- Przestań sobie wmawiać takie niemądre rzeczy. Przecież dalej się przyjaźnimy. Nie
zamierzamy cię nagle opuścić, jeżeli o to ci chodzi - odparowała ostro, patrząc mu
prosto w oczy. Ron nie odzywał się, wyraźnie zaskoczony i przytłoczony całą
sytuacją.
- Przepraszam, ja... nieważne. To... cieszę się, że jesteście razem. To wszystko -
wydukał, wbijając wzrok w deseń na dywanie.
- W takim razie dziwnie to okazujesz - odpowiedziała miękko Hermiona, chociaż w jej
głosie nadal pobrzmiewało lekkie zdenerwowanie.
- Przecież to ty masz dziewczynę, o której nie chcesz nam powiedzieć - odezwał się
nagle Ron. - My przynajmniej cię nie okłamujemy.
- Ron! - skarciła go Hermiona.
- No co? Sama mówiłaś, że to pewnie dlatego ciągle się gdzieś wymyka i chodzi z
głową w chmurach. A potem ta cała Anastassy powiedziała o tej dziewczynie ze
Slytherinu i...
- Nie mam zamiaru się wam tłumaczyć! - warknął Harry i zerwał się z kanapy.
- Harry! - Dziewczyna próbowała jeszcze uratować sytuację, ale słowa Rona jedynie
przepełniły czarę.
- Idę do dormitorium - oświadczył i, nie czekając na odpowiedź, wbiegł po schodach
na górę. Rzucił się na łóżko i zapatrzył w sklepienie.
Nie tak wyobrażał sobie ich powrót. Wiedział, że nie powinien się tak zachowywać,
ale nic nie potrafił poradzić na to, że poczuł się tak... zdradzony. Wykluczony.
Odepchnięty.
Być może była to tylko reakcja obronna. Sam miał sekret, który przed nimi ukrywał.
Był zły, że musi to robić, że nie może powiedzieć im prawdy. I na siłę szukał
czegokolwiek, co postawiłoby ich w przynajmniej częściowo tak złym świetle, w jakim
sam się znajdował. Jakiejś skazy. Odgrywał się na nich za to, że sam musi ukrywać
przed nimi prawdę.
Lecz Harry sam nie zdawał sobie z tego sprawy. Czuł tylko niewytłumaczalną złość.
Lekkie poruszenie w sąsiednim łóżku sprawiło, że zorientował się, iż nie jest tutaj
sam.
- Neville? Co ty tu robisz? Dlaczego nie jesteś na dole?
Zza zasłony wyjrzała blada, pucołowata twarz Gryfona.
- Och, cześć Harry. - Uśmiechnął się lekko. - Ja... za dużo tam ludzi. I tak nikt nie
zwraca na mnie uwagi. A tu przynajmniej jest cicho.
Harry poczuł się nagle uderzony fatalnie ukrywanym smutkiem na jego okrągłej
twarzy i samotnością bijącą z oczu. W sumie, jakby nie patrzeć, to poza nim,
Hermioną, Ronem, Ginny i Luną, chłopak nie miał tu żadnych przyjaciół. Nie, żeby
Harry miał ich więcej, ale Neville nigdy nie był z nimi zbyt blisko. Zawsze na uboczu,
zawsze odsunięty, zawsze gorszy - pomyślał Harry ze wstydem. Kiedyś byli jeszcze
Seamus oraz Dean i naprawdę świetnie się razem bawili, ale od kiedy Harry z nimi
nie rozmawiał, a oni przenieśli się do innego dormitorium, liczba bliskich Neville'owi
osób skurczyła się jeszcze bardziej. Ponieważ postanowił być wierny Harry'emu. A
on prawie go nie zauważał. Poczuł się nagle jak najgorsza, niewdzięczna szuja.
Zerwał się z łóżka i usiadł na posłaniu obok zaskoczonego Gryfona.
- Jak ci minęły ferie? - zapytał, uśmiechając się zachęcająco.
- Uch... d-dobrze - wydukał chłopak. - Spędziłem je z babcią. Jak zwykle.
No tak, przecież Neville także nie miał rodziców. Ostra jak brzytwa, wymagająca
babka była jego jedyną rodziną. W tym względzie byli do siebie podobni. Zresztą nie
tylko w tym.
- Och... - powiedział nagle Gryfon, a jego oczy rozszerzyły się, jakby coś sobie
właśnie przypomniał. Coś bardzo, bardzo ważnego. - Harry, wiesz, muszę ci coś
powiedzieć. Ja... byłem podczas świąt w Świętym Mungu w odwiedziny u kogoś... z
rodziny. I nie zgadniesz kogo tam widziałem! - Neville wpatrywał się w niego
błyszczącymi z przejęcia, szeroko otwartymi oczami. Harry wzruszył ramionami i
pokręcił głową, nie mając pojęcia, kogo Neville mógł tam spotkać. - Malfoya!
Chłopak poczuł nagle, jak na jego żołądek opada jakiś ogromny ciężar, a serce
zaczyna niemal stepować.
- Mówisz poważnie? - wydusił w końcu.
Neville pokiwał energicznie głową.
- Był w izolatce. Widziałem go tylko przez chwilę, bo babcia wołała, żebym się
pospieszył. Zatrzymałem się, żeby zawiązać buta, i wtedy jeden z uzdrowicieli wszedł
do pokoju obok i zobaczyłem blond głowę i jak odwróciłem głowę, okazało się, że to
Malfoy! Podszedłem bliżej i zajrzałem przez szybę. Mówię ci, to był on. Leżał tam i
wyglądał, jakby nie żył.
Harry zmarszczył brwi.
- Jak to?
- No... to znaczy miał otwarte oczy i chyba oddychał, ale wpatrywał się tylko w sufit i
w ogóle się nie poruszał. Kiedy magomedyczka podawała mu jakiś eliksir, musiała go
podnieść i wlać mu go do ust, bo on zachowywał się i wyglądał jak szmaciana lalka.
W ogóle nie reagował. Gdyby nie włosy, to nigdy bym go nie poznał. Był tak chudy,
że widziałem pod skórą jego żyły, a nawet wystające kości. I miał takie długie,
potargane włosy. To było przerażające. Jak myślisz, Harry, co mu się stało?
Chłopak pokręcił głową, słuchając przyjaciela z coraz większym niedowierzaniem. Po
prostu nie mógł i nie potrafił w to uwierzyć.
Malfoy jako wegetująca roślinka zamknięta w Świętym Mungu? Przecież to było...
- Okropne - wydusił i dopiero po chwili zorientował się, że powiedział to na głos.