- Ci i - szepnął Severus, spokojnie i kojąco. Tak, jakby przemawiał do wystraszonego
dziecka. - Cii ...
I Harry, wtulony w zadziwiające ciepło Severusa, otulony jego zapachem niczym
kokonem, powoli się uspokajał. Łkanie przerodziło się w pojedyncze szlochy, które
jeszcze przez jakiś czas wstrząsały jego ciałem, jednak coraz rzadziej, aż zanikło
zupełnie. I nastała cisza. Wypełniona jedynie dwoma oddechami. I wirującymi
myślami.
Harry westchnął głęboko, próbując poukładać wszystkie doznania i zrozumieć, co się
z nim stało. Czuł się tak zawstydzony tym nagłym wybuchem, iż nie wyobrażał sobie,
jak mógłby teraz spojrzeć Snape'owi w twarz. Jego serce wciąż pracowało na
przyspieszonych obrotach, a wibrujące w całym ciele drżenie powoli zanikało, kiedy
mężczyzna wypuścił go z uścisku i pozwolił, aby jego głowa opadła na poduszkę.
Harry nie miał wyjścia. Powoli uniósł powieki, spodziewając się zobaczyć na twarzy
pochylonego nad nim mężczyzny niemal wszystko, od szyderczego uśmieszku, po
zdegustowane skrzywienie, ale z pewnością nie spodziewał się, że ujrzy...
zaniepokojenie. Oblicze Severusa ukryte było w cieniu opadających w dół
hebanowych włosów, ale wydawało mu się, że widzi jego szeroko otwarte oczy i
głęboką zmarszczkę pomiędzy brwiami.
Och, było mu tak głupio. Co mógłby powiedzieć? Jak się wytłumaczyć?
- Ja... - zaczął niepewnie, w zasadzie samemu nie wiedząc, co właściwie chce
powiedzieć. - To tak samo. Ja nie wiedziałem... nie chciałem. Ja tylko...
- Wiem - szepnął Severus.
To jedno ciche słowo sprawiło, że Harry zamilkł, a jego serce zalała wdzięczność tak
głęboka, iż niemal zadrżał z ulgi. Severus rozumiał. Nie zamierzał się z niego
naśmiewać. Nie. On... patrzył na niego w taki sposób i Harry miał wrażenie, że nigdy
tak naprawdę nie widział takiego spojrzenia. Ono zdawało się go oplatać i kołysać. I
sięgać głęboko, bardzo głęboko. I naprawdę nie potrzebował żadnych słów, aby czuć
tę siłę, która z niego emanowała. Siłę i coś jeszcze...
Pewność.
Uśmiechnął się.
Niczego więcej nie potrzebował.
***
Severus Snape golił się w swym trzydziestosiedmioletnim życiu już wiele razy.
Niemal codziennie. Lubił to robić powoli, dokładnie planując każdy ruch nadgarstka.
Był to swego rodzaju rytuał, którego nikt i nic nie mogło przerwać. I nigdy, przenigdy
się nie zaciął.
Dzisiaj również starał się wykonać ten rytuał. Jedynym problemem było to, że jego
oczy raz po raz mimowolnie wędrowały w stronę biorącego prysznic w
półprzezroczystej kabinie Pottera. Łazienka była duża i przestronna i ze swego
miejsca przy umywalce widział odbitą w lustrze kabinę i stojącą w niej nagą sylwetkę.
Do jego uszu docierały odgłosy płynącej wody i nieregularnego chlapania.
Po paru chwilach przeniósł wzrok z powrotem na swoje odbicie w lustrze. Surowe i
odpychające jak zawsze. Zmarszczone brwi i skrzywione usta nadawały mu wygląd
dzikiego zwierzęcia, które w każdej chwili może odgryźć nogę. Teraz jednak część
jego brody i prawy policzek pokryte były kremem. Zmarszczył brwi jeszcze bardziej i
powrócił do rytuału, przykładając ostrze do policzka i powoli, z wyczuciem
przesuwając je w dół.
Wtedy odgłos płynącej wody ucichł i drzwi kabiny rozsunęły się. Wydawało się, że w
tym momencie Severus jeszcze mocniej wbił spojrzenie w swoje odbicie i w
przesuwające się po skórze ostrze, jakby nic go poza tym nie interesowało. W końcu
jednak wydał z siebie cichy syk, tak jakby w końcu się poddał, i jego wzrok spoczął
na stojącej przed kabiną sylwetce Pottera. Chłopak kończył wycierać włosy zielonym
ręcznikiem Slytherinu, jego nagie ciało lśniło od wody, krople nadal spływały po
miękkiej, jasnej skórze, wciąż tak gładkiej i świeżej, jakby nikt nigdy jej jeszcze nie
dotykał. Wiotki penis i dwa okrągłe jądra kołysały się lekko pomiędzy udami, gdy
pełnymi wigoru ruchami wycierał włosy. Kiedy skończył, zawiesił ręcznik na
ramionach i odrzucił włosy do tyłu. Mokre kosmyki wydawały się o wiele ciemniejsze
niż zwykle. Skleiły się i przywarły do bladego czoła, tworząc niesamowity kontrast.
Jednak wszystko, absolutnie wszystko wydawało się wyblakłe i nijakie w porównaniu
z tymi dużymi, zielonymi, lśniącymi oczami. Teraz, bez okularów, w otoczeniu czerni
włosów i bladości skóry, biły takim blaskiem, jakby ktoś nagle zdjął z nich
zaciemniające je szyby. A w połączeniu z łagodnym, rozmarzonym uśmiechem, który
nie znikał z jego twarzy ani na chwilę, od kiedy tylko wstał, wydawały się tak...
soczyste i żywe.
I wtedy to się stało. Severus Snape się zaciął.
- Cholera! - zaklął pod nosem, patrząc ze złością, jak na jego brodzie pojawia się
czerwona plama.
- Severusie? - Głos Pottera był zaniepokojony. Podszedł bliżej, stąpając po kafelkach
bosymi stopami. - Coś się stało?
Severus opłukał zakrwawione ostrze i spojrzał na kroplę krwi spływającą po brodzie.
- Nic takiego - mruknął pod nosem, chociaż wyglądał raczej jak ktoś, kogo niewiele
dzieli od zamordowania kogoś. Najlepiej siebie samego.
Potter stanął tuż obok i w nozdrza mężczyzny buchnął intensywny zapach wanilii i