się na samą powierzchnię: Severus stawiający na stole gwiazdkowy prezent dla

Pottera, zapominający się w pocałunkach składanych na gładkim ciele, przyciskający

do siebie rozdygotanego chłopca przy drzwiach do łazienki...

Oderwał wzrok od misy i odwrócił się w stronę wyjścia, a w jego oczach płonęło coś

niebezpiecznego. Opuścił laboratorium i z jednej z półek w swoim gabinecie zabrał

butelkę z przyklejoną doń etykietą Eliksir Wielosokowy. Wsunął ją w poły swej szaty

razem z maską i zdecydowanym krokiem opuścił gabinet. Jego długie kroki jeszcze

przez jakiś czas odbijały się echem w pogrążonych w ciemności korytarzach lochów.

* "Taste" by Lorna Vallings

--- rozdział 44 ---

44. Back to school

Everyone that you teach al day

But you're looking at me in a different way

I can see those tel -tale signs

Telling me that I was on your mind

I can see that you wanted more

That's what I go to school for

That's what I go to school for*

Ferie zimowe dobiegły końca i błogosławioną ciszę zamku wypełniły

podekscytowane głosy setek uczniów, na nowo tchnąc w stare mury młodzieńczą

żywotność i ciepło. Harry cieszył się, że znów miał możliwość zobaczyć się z Ronem

i Hermioną, ale z drugiej strony odczuwał ogromny żal, że nie będzie już mógł

widywać się tak często z Severusem. I nie będzie mógł zostawać na noc. Właśnie

teraz, kiedy nareszcie miał na to pełne pozwolenie. I kiedy w końcu zaczęło się

pomiędzy nimi układać.

Pozostały im tylko szlabany. Trzy godziny, dwa razy w tygodniu. To mało. Bardzo

mało, uświadomił sobie z bólem serca. No i oczywiście okazjonalne spotkania,

podczas których - jak wmawiał przyjaciołom - "przesiadywał w Pokoju Życzeń, aby

porozmyślać i pobyć sam". Ale chwilowo taka opcja nie wchodziła w rachubę, skoro

miał prawie dwa tygodnie na to, aby "porozmyślać w samotności". Nie, będzie musiał

wymyślić coś innego.

Jego przyjaciele, a w szczególności Ron - mieli mu tyle do opowiedzenia, że Harry

podejrzewał, iż nieprędko zobaczy dzisiaj swoją poduszkę. Udało mu się wcisnąć w

paplaninę Rona coś od siebie dopiero wtedy, kiedy Hermiona zapytała go o to, jak

minęły mu święta.

- Świetnie! - odparł radośnie i była to przecież najszczersza prawda. - To znaczy, z

wami oczywiście byłoby tysiąc razy lepiej - poprawił się szybko, widząc zaskoczone

spojrzenie przyjaciela - ale naprawdę było w porządku. Dużo czasu spędzałem z

Hagridem albo na błoniach i sporo się uczyłem. - Po tym wyznaniu Hermiona

uśmiechnęła się z dumą, a Ron skrzywił się i pokręcił głową z niedowierzaniem,

jakby coś takiego jak nauka podczas ferii było dla niego równie abstrakcyjnym

pojęciem, jak niedokończenie posiłku. - Och, no i spotykałem się z Luną, ponieważ

ona też została w Hogwarcie.

- Luna? - Hermiona spojrzała na niego z zaskoczeniem.

- Zgadza się. Nie pytałem, dlaczego została, ale miło było mieć przy sobie

przynajmniej jedną znajomą twarz. Tak więc, jak widzicie, nie czułem się aż tak

samotny. - Harry wyszczerzył się. - I bardzo się cieszę, że wy się świetnie bawiliście

ze swoimi rodzinami. Pewnie sporo mnie ominęło?

Ron ożywił się, widząc dla siebie szansę kontynuowania opowieści.

- Harry, możesz tylko żałować, że cię z nami nie było! Mama upiekła tony ciastek!

Chyba dostałeś od niej paczkę. - Harry skinął głową, mętnie przypominając sobie

pudełko smakołyków od pani Weasley porzucone gdzieś pod łóżkiem. Kompletnie o

nim zapomniał. - Fred i George ozdobili choinkę eksplodującymi bombkami. Szkoda,

że nie widziałeś furii mamy, kiedy wylała przez nie świąteczną zupę. Bil i Fleur też

przyjechali. I nawet Charlie. Przywiózł nam całą masę rękawiczek ze smoczej skóry.

Wziąłem dla ciebie jedną parę, bo mama nalegała. Nie uwierzysz za to, co dostałem

od Billa... - paplał Ron, pochylając się ku Harry'emu z błyszczącymi oczami i

zaczerwienionymi z przejęcia policzkami. Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej małą rurkę

o długości jednej trzeciej pióra, wykonaną z czarnego kamienia i ozdobioną czymś,

co wyglądało jak mlecznobiałe, niewielkie kły.

- Co to jest? - zapytał Harry, kiedy Ron położył mu przedmiot na dłoni. Był dosyć

ciężki.

- Najnowsze osiągnięcie technomagików. Spójrz. - Wziął przedmiot w dwa palce i

drugą ręką złapał za drewniany wypustek wystający po jednej stronie rurki. Pociągnął

i, ku zdumieniu Harry'ego, z niewielkiego przedmiotu wysunęła się różdżka Rona,

długa na około trzydzieści pięć centymetrów, w nienaruszonym stanie. - Zajebiste,

nie? - zapytał Ron, widząc pełen podziwu wzrok przyjaciela. - Jeszcze nie ma ich na

rynku. Wprowadzą je dopiero za miesiąc. Działa na podobnej zasadzie jak ten

namiot, w którym mieszkaliśmy podczas mistrzostw świata w Quidditchu. Wszędzie

się zmieści i chodzenie z tym jest o wiele wygodniejsze, niż z tym długim patykiem,

wbijającym ci się w skórę - zakończył Ron, wsuwając różdżkę z powrotem i chowając

ją do kieszeni.

- Ale wątpię, że to będzie takie wygodne, kiedy zostaniesz nagle zaatakowany i

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги