kiedy Harry nie przestawał. Chłopak wskazał ręką na nich obu, próbując jakoś
pokazać to, czego nie potrafił wyrazić słowami.
- Ty... ja... to jest... takie inne. - Pokręcił głową i oparł się rękami o umywalkę,
starając się uspokoić. Wypłukał usta i odetchnął głęboko. Uśmiechnął się do swojego
odbicia w lustrze i zauważył, że Severus, który najwyraźniej w międzyczasie zdążył
skończyć się golić, znowu przypatruje mu się tym dziwnym wzrokiem. Teraz, kiedy
widział odbicia ich obu w lustrze, był w stanie zauważyć tę ogromną różnicę wzrostu.
Zawsze był niski, ale przy Severusie wydawał się jeszcze niższy, a przez to także
młodszy. Ledwie sięgał mu do ramienia. Jego skóra była jasna, ale lekko opalona.
Można powiedzieć, że brzoskwiniowa, podczas gdy skóra Snape'a wyglądała na zbyt
bladą i nieco niezdrową, jakby nigdy nie była wystawiana na działanie promieni
słonecznych albo jakby zbyt długo nasączała się oparami eliksirów. Ale była jedyna
w swoim rodzaju. Nikt inny nie miał takiej skóry, jak on. I nikt inny, poza Harrym, nie
mógł jej dotknąć
Severus miał teraz na sobie te same czarne spodnie i rozpiętą na piersi koszulę, co
ostatnio. I pomimo tego, że wszystko na co Harry patrzył, było rozmyte i niewyraźne,
widział ciemny pas włosów ciągnących się od pępka w dół i znikający pod materiałem
luźnych spodni. Przełknął ślinę i zmusił się do oderwania spojrzenia od tego intymnie
męskiego fragmentu ciała Severusa. Spojrzał na własną, idealnie gładką klatkę
piersiową i poczuł ukłucie wstydu. Nie golił się, nie miał zarostu na ciele, poza
niewielką kępką włosów okalających jego penisa, i nadal był tak wkurzająco
chłopięcy, podczas gdy Severus był... cóż, był po prostu mężczyzną. Mężczyzną,
który stał tuż obok i pachniał tak zniewalająco piżmowo-korzenną wodą po goleniu,
że Harry dla samego tego zapachu chodziłby za nim na kolanach.
Dlatego też, niewiele myśląc, stanął za nim i oplótł go ciasno ramionami, przytulając
twarz do odzianych w czerń pleców. Zamknął oczy i po prostu rozkoszował się
chłodnym materiałem pod palcami i drobnymi, kłującymi włoskami, kiedy przesuwał
dłonie w dół brzucha.
- Będę za tobą tęsknił - powiedział cicho. Musiał to zrobić, musiał to powiedzieć, po
prostu musiał. Myśl, że to koniec ich wspólnych chwil, że będą mogli widywać się
tylko wieczorami podczas szlabanów, że już nigdy nie będzie mógł zostać tutaj na
noc, wprawiała go w przygnębienie. - Te święta, cały ten czas, to wszystko, co
robiliśmy... było takie wspaniałe i... dziękuję za każdą chwilę.
- Potter... - zaczął Snape i na chwilę zawiesił głos, tak jakby rozważał, co powinien
odpowiedzieć. - Przecież nie rozstajemy się na zaw... to znaczy, przecież nadal
będziemy się widywać. A jeżeli będziesz grzeczny, to może nawet zastanowię się
nad tym, czy nie pozwolić ci na częstsze wizyty.
- Grzeczny? - zapytał Harry, wyczuwając podstęp.
- Radzę zajrzeć do słownika, jeżeli nie wiesz, co to znaczy, ale dla twojej
wiadomości: nie będziesz zachowywał się jak pyskujący, irytujący Gryfon, którym...
- ...zazwyczaj jestem? - dokończył Harry, uśmiechając się do pleców mężczyzny.
- Doskonale. Miło, że w końcu zrozumiałeś swoje...
- ...zalety? - spróbował ponownie Harry i wstrzymał oddech.
- No proszę, jacy jesteśmy dowcipni - mruknął Severus.
- Widzisz, ilu rzeczy się od ciebie uczę. - Wyszczerzył się. Czy mu się wydawało, czy
ramiona Snape'a przez krótki moment zadrżały? Westchnął i jeszcze mocniej wtulił
się w czarny materiał pachnący Severusem. Zatrzymał dłonie na brzuchu mężczyzny
i bawił się kłującymi włoskami, muskając je opuszkami palców. Zrobiłby wszystko,
aby zatrzymać ten moment, aby kolejna chwila nigdy nie nadeszła. I podejrzewał,
kiedy poczuł większą, chłodniejszą dłoń, przykrywającą jego własną, że Severus był
tego samego zdania.
***
Ciemna, wysoka postać z białą maską w dłoni podeszła do biblioteczki i pociągnęła
za jedną ze znajdujących się na półce książek. Ciszę pogrążonego w półmroku
salonu przerwało kliknięcie i cichy warkot, kiedy ściana odsuwała się na bok. Severus
wszedł do swego laboratorium i bez wahania skierował kroki ku stojącej w rogu
myślodsiewni. W jej wnętrzu wirowały złote wstęgi wspomnień. Gęste i ciężkie, jakby
upchnięto ich w niej zbyt wiele.
Mężczyzna wyciągnął różdżkę i przyłożył do swojej skroni. Po chwili po czarnym
drewnie zaczął spływać złoty blask, owijając się wokół niego, jakby opuszczenie
bezpiecznego wnętrza umysłu było zbyt przerażające i musiał się czegoś trzymać,
aby nie rozpaść się i nie rozpłynąć. Severus skierował różdżkę w dół, opierając ją o
krawędź misy i z nieodgadnionym wyrazem twarzy przyglądał się, jak wspomnienia
spełzają z różdżki i zagłębiają się w głębokim morzu innych. Na kilka chwil na
różdżce zadrżały obrazy: Severus zlizujący z palców spermę, zachłannie
przyciskający do siebie drobną postać, przyciągający ją do siebie w łóżku, nawet
wtedy, kiedy drobnym ciałem wstrząsało łkanie. Obrazy zatrzęsły się i zniknęły pod
powierzchnią innych, zadziwiająco podobnych, których fragmenty czasami przebijały