźni usłyszeli ekstatyczny śmiech Bel atriks dochodzący
ze zrujnowanego domu. Zresztą nie jedynego w okolicy. Kilka stojących po drugiej
stronie drogi budynków miało olbrzymie wyrwy w ścianach i zapadnięte dachy. Te
znajdujące się po tej stronie płonęły. Po asfalcie biegało jeszcze kilka przerażonych
osób, odzianych jedynie w piżamy albo koszule nocne, a tuż za nimi kroczyły
wysokie sylwetki w czarnych szatach, okrutnie zabawiając się ze swymi ofiarami,
którym ich powolny marsz dawał złudną nadzieję na ucieczkę. Co jakiś czas
przestrzeń przecinał kolejny wrzask cierpienia i gasnącego życia. W oddali jedna z
ciemnych, wysokich postaci ciągnęła za sobą młodą, szarpiącą się kobietę,
trzymając ją za długie włosy. Dziewczyna z kolei trzymała za nogę małe, dwu-, może
trzyletnie martwe dziecko, wlokąc je za sobą po ziemi i zawodząc rozpaczliwie.
Śmierciożercy rzadko uciekali się do używania Klątwy Uśmiercającej. W stosunku do
mugoli preferowali znacznie bardziej efektowne sposoby zabijania, gdyż ofiary nie
miały żadnej możliwości obrony. Gotowanie krwi, odcinanie kawałków ciała, czy
zrywanie skóry były najpopularniejsze, lecz istnieli Śmierciożercy, którzy sztukę tę
opanowali do perfekcji i wciąż zaskakiwali nowymi metodami. Tak jak Bel atriks, czy
właśnie Blackwood.
- Pomocaaaaarrrggghhh!
Severus odwrócił się akurat w momencie, kiedy młody chłopak o rozczochranych
czarnych włosach przewracał się wprost na niego. Jego krew siłą rozpędu spryskała
białą maskę i szatę, w którą przyodziany był mężczyzna. Mistrz Eliksirów złapał go
mimowolnie, pomimo że w jasnobłękitnych oczach nie było już życia, a z pleców
unosił się czarny dym i kiedy Severus na nie spojrzał, zobaczył w nich dużą, czarną
dziurę. W zakrwawionych mięśniach tkwiły fragmenty pogruchotanego kręgosłupa.
- Zostaw to ścierwo - prychnął Blackwood, odprowadzając wzrokiem Śmierciożercę,
który zabił przed chwilą chłopaka i kierował się już ku kolejnemu mugolowi. -
Naprawdę mam wrażenie, że nigdy nie pozbędę się ich wszechogarniającego
smrodu. Mnożą się jak karaluchy, wszędzie ich pełno - mamrotał mężczyzna,
ściskając w dłoni różdżkę i rozglądając się za potencjalnym celem.
Severus odrzucił wiotkie ciało i wyprostował się, mocniej zaciskając palce wokół
swojej różdżki. Jego dłonie odziane były w czarne, pokryte plamami krwi rękawiczki.
Jego wzrok, skryty za maską Śmierciożercy, przyciągnęła młoda kobieta, która
przebiegła obok nich po trawniku. Jej długie włosy płonęły, a krzyk zwracał już uwagę
pierwszych, rozglądających się za kolejną ofiarą popleczników Czarnego Pana.
- Twoja kolej, Severusie - oznajmił uprzejmym tonem Blackwood, wskazując różdżką
w stronę kobiety.
Dłoń Snape'a uniosła się bez wahania.
- Sectumsempra!
Zaklęcie trafiło biegnącą kobietę w plecy. Upadła na twarz i zaczęła konwulsyjnie
tarzać się po trawie, wyrzucając jej grudki na znaczną odległość. Jej skóra otwierała
się, jakby przecinał ją skalpel, a krew z ran tryskała jeszcze dalej niż kępki trawy i
ziemi. Kilka z nich osiadło na szatach, przyglądających jej się bez ruchu mężczyzn.
- Muszę ci przyznać, Severusie, że to niezwykle widowiskowe zaklęcie. Może w
końcu zdradzisz mi jego tajemnicę? Od dawna je znasz?
- Od bardzo dawna - odparł beznamiętnym tonem mężczyzna, opuszczając różdżkę i
odrywając spojrzenie od podrygującej coraz słabiej, leżącej na trawie sylwetki. Ogień
z włosów przeniósł się na twarz i powoli opanowywał nieruchome już ciało.
- Niedługo musimy się zwijać - oznajmił Blackwood, przeciągając się tak mocno, że
aż strzeliły mu kości. - Ale mam ochotę jeszcze się zabawić... - powiedział, zerkając
na leżącego tuż obok niego martwego nastolatka z dziurą w plecach. - W sumie to
ten by się nadawał, gdyby nie ten jeden niewielki ubytek. - Roześmiał się chrapliwie,
tak jakby opowiedział właśnie dobry dowcip, który niestety tylko on wydawał się
rozumieć. - Przestań być takim sztywniakiem, Severusie. Przecież wiem, jak
uwielbiasz zabawiać się z takimi podlotkami. Pamiętasz nasze kilkugodzinne sesje z
dzieciakami z Greenvillage, zanim Czarny Pan wysłał mnie na tą czteromiesięczną
misję na zapyziałe Bałkany? Och, tak cholernie mi tego brakuje... - paplał
Blackwood, podczas gdy Severus przez cały czas wpatrywał się w nieruchomą,
zastygłą w wyrazie przerażenia twarz czarnowłosego chłopaka. - Do dzisiaj ich krzyki
i jęki utulają mnie w nocy do snu. Nie ma nic cudowniejszego niż te drobne nagie
ciałka i ich ciasne tyłki. - W błyszczących pod maską piwnych oczach zapłonął lód. -
Mam nadzieję, że kiedy Czarny Pan dostanie już Pottera w swoje ręce, to pozwoli
nam się z nim trochę zabawić...
Pokryta kroplami krwi maska w kształcie czaszki powoli uniosła się i odwróciła w